środa, 30 listopada 2016

Rozdział 27.- Idziemy na bajlandoo.

Następnego dnia.
Obudziłam się w pokoju Miśka. Nie, nie spałam z nim. Zbyszek pojechał do Asi, więc Michał zajął jego pokój. Było za wcześnie na wspólną noc. Wiadomo jak jest na początku związku. Próbujemy się dotrzeć, poznać. Obawiam się, że gdybym zobaczyła jego brzuch rzuciłabym się na niego jak Zbyszek na redbulla. 
Wstałam z łóżka i ubrana w Kamilową koszulkę do spania skierowałam swoje kroki w stronę kuchni. Cały mój organizm wołał: "Kawy!". Nim znalazłam się przy czajniku usłyszałam śmiechy Zbyszka i Michała.
- Serio lataliście po całym centrum handlowym? - zaśmiał się Zibi.
- Tak, po tym jak biegaliśmy po schodach ruchomych i po tym jak usłyszałem jej śpiew wiedziałem, że to będzie kobieta mojego życia. - odparł Misiek.
Przypomniał mi się tamten dzień. Latałam jakbym miała ADHD i ten mój pseudo występ. Zachichotałam cicho. To był wspaniały dzień. Poznałam chłopaków, zaprzyjaźniłam się z Oleńką.
Nastawiłam wodę wyciągnęłam wielgachną filiżankę -Boże, chcę taką!- i nasypałam do niej trochę kawy.
- Dzień dobry kochanie - usłyszałam za sobą głos mojej Trzynastki i poczułam jak wtula się we mnie.
- Dzień doberek Miśku. - odpowiedziałam uśmiechając się do niego.
- No, no. Jakie szyny. Witam szanowną koleżankę. - powiedział Zbyszek lustrując mnie wzrokiem.
Kompletnie zapomniałam, że stoję jedynie w koszulce z kompletnie odsłoniętymi nogami. Przez uwagę Zbyszka spłonęłam rumieńcem.
- Przypominam Ci, że masz Joasie baranie. - odparłam pokazując mu język.
- I wróciła zołza. A już myślałem, że się zaprzyjaźnimy. - zaśmiał się Zbyszek.
Michał trzepnął go w potylicę, tak samo jak wcześniej zrobiła to Asia.
Chcąc zmienić temat spytałam panów:
- Jedliście już śniadanie?
- Ja jadłem u Asi.- odparł Zbyszek.
- Ja też już zjadłem.
Kiwnęłam głową zalewając sobie napój.
***
Tego samego dnia wieczorem.
Panowie mecz wygrali 3:2 więc radość była ich ogromna. Misiek padał na twarz. Wróciliśmy do mieszkania i ułożyliśmy się na kanapie przed telewizorem. Jako, że Asia miała dziś studia, a jutro jakieś kolokwium nie było jej z nami. Zbyszek leżał na podłodze i wrzucał sobie chrupki do ust. Michaś leżał na z głową na moich kolanach i nabijał się z tego co mówili w telewizji. 
- OMG! Dziewczyny słyszałyście o tym? Kolejne siatkarskie ciacho zostało zgarnięte! Mogliśmy dziś zobaczyć Michała Kubiaka wraz ze swoją wybranką serca całujących się po meczu. No cóż. My ocieramy łzy, a szczęśliwej parze życzymy wszystkiego najlepszego! - usłyszeliśmy wypowiedź na jakimś programie muzycznym. 
- Ja jebie. Ocierają łzy. - zawył Bartman. 
Dołączyliśmy do niego śmiejąc się z tej idiotycznej sytuacji. 
- No to Tosiek, nie masz już życia u hotek. - powiedział Misiu. 
- Bitch please i tak nie wiedzą, który to jest Michał Kubiak. Wszystkie hotki wiedzą, żeś Dziku. Tak by the way wciąż pizgam z tej ksywki. - odparłam śmiejąc się jeszcze głośniej. 
- Przyjaciele są jak ziemniaki, kiedy je zjadasz umierają. - powiedział Zibi poważniejąc. 
- To było.. głębokie. Strasznie. - odpowiedział Michał patrząc na przyjaciela jak na debila. 
Pokręciłam głową i spytałam siebie. 
Z kim ja żyję?
- Chłopcy, jest sobota wieczór. Chodźmy na  imprezę. - powiedziałam pokazując im jak bardzo mnie nosi. 
- Ale tak bez Asiiii.. - zaczął Zibi.
- Kotek nie mam siły. Obiecuję, że następnym razem wezmę Cię do najlepszego klubu w Katowicach. - powiedział gładząc mnie po policzku i patrząc na moją reakcję. 
Westchnęłam i kiwnęłam głową. 
Rozumiałam, że jest zmęczony. W końcu zagrał fantastycznie cały mecz. Był jak natchniony. Usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Ściągnęłam z siebie Michała i poszłam po telefon do kuchni. - Hej piękna.- usłyszałam po odebraniu.
- Krzysiu! No cześć, co tam? Stęskniłeś się za mną? Przecież przed chwilą się widzieliśmy. 
- Pakuj swój tyłeczek i idziemy na bajlandoo! - wykrzyknął Igła wraz z Drzyzgą. 
- Chłopakom się nie chce, a bez Miśka nie pójdę. - odparłam krzywiąc się.
- Skarbie kto dzwoni? - krzyknął Michał.
Spojrzałam w jego kierunku i odkrzyknęłam:
- Krzysiu i Fabian. Chcą iść na imprezę.
Spojrzał na zegarek, westchnął i odpowiedział:
- O dwudziestej tam gdzie zawsze. 
Aha. Fajnie. Jak ja prosiłam to nie. - pomyślałam.  
Opowiedziałam chłopakom co powiedział Michał i poszłam się szykować.

