środa, 18 maja 2016

Rozdział 13. Halo, policja?!

Minęło kilka dni od kiedy jestem w domu. Ochłonęłam po rzeszowskiej wyprawie i przemyślałam wszystko. Postanowiłam porozmawiać z Michałem, który prawdę mówiąc zaskakiwał mnie swoim zachowaniem. Dzwonił kilka razy dziennie, pisał sms na dzień dobry i na dobranoc. Widziałam że się stara. Czułam się wspaniale z myślą że komuś na mnie zależy. Jednakże bałam się, bo wiedziałam że za szybko się to toczy. W końcu ludzie najpierw się poznają, zaczynają się spotykać i dopiero po jakimś czasie decydują się na poważniejszy krok, prawda? Prawda.
Zgarnęłam torbę z biurka w studiu i wyszłam. Jako że byłam umówiona z Kamilem w kawiarni od razu ruszyłam w jej kierunku. Oczywiście pana Jureckiego jeszcze nie było więc zajęłam nam jakiś stolik. W międzyczasie zerknęłam na Facebooka, na którym czekały mnie wiadomości od Oli, Iwony Igaczak, Michała i..
- Misiek ma fb?!- wydarłam się na całą kawiarnie, czym zwróciłam uwagę innych.

Cześć maleńka! :* Specjalnie dla Ciebie założyłem konto na FB. Będę Cię podglądać. Hihi. -napisał.

Boże, dorosły facet pisze "hihi"? Co się dzieje na tym świecie? I specjalnie dla mnie założył profil, no wzruszyłam się. Póki mój towarzysz niedoli nie przyszedł, postanowiłam odpisać. 

Hej maleńki! Przypominam że, aż tak bardzo to Ty wielki nie jesteś. Czuję się zaszczycona, że to dla mnie zrobiłeś. Podglądać? To się nazywa stalking! Halo, policja?! Proszę przyjechać na Fejsbuka! 

Nim się spostrzegłam na moje usta wpłynął ten durny uśmiech zarezerwowany dla gimnazjalistki której chłopak dał durnego kwiatka. Boże, Tośka co się z Tobą dzieje?! - pomyślałam i przybiłam głową o stolik.
- Kochanie ale pokłonów bić nie musisz. - nie musiałam podnosić głowy by wiedzieć że przybył pan doktor Kamil Jurecki.
Nie ruszając się z miejsca pokazałam mu bardzo kulturalnego środkowego palca i westchnęłam głośno.
- O widzę, że mamy wspaniały humor. Misiek Ci odpisał. " Ewry step ju tejk, ewry mów ju mejk aj łil bi łaczing ju! ". Nie wiem jak na to zareagować. - powiedział Kamil zaciskając usta by nie wybuchnąć śmiechem.
- Oddaj mnie to! - krzyczę na całe gardło wierzgając niczym nieokrzesany koń.
- Czekaj odpiszę mu.- odparł lekceważąco machając dłonią w moją stronę.
Poklikał chwilę, zrobił sobie zdjęcie ( faceci!) i oddał mi telefon. A wiadomość którą wysłał brzmiała następująco- " Kim jesteś i dlaczego podrywasz moją żonę?!" wraz ze zdjęciem zbulwersowanego neandertalczyka. Nim zdążyłam zareagować, pan Kubiak zaczął dobijać się do mnie.
- Brawo mistrzu! Właśnie rozpętałeś wojnę. - mruknęłam.
Kliknęłam odbierz i zanim się odezwałam, słyszałam jego donośny głos.
- Masz męża?! - spytał.
- Tak i trójkę dzieci. - odpowiedziałam przewracając oczy. - Kubiak, czyś Ty zdurniał?!
- No to kim jest ten facet ze zdjęcia?
- Osobą która Ci wpieprzy jeśli ją zranisz. - powiedział Kamil wyrywając mi telefon z rąk.
- Nosz cholera jasna, oddasz mi ten telefon czy nie?! - syknęłam bijąc go w brzuch.
- Kolego uważaj, ona stosuje przemoc wobec mężczyzn. - odparł Jurecki masując się po sześciopaku.
Wyrwałam mu komórkę i pokazałam język.
- Już jestem Miśku. Zadzwonię jak będę w domu,ok ?
- Ok to czekam. Narazie maleńka. - wiedziałam że się teraz uśmiecha.
Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Buzi, pa siatkarzyku.
Odłożyłam telefon do torby i spojrzałam w stronę Kamila który uśmiechał się jak nauczyciel mający za chwilę Cie udupić. Nagle w mojej głowie pojawiła się ta cholerna melodyjka z horroru.
 - Antonino Zdzisławo Hermenegildo Nowakowska w przyszłości Kubiak, chcesz mi o czymś powiedzieć? - spytał krzyżując ręce.
- Jaka jest poprawna odpowiedź?
Kamil zmrużył oczy i popatrzył z mordem na twarzy.
 - Kamilku kochanie, nie ma o czym mówić. Przecież wiesz, jaka jestem.
Pokiwał głową zastanawiając się chwilę.
- Gówno prawda. Zakochałaś się. - powiedział po chwili.
Już wiedziałam że nie umknę mu. Jednak czy chciałam rozmawiać na ten temat mimo iż nie byłam pewna? Moje serce nie chce odpowiadać, a mózg pokazuje mi środkowy palec każąc się wypchać.
Ale wiem że Kamilowi to nie starczy. Będzie oczekiwał odpowiedzi. Taa, też bym chciała wiedzieć.