piątek, 4 listopada 2016

Rozdział 26- Wybaczam Zbysławie.

Siedzieliśmy, patrząc sobie w oczy i tak po ludzku ciesząc się swoją obecnością. Nie chciałam by to minęło. Było nam ze sobą tak dobrze, że nie czuliśmy upływu czasu.
W pewnym momencie do kawiarni przeniknął czyjś rżący śmiech.
- Ocho. Bartman się zbliża. - powiedziałam, nie próbując być miła.
Michał spojrzał na mnie wymownie. Nie podobało mu się, że jako jedyna nie pałałam miłością do wielkiej gwiazdy, pana ZB9. Miałam poczucie humoru, jednak miałam też swój honor.
Odgarnęłam swoje blond włosy i obserwowałam jak wielkimi krokami zbliżał się do nas Zbysław ze swoją niewiastą.
- Jak to jest, że najpierw Cię słychać, a dopiero później widać? Z Twoim wzrostem powinno być odwrotnie. - powiedziałam, uśmiechając się wrednie.
- Asiu przedstawiam Ci nową dupę Miśka. - powiedział Zibi i uśmiechnął się do mnie w taki sposób, że miałam ochotę obić mu tą sławną twarz.
Zanim się odezwałam, Asia, ku mojej wielkiej radości, strzeliła mu z płaskiej w potylicę.
- Ile razy mam Ci mówić, że kobieta to nie rzecz do pieprzenia? - powiedziała z wyrzutem.
- Przepraszam. - odparł Zbychu i pocałował Asię w rękę.
- Nie mnie przepraszaj. Tylko.. - przerwała, czekając aż się przedstawię.
- Antosia i Twoja nowa przyjaciółka - odparłam śmiejąc się.
Przybiłyśmy sobie piątki, śmiejąc się razem.
Zbysław spojrzał w moim kierunku, zaciskając usta.
- Antonino, przepraszam za swoje niestosowne zachowanie.- powiedział poważnie.
- Wybaczam Zbysławie.- odparłam równie poważnie.
Misiek z Asią przypatrywali nam się z nieodgadnionymi minami. Na przeinaczenie imienia siatkarza zareagowali wybuchem śmiechu. Zbyszek jednak zamiast zrównać mnie z błotem, również zaczął się śmiać.
- Dobra, zwracam honor. Mocna z Ciebie zawodniczka.- odparł śmiejąc się.
Wyszczerzyłam się i przybiłam z nim tak zwaną "wysoką piątkę".
Słuchałam opowieści chłopaków z uśmiechem na ustach i popijałam czekoladę. Widać było, że są do siebie przywiązani. Gołym okiem można było zobaczyć, że jeden wskoczyłby w ogień za drugim.
Bałam się pomyśleć, co by było, gdybym naprawdę nie dogadała się z Bartmanem. Michał, wiadomo, jest dorosły i ma swój mózg ale bez aprobaty przyjaciela nie byłoby mu łatwo.
 Po jakimś czasie zgodnie stwierdziliśmy, że przenosimy się do mieszkania chłopaków. Jako, że z Michałem przyszliśmy pieszo do kawiarni, w taki sam sposób postanowiliśmy wrócić. Była piękna, gwieździsta noc. Lekki wiatr rozwiewał mi włosy, jednak było naprawdę ciepło. Szliśmy trzymając się za ręce. Było po prostu idealnie. Gdy byliśmy w parku usłyszeliśmy muzykę. Podeszliśmy bliżej. Niedaleko nas siedział chłopak na oko licealista i grał na gitarze najpiękniejszą piosenkę o miłości jaką znam. Michał przytulił się do moich pleców i śpiewał mi do ucha :

-‘Cause all of me

Loves all of you
Love your curves and all your edges
All your perfect imperfections
Give your all to me
I’ll give my all to you
You’re my end and my beginning
Even when I lose I’m winning
‘Cause I give you all, of me
And you give me all, of you, all.. 