wtorek, 3 maja 2016

Rozdział 12.- Misiek nie jest zły, bądź z nim.


- Powiesz mi co teraz się dzieje w Twojej głowie?- spytał łapiąc mnie za dłoń.
- To jest wyższy poziom wtajemniczenia. Myślę, że nie jesteś na to gotów. - odparłam niby żartem wciąż wpatrując się w stopy.
- Antosiu, Kaśka to koleżanka. Poznałem ją nim dowiedziałem się o Twoim istnieniu. - powiedział wzdychając.
- Michał, nie oczekuję od Ciebie oświadczyn i kij wie czego jeszcze. Po prostu myślałam że te kilka pocałunków coś dla Ciebie znaczyło, że to nie była jakaś szczeniacka zabawa. - odpowiedziałam poważnie.
- To nie tak..
Przerwałam mu wstając z ławki. Spojrzałam na niego i odparłam.
- Daj spokój. Ty wracasz do Jastrzębia, ja do Łodzi. Miło było Cię poznać.- powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Kiedy chciałam odejść chwycił mnie za dłoń.
- Mogę do Ciebie zadzwonić? - spytał.
Westchnęłam i kiwnęłam głową zgadzając się. Wyprasowałam dłońmi bluzkę i dość pewnym jak na mój stan krokiem, ruszyłam do hotelu.
Weszłam do pokoju z myślą " Tośka wracamy do domu. Bez pierdolenia się ze sobą!" 
Wiem, jestem dziwna. Nie miałam zamiaru popadać w depresję przez chłopaka który nie wie czego chce. Nie jestem statusem na Facebooku, nie każdy musi mnie lubić. Chwyciłam więc swoją walizkę, wrzuciłam tam rzeczy nie układając ich uprzednio. Wzięłam do ręki telefon na którym miałam kilkanaście powiadomień Piotrka, Oli, Michała i Krzyśka. Wszyscy próbowali skontaktować się ze mną za pomocą smsów czy połączeń. Najbardziej zaciekawiły mnie wiadomości od Krzyśka i Michała. Ten pierwszy napisał mi wypracowanie pod tytułem " Misiek nie jest zły, bądź z nim" i poparł je fantastycznymi argumentami, natomiast Michał napisał mi dwa banalne zdania. 

Przepraszam. To nie tak jak myślisz. M.

Cholera, to się chłopak postarał. Zastanawiałam się czy coś odpowiedzieć. Usiadłam na łóżku i zaczęłam rozmyślać. Nagle mój telefon po raz kolejny przypomniał o swoim istnieniu. Dzwonił Piotrek.
- Tośka co się do cholery stało? Krzysiek nie może sobie miejsca znaleźć, Michał siedzi jak struty, a Ty po meczu rozpłynęłaś się w powietrzu. Wszystko w porządku? - spytał.
- Tak, jest ok. - odpowiedziałam dość niepewnie. 
- Nie wydaje mi się. Zaraz będę. 
-Nie al..- próbowałam zaprzeczyć ale nie zdążyłam bo przerwał mi odgłos przerwanego połączenia. 
Dokładnie siedem minut później usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je, a mój brat w sekundzie znalazł się w środku i tulił mnie do siebie. 
- Co się dzieje? 
- Chyba nie podołam. - powiedziałam.
- Siadaj i opowiadaj. 
Spojrzałam mu w oczy i widziałam że naprawdę mu na mnie zależy. Westchnęłam i tak jak Olce opowiedziałam mu od początku do końca całą historię.
- .. No i nie wiem kim jest ta Kaśka, Zyta czy inna Ksenia. - powiedziałam.
- Czyli gdyby nie ten telefon teraz prawdopodobnie świętowalibyśmy to że jesteście razem, tak? 
- Gdyby odwzajemniał moje uczucia, to pewnie tak.
- To co Ty właściwie czujesz? - spytał patrząc na mnie badawczo. 
- To jest bardzo dobre pytanie. Wiem że nie jest mi obojętny, mimo że praktycznie się nie znamy ten pocałunek.. był magiczny. W sumie każdy był niezwykły. Te cholerne motyle w brzuchu. - powiedziałam załamując nad sobą ręce.
- Powinnaś mu o tym powiedzieć.
- Żartujesz sobie? Czy Ty mnie w ogóle słuchałeś? - spytałam oburzona.
- Tak, boisz się o to czy się Tobą nie zabawi i nie porzuci na rzecz tej Kaśki. Ale Kubiak taki nie jest. Wiem, bo znam go. Musisz z nim pogadać bo naprawdę może być inaczej niż myślisz.
- A co jeśli dla niego to nic nie znaczyło? - spytałam ledwo panując nad drżącą brodą. 
- Myślę że znaczyło, bo stoi za Tobą i się uśmiecha. - powiedział i uśmiechnął się do mnie. 
Gdy się odwróciłam okazało się że miał racje. Michał stał oparty o drzwi i uśmiechał się tak pięknie że zmiękły mi nogi w kolanach. Nim się spostrzegłam Piotra już nie było w pokoju. 
- Oj Tosia.- powiedział Kubiak i podszedł do mnie wolnym krokiem.
- Uwierz mi, że Kaśka nic dla mnie nie znaczy. Poznałem ją na imprezie, od czasu do czasu się widywaliśmy, nic więcej. Wywróciłaś mój świat do góry nogami.  Ten pocałunek dla mnie też był magiczny. Nie powiem Ci, że jestem w Tobie na zabój zakochany, bo na to za wcześnie ale chcę Cię poznać i pokochać Cię całym sercem. - powiedział patrząc mi prosto w oczy i pocałował mnie lekko w usta.
Kiwnęłam lekko głową z nieśmiałym uśmiechem na ustach.
- Pytanie brzmi czy Ty także tego chcesz? - spytał uśmiechając się szelmowsko. 
Prychnęłam i wpiłam się w jego usta. Gdy tylko patrzył na mnie tymi swoimi błękitnymi oczami, motyle same pojawiały się w moim brzuchu. Niesamowite uczucie. Gdy oderwaliśmy się od siebie, mocno przytuliłam Michała. 
- Michał, muszę wracać do Łodzi. - powiedziałam smucąc się,
Postanowiliśmy, że pojedziemy do Piotra bym mogła pożegnać się z rodziną i Krzysiem który aktualnie u nich był. U Nowakowskich spędziłam około pół godziny, podziękowałam im za wszystko co dla mnie zrobili wciągu kilku dni i obiecałam odwiedzać ich najczęściej jak tylko będę w stanie. 
Po długich zapewnianiach Michałowi że będę jechać powoli, dzwonić i pisać wsiadłam do samochodu i ruszyłam w drogę do domu. Już nie byłam sama. Miałam rodzinę, przyjaciół. Miałam jego. 