Łzy stanęły mi w oczach. To było coś niesamowitego. Czułam jego serce, bijące tylko dla mnie. Wiedziałam, że to jest idealny moment by wyznać mu miłość jednak wciąż nie byłam na to gotowa. 
Kiedy tylko skończył grać odwróciłam się i zapłakana wpiłam się w Miśkowe usta. 
- Dziękuję. - powiedziałam. 
- Za co? - spytał, ścierając łzy z moich policzków. 
- Za to, że kochasz mnie taką jaka jestem. Za całą Twoją miłość. 
Michał nic nie mówiąc, przytulił mnie mocno i głaskał po plecach. Właśnie to w nim kochałam najmocniej. Nie pytał, po prostu rozumiał. Sprawiał, że czułam się jakbym unosiła się w powietrzu. 
Nie chciałam by kiedykolwiek to się zmieniło. Wolnym krokiem poszliśmy do mieszkania Michała. 
Gdy weszliśmy do środka Zbyszek z Asią szykowali kolację. 
- Kto normalny o tej porze je? - spytał Michał, dostrzegając, że jest już koło północy. 
- Aaaale zgłodniałam. - powiedziałam, łapiąc kanapkę w rękę. 
Asia ze Zbyszkiem zaśmiali się i zgodnie odpowiedzieli Michałowi. 
- Twoja dziewczyna. 
- Przyzwyczaisz się. - powiedziałam Michałowi i machnęłam ręką. 

środa, 26 października 2016

Rozdział 25.- Miłość ogłupiła mnie.

Wieczorem wybraliśmy się na spacer. Michał chciał pokazać mi Żory. No cóż, dupy nie urywał ten widok. Miasto jak miasto. Bloki, gdzieniegdzie jakaś roślinność. Niczym wyjątkowym się nie wyróżniało.
Misiek szedł zadowolony, trzymając mnie za rękę. Uśmiechał się tak, jakby co najmniej wygrał szóstkę w totka.
- Co tak zęby wietrzysz? - spytałam podejrzliwie. 
Kubiak westchnął i pokręcił oczami.
- Wszystko musisz zepsuć?- spytał. 
Uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w policzek. 
- Nie denerwuj się, bo złość piękności szkodzi. - powiedziałam ze śmiechem.
On tylko pokręcił głową ze śmiechem. Poszliśmy na plac zabaw. Jako, że jestem specyficzną osobą od razu pobiegłam na huśtawki. Nie należałam do ludzi, którzy przejmowali się opinią innych.
- Pobujaj mnie!! - krzyczałam do Miśka.
Głupek, zamiast spełnić moją prośbę, stał i nabijał się ze mnie.
- Chodź dziecko, postawię Ci czekoladę. - powiedział Kubiak i wystawił rękę w moim kierunku.
- Normalnie obraziłabym się, za to "dziecko" ale ta czekolada do mnie przemawia. - odparłam podnosząc wysoko głowę.
Weszliśmy do jakiejś knajpki. Nie powiem, całkiem ładne miejsce. Ściany o brązowych odcieniach idealnie komponowały się z czarnymi stolikami. Znaleźliśmy w rogu wielką, czarną kanapę na której od razu się rozłożyłam. Kubi przyniósł nam po karcie, byśmy mogli coś wybrać. Nie mogłam się na nic zdecydować. Ten ogromny wybór mnie przytłoczył. Skrzywiłam się lekko, gdy przyszła kelnerka, pytając nas o zamówienie.