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Rozdział 11. - Księżniczka sama ratuje dupsko przed smokiem.

play
Odepchnęłam od siebie Michała i popatrzyłam na niego swoimi wielkimi oczami. Czułam się przerażona, a z drugiej strony pojawiło się to przemiłe trzepotanie motylków w brzuchu.
Kubiak patrzył na mnie z wyraźnym zadowoleniem i oddychał głęboko.
- Dlaczego to zrobiłeś? - spytałam smutno.
- Żebyś o mnie nie zapomniała w Łodzi. - powiedział i przytulił mnie do siebie mocno.
Stałam tak tuląc go do siebie jakbyśmy się mieli nigdy nie zobaczyć ledwo hamując łzy.
Nie pamiętam bym przy jakimś mężczyźnie kiedykolwiek się tak czuła. To było coś wyjątkowego, nie wiedziałam czy dla niego także ale postanowiłam zaryzykować.
- Michał powiedz.. - zaczęłam.
- Misiek, tu jesteś. Wszędzie Cię szukamy. - odezwał się Krzysiek przerywając mi.
- Zaraz, nie widzisz że rozmawiamy? - odpowiedział Kubi nawet na niego nie patrząc.
- Dzwoni Ci telefon. Jakaś Karolina czy inna Kaśka. - odparł Krzysiek uśmiechając się do niego.
Michał jak to usłyszał poleciał do szatni jakby go ktoś gonił.
Ze zdziwienia oparłam się o ścianę i zsunęłam na ziemie.
- Tosia, dobrze się czujesz? Zawołać Piotrka? - zasypywał mnie pytaniami Krzysiek.
Pokręciłam głową i wybuchnęłam histerycznym śmiechem. Ta laska to musi być dla niego ktoś ważny. Pewnie dziewczyna czy narzeczona. Naiwnie sądziłam że on może być inny.
Mój śmiech przemienił się w płacz. Krzysiek usiadł obok mnie i nie wiedząc co robić przytulił mnie mocno.
- Tośka co się dzieje do cholery? Przecież zanim przyszedłem było wszystko w porządku z Tobą.. - kończąc zdanie otworzył szeroko oczy, jak gdyby ułożył całą układankę.
- Nie, Krzysiek. Nie myśl tyle bo Ci się procesor przegrzeje. - powiedziałam starając się wrócić do normy.
- Opowiesz mi o tym? - spytał delikatnie, patrząc mi głęboko w oczy.
- Tu chyba nie ma co opowiadać. - odparłam wzruszając ramionami.
Złapał mnie za rękę i wyprowadził mnie z hali. Poszliśmy spacerkiem do parku. Usiedliśmy na jednej z ławek. Ignaczak patrzył na mnie z wyczekiwaniem.
- Krzysiu, naprawdę nie ma o czym opowiadać. Pocałował mnie raz na hali, później chciał się ze mną umówić ale chyba zmienił zdanie. A kiedy ja odpuściłam, on nagle przychodzi i całuje mnie tak że do teraz mam miękkie nogi. Oddałabym mu serce, gdyby tylko powiedział że dla niego było to tak samo ważne jak dla mnie. Gdy chciałam z nim porozmawiać wbiłeś Ty. No i koniec historii, książę okazał się żabą, a księżniczka sama musi ratować swoje dupsko przed smokiem. - powiedziałam patrząc w ziemię.
Chciałam wstać lecz Krzysiek złapał mnie za rękę i spojrzał mi w oczy.
- Tosia, nie martw się. Obiecuje że wszystko się ułoży i będziesz szczęśliwa. Obiecuje Ci to.
Kiwnęłam głową i skierowałam się do wyjścia.
Wyszłam przed budynek. Coraz to ciemniejsze chmury zbierały się nad moją głową lecz nie zwracałam na to większej uwagi. Skierowałam swoje kroki w stronę parku. Usiadłam na jednej z ławek, oparłam głowę o o drewnianą deskę i patrzyłam w niebo.
Poczułam jak kilka kropek deszczu spada na moją twarz. Kiedy próbowałam uspokoić swoje myśli zadzwonił mój telefon. Misiek. Nie wiedziałam czy odbierać. Z jednej strony nie chciałam z nim rozmawiać, bo poczułam się oszukana ale z drugiej.. Jednak ten bój wygrało serce więc po chwili wahania odebrałam.
- Gdzie jesteś? Myślałem że porozmawiamy?- usłyszałam jego smutny głos.
- Ja też tak myślałam ale chyba ktoś ważniejszy próbował się z Tobą skontaktować.- powiedziałam zamykając oczy.
- Jesteś zazdrosna? - spytał nie kryjąc zdziwienia.
- Ja? Dlaczego? Przecież nas nic nie łączy. - odpowiedziałam ścierając łzę.
- Tak? To dlaczego płaczesz?
Otworzyłam oczy i zobaczyłam że stoi niedaleko mnie. Przyglądał mi sie z nieodgadnioną miną. Jakby zastanawiał się nad czymś. Westchnął głośno, pokręcił głową i uprzednio rozłączając się usiadł obok mnie na ławce.