- Ja poproszę czekoladę z bitą śmietaną. - powiedział Michał z uśmiechem, zerkając na dziewczynę.
Była zdecydowanie za ładna. Długie, brązowe, lekko kręcone włosy miała związane w kucyk, a swoimi brązowymi oczami pożerała mojego faceta. Jemu najwidoczniej się to podobało, bo przestał zwracać na mnie uwagę.
Tak być, nie będzie! - pomyślałam.
Z trzaskiem zamknęłam kartę, by zwrócić na siebie ich uwagę. Podziałało.
- Jeśli już się Pani wystarczająco popatrzyła, chciałabym złożyć zamówienie. - powiedziałam z przesadnie miłym uśmiechem .
Kiwnęła głową, w momencie stając się poważna.
- Poproszę gorącą czekoladę, tylko bez bitej śmietany. Dziękuję. - powiedziałam i oddałam jej kartę.
Zapisała w notesie i odeszła. Michał otworzył usta, by coś powiedzieć ale zabroniłam mu podnosząc rękę.
- Nic nie mów. - powiedziałam.
Po raz kolejny otworzył usta ale tym razem przerwał mu dzwonek jego telefonu. Przeprosił i oddalił się, by móc spokojnie porozmawiać.
W tle słyszałam piosenkę Rihanny "Love on the brain". Wsłuchałam się w tekst, lekko kiwając w rytm.
Rozumiałam ją. Sama się czułam ogłupiona. Nigdy nie należałam do osób zazdrosnych. To było irracjonalne. Pojawił się taki Misiek, a ja kompletnie głupieje. Bo co? Bo był mądry, przystojny, seksowny, miał więcej zalet niż wad. Od samego jego spojrzenia i uśmiechu miękły mi nogi.
Wiedziałam, że działa tak też na inne kobiety. Widziałam ten ich blask w oczach.
- Już jestem zazdrośnico. - powiedział Michał, siadając na swoim miejscu.
Uśmiechnął się do mnie w ten kochany sposób. W ten przeznaczony tylko dla mnie.
- Nie bądź  już zła. Tylko Ty się liczysz. - powiedział i delikatnie pogładził mnie po dłoni.
Uśmiechnęłam się lekko i kiwnęłam głową. W tej chwili przyszła znienawidzona kelnerka z naszym zamówieniem.
- Bo jest taka sprawa kochanie.. - zaczął Michał gdy dziewczyna się oddaliła.
- No słucham. - odparłam biorąc łyka gorącej pychoty.
- Zbyszek dzwonił i przyjdzie do nas ze swoją dziewczyną.
Na te słowa uniosłam brwi i spojrzałam zaskoczona w stronę mojej miłości.
- Bartman ma swoją "dupę"? - spytałam, używając słowa, którym wcześniej mnie określił.
Misiek zaśmiał się na to zdanie.
- Jaka ona jest? - spytałam żywo zainteresowana.
- Ona jest.. Cóż, dogadacie się. - odparł ze śmiechem.
Nie wiedziałam, co to ma znaczyć i trochę się przeraziłam. No ale cóż. Żyje się raz.