piątek, 8 kwietnia 2016

Rozdział 10. - Opowiem Wam jej życie.

kilka lat temu.. 
Wychodziłam z imprezy sama, w głowie szumiało mi od alkoholu. W końcu nie często przyjaciółka ma wieczór panieński. Kaśka miała zamówić mi taksówkę ale miałam poczekać przecznicę dalej. Szłam spokojnie, nie spieszać się nigdzie i jedyne o co się martwiłam to o to by nie wywalić się na twarz przez własne nogi. Idąc zobaczyłam grupkę dresów, nie zmartwiło mnie to wtedy więc poszłam dalej. Nagle zza rogu jakiegoś bloku wyłonił się Maciek, mój eks. Zostawiłam go zaczął się zachowywać agresywnie w stosunku do mnie. Nie pozwoliłam się poniżać, więc gdy mnie spoliczkował wyniosłam się z mieszkania. Wiedziałam że dobrze zrobiłam. Jednak teraz Maciek stał przede mną kompletnie nawalony jak szpadel. 
- Tosieńka, tęskniłem. - powiedział gdy tylko mnie zobaczył.
Jak usłyszałam jego głos momentalnie cały alkohol wyparował spięłam się cała w środku. 
- Maciek.. co Ty tu robisz?
- Szukałem Cię i znalazłem. - odparł.
Zbliżył się do mnie i przyciągnął do siebie trzymając za ręce. 
- Myślałaś że tak łatwo się mnie pozbędziesz? Kochanie, ze mną się nie zrywa. - rzekł po czym próbował mnie pocałować.
Starałam się go odepchnąć, jednak zamiast tego za to dostałam w twarz. 
- Będziesz moja. - usłyszałam gdy obrócił mnie do siebie tyłem. 
Wierzgałam jak mogłam gdy podnosił mi spódnicę do góry i zrywał majtki. Sama nie wiedząc jak to zrobiłam kopnęłam go w krocze. Gdy ten z bólu upadł na ziemie, zaczęłam uciekać. 
Po chwili zobaczyłam że mnie goni krzycząc że mnie zabije i wyzywając od dziwek. 
Niestety okazał się szybszy. Rzucił się na mnie i zaczął okładać mnie pięściami. 
Krzyczałam ile mogłam jednak wydawało się że jestem sama na ziemi. Kiedy traciłam przytomność z powodu obrażeń usłyszałam jakieś krzyki i przekleństwa.
- Kurwa Wy się nim zajmijcie, a ja dzwonię po pogotowie bo nam laska odlatuje. - usłyszałam głos jednego z dresów.
Ocknęłam się w szpitalu. Leżałam przez chwilę nie mogąc się ruszać gdyż każdy najmniejszy ruch sprawiał mi ogromny ból. Jakiś czas później przyszedł do mnie młody lekarz. 
- Witam, nazywam się dr Kamil Jurecki. Jak się pani czuje? - pytał gdy świecił mi latarką w oczy. 
-Wszystko mnie boli panie doktorze. Ale najbardziej to chyba głowa i żebra.- odparłam krzywiąc się. 
Doktor zapisał coś w karcie, po czym popatrzył na mnie i zaczął tłumaczyć jak to się stało że tam trafiłam i co mi jest. 
Okazało się że ten sukinsyn połamał mi dwa żebra i sprawił że mam wstrząśnienie mózgu. 
Jak się także dowiedziałam dzięki tym dresom żyje. Doktor powiedział że przychodzili do niego pytając o mój stan i grożąc " ciężkim wpierdolem" jeśli źle się mną zajmą. Zaśmiałam się na to serdecznie.
- Fantastycznie, poczucie humoru panią nie opuszcza więc nie będziemy za pewne długo pani trzymać. Zostanie pani jeszcze dziś na obserwacji i jutro powinniśmy panią wypisać. - odparł z profesjonalnym uśmiechem.
Podziękowałam i doktorek musiał już iść do innych pacjentów. 
Poleżałam gdy pojawili się goście. Jak można się domyślić byli to moi bohaterzy. 
Rozsiadli się wygodnie przy moim łóżku i zaczęła się rozmowa.
- Jak się czujesz laska? - spytał Seba którego głos rozpoznałam przed tym jak odleciałam.
- Bywało lepiej. Nie wiem jak mam Wam dziękować. Uratowaliście mi życie. - mówię i lekko dotykam dłoni każdego z nich. 
- Uważaj najlepiej na siebie, bo nie zawsze będziemy, a takich skurwysynów jest więcej.- odpowiedział Kuba. 
Uśmiechnęłam się i ucałowałam każdego z nich w policzek. 
- A doktorek dobrze się spisuje? - spytał lekko zawstydzony Bartek. 
Zaśmiałam się i opowiedziałam im o jego wizycie, o tym że prawdopodobnie jutro wychodzę. Poczułam się lekko rozmawiając z nimi. Jak widać nie taki dres straszny jak go malują. Okazali się to bardzo mili ludzie. Natomiast doktor Kamil Jurecki stał się moim najlepszym przyjacielem. Jednak po tej całej akcji z Maćkiem boje się mężczyzn. Wiem, że nie wszyscy są tacy ale nie umiem opanować tego strachu. Wolę się z nimi przyjaźnić, a najlepiej trzymać każdego na dystans. Z Sebą, Bartkiem i Kubą nadal utrzymuję kontakt. Czasem lubimy się wybrać razem na piwo, świetnie się dogadujemy i czuję się przy nich bezpiecznie. Wiem że nic mi sie przy nich nie stanie. 

czwartek, 31 marca 2016

Rozdział 9. Po trupach do celu..

Zazwyczaj staram się panować nad swoimi emocjami. Muszę przemyśleć parę razy daną decyzję. Kamil zawsze się ze mnie przez to śmieje ale ja inaczej nie umiem. Analizuję wszystko i kilka razy zastanawiam się czy dobrze postąpiłam. Leże w łóżku i myślę co robić. Wciąż się zastanawiam co z Michałem. Chciał się ze mną umówić ale nie zaczął później tematu, ja sama także nie byłam do tego skora. Może po prostu, ten pocałunek nic dla niego nie znaczył i powinniśmy zostać przyjaciółmi.
Z takim postanowieniem wstałam z łóżka i zgarniając ubrania poszłam  do łazienki. Kiedy malowałam oczy rozdzwonił się mój telefon.
- Tosia?
- O cześć Olu. - uśmiechnęłam się szczerze słysząc głos mojej bratowej.
- Dziś wracasz do Łodzi, tak?
- No niestety tak. - odpowiedziałam smucąc się.
- To może przed meczem wyskoczymy na kawę? - spytała.
- A wiesz, że chętnie? To o której?
- Za pół godzinki będę po Ciebie, pasuje?
- Jasne. To do zobaczenia. - uśmiechnęłam się do telefonu i zakończyłam rozmowę.
Skończyłam się malować i postanowiłam ogarnąć moje tymczasowe lokum. Pościeliłam łóżko, sprzątnęłam walające się gdzieniegdzie ubrania i odsłoniłam okna by w pokoju nie panowały egipskie ciemności. W momencie gdy przyglądałam się temu pięknemu miastu, ktoś zapukał do drzwi. Za nimi stała Ola uśmiechając się pięknie do mnie.
- No witam Cię kochana - powiedziałam tuląc ją do siebie mocno.
- Hej słonko. To co? Idziemy?
Kiwnęłam głową i po chwili byłyśmy już w hotelowym lobby.
- Jak tam się wczoraj z Kubiaczkiem jechało? - spytała patrząc na mnie z uśmiechem.
- O dziwo w ciszy. Ja zamknięta w swoich myślach, on chyba też. - odpowiedziałam wzruszając ramionami.
Stanęła w miejscu i spojrzała na mnie jakby chciała ocenić czy ściemniam.
- Naprawdę. Nic się nie wydarzyło.
Kiwnęła głową i szłyśmy powoli w stronę kawiarni którą wybrała moja bratowa.
- Myślisz że coś z tego będzie? - spytała po chwili.
- Olu, znamy się niedługo, praktycznie nic o sobie nie wiemy, więc nie umiem Ci na to odpowiedzieć. Ale po tym wczorajszym pocałunku.. - przerwałam zdając sobie sprawę co przed chwilą powiedziałam. Przecież Ola o niczym nie wiedziała.
- Jakim pocałunku?- spytała szeroko otwierając oczy.