niedziela, 16 października 2016

Rozdział 24.- Trochę szacunku baranie!

Minęła środa. Zaraz po niej czwartek przeleciał mi między palcami i nim się obejrzałam stałam u progu drzwi Miśkowego mieszkania. Tak wiem, szybko działam. Poprawiłam włosy i zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi jakiś mężczyzna przepasany ręcznikiem w biodrach.
- M.. Michał?- zająknęłam się.
- Nie? Zbyszek. A pani to..? - spytał lustrując mnie wzrokiem.
- Yyy Antosia. Jest Kubiak? - spytałam głupiejąc.
Był za dobrze zbudowany, by mój mózg mógł normalnie funkcjonować.
- A to Ty jesteś tą dupą z którą teraz jest? - zapytał opierając się o framugę drzwi.
- A Ty jesteś tym jełopem który zaśmieca mieszkanie Miśka? - spytałam krzyżując ręce na piersi i podnosząc brew do góry.
Zbyszek zlustrował mnie wzrokiem i roześmiał się w głos.
- Touché - odparł chwytając się za serce i kłaniając. 
Otworzył mi szerzej drzwi i w końcu mogłam wkroczyć do Miśkowego mieszkania. Rozejrzałam się ale nigdzie nie zobaczyłam jego uroczej mordki. Spojrzałam na Zbyszka i oczekiwałam odpowiedzi.
- Jest u siebie. - odpowiedział i skierował się w stronę jak mniemam łazienki. 
- Jeszcze jakbym wiedziała, który to jest jego pokój..- mruknęłam pod nosem. 
Zapukałam w pierwsze lepsze drzwi. 
- Bartman kurwa nie pójdę z Tobą na żadne dupy! - wydarł się Misiek. 
Otworzyłam drzwi i stanęłam w progu. Jego pokój był wielgachny w szarych barwach. Wielkiej szafy zazdrościłam mu najbardziej. Mój luby siedział na olbrzymim łóżku bez koszulki i przeglądał coś na telefonie. 
- A ze mną pójdziesz? - spytałam spoglądając na niego z uśmiechem.
Michaś spojrzał na mnie i w sekundzie był już przy mnie tuląc się do mojego ciała. 
- Tęskniłem! - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Kotełku a co to za paradowanie bez koszulki po mieszkaniu? Chcesz, żeby jakaś starsza pani padła na zawał z podniecenia? - drażniłam się. 
- Wiedziałem, że przyjedziesz i chciałem Ci sprawić miłą niespodziankę. - musnął nosem mój nos.
Zagryzłam wargę i wpiłam się w jego usta. Jego zarost lekko drażnił moją twarz. Chciałam mu pokazać, jak ważny jest dla mnie, jaką pustkę czuję gdy nie ma go blisko mnie. Przywarłam do niego całym ciałem. Czułam jego wspaniałe mięśnie brzucha na swoim ciele. Miałam ochotę zerwać z niego te dresy. Był tak seksowny z tym kilkudniowym zarostem i z włosami jakby dopiero wstał. 
- O przepraszam! - powiedział Zbyszek który wparował do pokoju. 
- Jak zwykle wiesz kiedy wejść. - mruknął zły Michał i zaczął poprawiać mi koszulkę. 
- Widzę, że w czymś przeszkodziłem. - zaśmiał się Zibi podnosząc jedną brew. 
- W scrabble mieliśmy grać Bartman. - odparł ze śmiechem Michał. 
- Oczywiście. Chciałem zapytać czy zamawiamy pizze, bo w lodówce to tylko światło jest. 
Popatrzyłam na Michała podnosząc brew w podobny do Bartmana sposób. 
- Nie przygotowałeś się na mój przyjazd. 
Michał podrapał się po głowie lekko zakłopotany. 
- Zrobię zakupy kochanie. - powiedział Misiek i cmoknął mnie w czoło.
Uśmiechnęłam się i zagryzłam wargę. Mimo tych kilku miesięcy znajomości nadal reaguje na niego jak nastolatka. Zachichotałam na tą myśl. 
- Ej fajnie razem wyglądacie. Chcę być świadkiem na waszym ślubie.- powiedział Zbychu z wielkim bananem na ustach. 
- Za nazwanie mnie "dupą" nie wiem czy się na to zgodzę. - odparłam pokazując mu język.
- Trochę szacunku baranie!- odparł Misiek i zdzielił go pierwszą lepszą szmatą która znalazła się pod jego dłonią. 
W podzięce pocałowałam go w policzek. Zbyszek znowu wybuchnął śmiechem. 
On coś wciąga?- pomyślałam.
- I czego rżysz? - spytał Misiek.
- Oboje dowalili się do jednego małego szczególika ale nikt nie zauważył wzmianki o ślubie. Widzę, że już na wysokim poziomie jest Wasz związek. - powiedział ryjąc dalej. 
- Jesteś pierdolnięty. Twój mózg jest zagadką dla neurologów. Wciąż go szukają. - powiedział śmiejąc sie Kubiak. 
- Z kim Ty żyjesz? - spytałam pocierając skronie. 
Michał chwycił mnie za dłoń i poprowadził do kuchni. Zrobił mi kawę i usiadł naprzeciwko mnie cały czas przyglądając mi się. 
- Jestem brudna? - spytałam machinalnie przecierając twarz.
- Jesteś piękna. Kocham Cię. - powiedział Michał. 
Na te słowa zarumieniłam się kompletnie. 


****
Osoby, które czytają to opowiadanie proszę o chociażby malutki komentarz. 
Chciałabym zobaczyć ile Was jest. 
Autorka.

czwartek, 22 września 2016

Rozdział 23- Co jest doktorku?

Następnego dnia obudził mnie telefon. Na ekranie wyświetliło mi się zdjęcie Michała.
- Halo? - odebrałam ziewając.
- Cześć dziewczyno, obudziłem Cię? - uśmiechnęłam się, usłyszawszy jego głos i przymknęłam oczy.
- Mmm cześć chłopaku. Tak troszkę.
- Oj przepraszam. Jadę na trening i chciałem usłyszeć Twój głos.
Wstałam z telefonem przyciśniętym do ucha i ruszyłam do kuchni. Piotrek z ojcem ruszyli wczoraj wieczorem do swoich domów. Pit miał dziś rozpocząć rehabilitację, a ojciec nie chciał podpaść Marzenie. Nie powiem, wczoraj było tak cholernie miło . Tak, jak powinno być.
Nastawiłam ekspres i kontynuowałam rozmowę z Michałem. Ten chłopak tak pozytywnie mnie nastrajał. Wystarczyło kilka zdań, które wypowiedział, a od razu miałam ochotę góry przenosić.
- Jak rozmowa z tatą? - spytał nagle.
- I live like a millionaire.- zanuciłam.
- Co? - zaśmiał się.
Uwielbiałam ten jego dźwięczny śmiech. Mogłabym go słuchać cały czas.
- Długo by opowiadać. Kiedy mnie odwiedzisz? - spytałam tęsknym głosem .
- Może tym razem to Ty do mnie przyjedziesz? Gramy mecz w sobotę ze Skrą. - odparł.
- Pomyślę nad tym. - powiedziałam.
Niestety Michał musiał  kończyć, ponieważ był już  na hali.
Zdawałam sobie sprawę, że związek ze sportowcem to nie jest prosta sprawa. Nie oszukujmy się, związek ze mną nie jest bułką z masłem. Nie jestem osobą z którą łatwo się dogadać. Nie należę też do najmilszych ludzi. Mówię co myślę i mimo że przez to nie mam za wiele przyjaciół, mam przy sobie tych prawdziwych.
Stwierdziłam że posprzątam mieszkanie, bo po tych kilku dniach z facetami miałam istny rozpier.. bałagan. Włączyłam sobie muzykę i zabrałam się za odkurzanie.
- Kill em with kindness. Kill em. Kill em. - śpiewałam trzęsąc tyłkiem jak Nicki Minaj w swoim teledysku.
Usłyszałam za sobą brawa. Odwróciłam się i zobaczyłam Kamila opartego o drzwi.
- Gdyby nie ten śpiew pomyślałbym że masz epilepsje. - zaśmiał się.
- Uważaj bro. Masz coś do mojego tańca? Tak się robi szejki. - powiedziałam i zaprezentowałam.
- Weź bo się zmęczysz. - odparł i poszedł zrobić sobie kawę.
- Co jest doktorku? - spytałam niczym Królik Bugs.
- No nic. Stęskniłem się. Masz coś do jedzenia? - spytał otwierając lodówkę.
- Przy okazji zrób mi jakieś śniadanko. - powiedziałam szczerząc się.
Skończyłam odkurzać, pościerałam kurze i poukładałam wszystkie rzeczy na swoje miejsca. W tym czasie Kamil zrobił gofry i rozsiadł się wygodnie na kanapie. Lekko zmachana rzuciłam się na miejsce obok niego i cmoknęłam go w polik.
- Cześć doktorku. - powiedziałam tuląc się do jego boku.
- Teraz cześć, a wcześniej nie miałaś dla mnie czasu mała. Nie podoba mi się to. - odparł smucąc się.
- Przepraszam. Wynagrodzę Ci to. Co powiesz na cały dzień tylko we dwoje?
- Brzmi ciekawie ale mam dziś nocny dyżur, więc nie poszalejemy. - odparł włączając tv.
Mieliśmy tak ambitne plany. Że kino. Że spacer. Że zakupy. A skończyło się na piciu wina i oglądaniu filmów.
- Kochanie, kończy się wino. - powiedziałam patrząc na Kamilka wzrokiem szczeniaczka.
- Zestaw taki sam? - spytał ubierając buty.
Kiwnęłam głową i chwyciłam za komórkę. Stwierdziłam, że to idealny moment by napisać sms do Miśka.
Hej chłopaku :*
Tęskno mi za Tobą.
Co robisz? Przez Ciebie jestem skazana
na towarzystwo Kamila. Żarcik żarcik. 
Całuję. 

Nie widziałam go półtora dnia, a tęsknię jakbym nie widziała go rok. Kocham go teraz to wiem ale wciąż nie jestem gotowa, by mu to wyznać. To za wcześnie. To zdecydowanie za wcześnie. Nie jestem tak otwarta jak on. Po chwili usłyszałam dźwięk smsa. 

Hej dziewczynooo :*
Nawet nie wiesz, jak mi Ciebie brakuje.
Siedzę z chłopakami i oglądamy mecz. 
Wiesz, piwko i te sprawy. 
Typowy męski wieczór, maleńka.
Pakuj się i przyjeżdżaj do mnie. 
Udostępnię Ci wycieraczkę przed drzwiami. 
Kocham Cię <3 

No cóż. Nie powiem, bym po tej wiadomości nie miała uśmiechu na pół twarzy, bo miałam. Aż mnie policzki bolały. Zaczęłam poważnie rozważać czy by do niego nie jechać. Ale to dopiero za kilka dni. W końcu w sobotę mecz gra. Cieszyłam się, że go mam. Cieszyłam się, że mam brata który mnie kocha. Cieszyłam się, że mam przyjaciół, którzy wskoczą za mną w ogień. Do szczęścia nie potrzeba mi niczego innego.

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Rozdział 22.- Będziesz musiał się postarać.

- Dzień dobry.- usłyszałam z ust ojca, gdy otworzyłam drzwi.
Ubrany jak zwykle gdy go widywałam elegancko. Koszula podkreślała niebieski kolor jego oczu, które notabene były identyczne jak moje. Jak na mężczyznę w jego wieku był całkiem w niezłej formie.
- Dzień dobry. Wejdź. - odparłam i otworzyłam szerzej drzwi.
Ojciec kiwnął głową i zdjąwszy uprzednio buty wszedł. Po wcześniejszym zapytaniu czego się napije poszłam do wyspy i zrobiłam mu kawę. Usiedliśmy wygodnie na kanapie w salonie.
- Ładnie się urządziłaś Antosiu. -powiedział ojciec po względnym rozejrzeniu się.
- Dziękuję, zapracowałam na nie. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Tato, o czym chciałeś rozmawiać. - odezwał się Piotrek.
- Tak właściwie to sprawa głównie dotyczy Tosi. Chodzi o to, że kiedy Twoja mama powiedziała mi, że jest w ciąży nie chciałem jej zostawić samej. Jednak wiesz jaka była. Nie chciała ode mnie pieniędzy, a wiedziała, że nie opuszczę żony i małego Piotrka.  Ale kiedy Marzena dowiedziała, zagroziła, że odbierze mi syna i zostawi z niczym. Obiecałem sobie, że chociaż spróbuję Wam pomóc. Po rozmowie z Anną uzgodniliśmy, że utworzę dla Ciebie konto oszczędnościowe, do którego miałaś mieć dostęp po ukończeniu 18 roku życia. Co miesiąc przelewałem Ci pieniądze. Anna obiecała mi, że gdy będzie miała jakiekolwiek problemy, powiadomi mnie.. - przy tych słowach w oczach ojca zalśniły łzy.
- Zaraz, chcesz powiedzieć, że gdzieś tam mam konto oszczędnościowe z dodatkowym hajsem? - spytałam nic nie rozumiejąc.
- Chcę powiedzieć, że przez te lata uzbierała się tam bardzo ładna sumka. Jest tylko Twoja i zrobisz z nią co tylko chcesz.
Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Byłam w takim szoku, że patrzyłam tylko na ojca i na Piotrka. Jednak po chwili się otrząsnęłam.
- Jeśli myślisz, że po tych wszystkich latach, gdy zastanawiałam się dlaczego mój tatuś mnie nie kocha i co zrobiłam źle, te pieniądze sprawią że nagle będziemy się zajebiście dogadywać jesteś w błędzie. Nie jestem zabawką. Mnie nie da się kupić. - odparłam coraz to bardziej nabuzowana.
- Antosia, przestań..- próbował Piotrek.
- Nie, ona ma racje. To wszystko jest moją winą. Nie pomogłem Ci. Zostawiłem Cię samą. Żałuję tego najbardziej na świecie. Chciałem być obecny w Twoim życiu. Naprawdę tego chciałem. Zawsze marzyłem o córce. Kiedy zobaczyłem Cię taką malutką w domu rodziców Anny, pokochałem Cię całym sercem. Kocham Ciebie i Piotrka. Jesteście dla mnie wszystkim. I zrobię wszystko by naprawić nasze relacje. - powiedział ojciec ściskając moją dłoń.
Patrzyłam w jego oczy i widziałam w nich szczerość i miłość. Łzy, które teraz spływały mu po policzkach ściskały mi serce.
- Będziesz musiał się postarać. Ale... - westchnęłam czując gulę w gardle.-  widzę dla nas szanse.
Kiedy tylko to powiedziałam ojciec chwycił mnie w ramiona i przytulił z całej siły. Przestałam się hamować i rozpłakałam się. Marzyłam o tej chwili, od kiedy tylko pamiętam. Czułam jak się trzęsie.
Spojrzałam na Piotrka, ten lekko się uśmiechnął do mnie i mrugnął oczkiem. Ojciec puścił mnie z objęć i popatrzył na syna.
- Synku, przepraszam, że nic Ci nie powiedziałem o Antosi. Że dowiedziałeś się tak, a nie inaczej. Mam nadzieję że zdołasz mi wybaczyć. Że oboje zdołacie mi wybaczyć.
- Oj tato. Jesteśmy rodziną. A Tośka to moja mała siostrzyczka, którą zawsze chciałem mieć. Będę Cię bronił przed imbecylami siorka. - powiedział Piotrek i objął mnie ramieniem.
- Dzięki braciszku ale mam już swojego imbecyla. - odparłam ze śmiechem.
- Masz kogoś? - spytał zdziwiony ojciec.
- Tak, jest z Kubiakiem. W końcu Misiek się ustatkował.- zaśmiał się Piter.
Wieczór spędziliśmy we trójkę poznając się lepiej i śmiejąc. Oby było już tylko lepiej.

wtorek, 9 sierpnia 2016

Rozdział 21 - spisuje testament i daje nam po milionie?


Następnego dnia rano wstałam z łóżka zastanawiając się, jakim u licha cudem znalazłam się w moim pokoju? Poszłam do łazienki i uprzednio zdejmując z siebie ciuchy władowałam się pod prysznic. 
- Do you believe in life after love? I can feel something inside me say I really don't think you're strong enough no. - śpiewałam gdy gorąca woda spływała po moim ciele. 
Muzyka wypełniała od zawsze moje serce. Śpiewałam gdy byłam szczęśliwa, gdy byłam smutna. Robiłam to gdy tylko nadarzała się okazja. Wiele ludzi mówiło mi, że mam talent, że powinnam się zająć tym na stałe ale nie uważałam się za wystarczająco silną, by brać udział w tym wyścigu szczurów. Śpiewałam czasem po jakichś knajpkach, na karaoke czy coś ale to było tylko dla zabawy. Lub kiedy przegrywałam zakłady z Kamilem.
Już wczuwałam się w piosenkę gdy usłyszałam jak drzwi od łazienki się otwierają.
- Cher to Ty? - spytał Misiek wchodząc do środka. 
- Misiek ja się tu kąpię. Możesz zaczekać aż skończę? - spytałam lekko się denerwując.
- A umyć Ci plecki? - czułam że szczerzy się jak głupi. 
- Kubiak cholera. 
- Nowakowska pośpiesz się, bo Piter dzwonił z wiadomością, że niedługo będzie. 
- Moment. Zrób mi kawę. - odparłam ze spokojem.
- A magiczne słowa to co? 
- Proszę? 
- Chodziło mi o " Kochanie zrób mi proszę kawkę, a będę Cię wiecznie kochać" ale tym też się zadowolę. - odpowiedział śmiejąc się ze mnie.
Pokręciłam oczami i szybko zmyłam z siebie szampon. Umyłam zęby, wysuszyłam głowę i owinięta ręcznikiem ruszyłam do sypialni. 
- Skarbie, w ręczniku widuję Cię częściej niż w ubraniu.- zaśmiał się Kubiak na mój widok.
- Coś Ci się nie podoba? - spytałam podnosząc do góry brew.
- Jak dla mnie możesz chodzić nawet nago. 
Wzruszyłam ramionami ze śmiechem. Zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy kawę i Michał musiał już jechać. Ciężko mi było się z nim rozstać. Tuliłam się do niego jakby do następnego spotkania dzieliły nas lata świetlne, a nie przyszły weekend. Oczy napełniły mi się łzami. 
- Kocham Cię aniołku. - powiedział patrząc mi w oczy i trącając nosem mój nos.
Kiwnęłam głową z uśmiechem.
- Jedź powoli i daj znać jak już będziesz w domu. - powiedziałam i pocałowałam go delikatnie. 
- Narazie maleńka. - powiedział mrugając do mnie oczkiem.
Gdy upewniłam się że odjechał weszłam do mieszkania. Posprzątałam trochę mieszkanie i wzięłam się za obiad. Jako że nie miałam pomysłów, postawiłam na spaghetti w sosie słodko-kwaśnym.
Już kończyłam sos, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Okazało sie że to mój braciszek.
- Siemaneczko siostra. - powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Cześć braciszku. Zapraszam.
- Co tak pachnie?
- Obiad zrobiłam. Akurat się załapiesz. Chcesz coś do picia?
- Kawę proszę.
Mrugnęłam do niego okiem i skierowałam się do wyspy. Nastawiłam ekspres i czekałam.
- To o czym chce rozmawiać ojczulek? - spytałam opierając się o blat.
- Nie wiem ale to podobno ważne.
- Spisuje testament i daje nam po milionie? - spytałam z ironią.
Piotrek spojrzał na mnie spod byka.
- Nie bądź sarkastyczna.
- To jaka mam być? Ja rozumiem Piotrek, że on jest dla Ciebie wzorem. To norma, w końcu to Twój ojciec. Chronił Cię i zawsze był przy Tobie ale ja nie miałam takiego szczęścia. Jestem tym niechcianym dzieckiem. Tym ukrywanym. Przypomniał sobie o mnie dopiero po śmierci mamy. Potrzebował dwudziestu trzech  lat by uporać się z tym że ma nieślubne dziecko. Więc proszę nie mów mi jak mam się zachowywać w stosunku do niego. - odparłam zaciskając zęby.
Nie chciałam się z nim kłócić ale nie lubiłam jak ktoś wypowiadał się w kwestiach w których nie miał bladego pojęcia.
- Rozumiem że możesz go nienawidzić za to wszystko ale to jest mój ojciec. Chociaż ze względu na mnie okaż mu minimum szacunku. - poprosił Piotrek patrząc na mnie ze smutkiem.
- Piotrek.. Ja go nie nienawidzę. Ja go nie znam. To jest dla mnie kompletnie obcy mężczyzna, który oczekuje ode mnie Bóg wie czego.
Piotrek nic nie mówiąc podszedł i mnie przytulił.
- Nie mam nikogo prócz Ciebie. Nie mam żadnej rodziny.
- Masz mnie i Olę, która nawiasem mówiąc za Tobą przepada.
Uśmiechnęłam się ciepło i odparłam:
- Oboje jesteście dla mnie bardzo ważni.
Posiedzieliśmy jeszcze, nakarmiłam Piotrka, który był zachwycony moimi umiejętnościami kulinarnymi.
- Zamieszkaj z nami. Będziesz nam gotować. - rozpływał się.
Zaśmiałam się z jego propozycji. Wydurnialiśmy sie jeszcze chwilę gdy rozdzwonił się dzwonek do drzwi.
- Dzień dobry..- usłyszałam.