Westchnęłam głęboko i opowiedziałam jej o wszystkim kończąc na moich rozmyślaniach.
- ... Wydaje mi się że dla niego to nic nie znaczyło. Pewnie panienek ma cały wianuszek, a ja kolejna do kolekcji. - powiedziałam kończąc swój monolog.
- Nie wiem Tosiek co Ci powiedzieć. - odparła przytulając mnie do siebie.
W moich oczach zalśniły łzy.
- Moja mama tak do mnie mówiła. - powiedziałam wtulając się w nią jeszcze mocniej.
Weszłyśmy do kawiarni, zajęłyśmy stolik i zamówiłyśmy napoje. Z Olą rozmawiało mi się jakbyśmy znały się od zawsze. Wytworzyła się między nami taka niesamowita nić porozumienia. Byłam pewna że to co stworzyłyśmy teraz przetrwa. Po jakimś czasie stwierdziłyśmy że powinnyśmy już iść na halę. Jako że Ola miała nasze bilety weszłyśmy spokojnie do środka. Podeszłyśmy do barierek by przywitać się z moim bratem. Wtuliłam się w niego i życzyłam mu powodzenia. Po chwili podeszła reszta resoviaków którzy także chcieli się z nami przywitać.
- Chłopcy skopcie im tyłek. Trzymam za Was kciuki. - powiedziałam pokazałam zaciśnięte pięści.
- Panowie jako że moja siostra dziś wraca do Łodzi, zagrajmy dziś dla niej. Wybacz skarbie.- powiedział Piotrek całując Olkę w policzek, na co ona odpowiedziała uśmiechem.
Posłałam w ich kierunku buziaka i poszłam na swoje miejsce. Spojrzałam w stronę Jastrzębskiego i zobaczyłam Kubiaka stojącego do mnie tyłem. Stał z kolegami z drużyny wydurniając się.
- Bo Ci ślinka zacznie lecieć. - usłyszałam za sobą głos Piotrka.
- Spadaj braciszku. Nie wiem o co Ci chodzi. To tylko kolega.- powiedziałam wzdychając.
- Jasne. Mam go oszczędzić? - spytał jakby próbując mnie wyczuć.
- Nie, jak to mówią po trupach do celu. - odpowiedziałam twardo.
Otworzył już usta by coś powiedzieć jednak zmienił zdanie i tylko kiwnął głową.
Mecz rozpoczął się chwilę później. Piotrek grał jak natchniony. Kończył każdą piłkę, każdy blok mu wychodził. Byłam z niego cholernie dumna. Zresztą cała drużyna była wspaniała. Jednakże dla mnie to Pit był najlepszy. Najwidoczniej nie byłam osamotniona w tym ponieważ to właśnie mój brat został zawodnikiem meczu. Ola od razu poleciała do Piotrka by mu pogratulować, ja natomiast stwierdziłam że nie będę się pchać. Postanowiłam poczekać na korytarzu. Stałam śpiewając sobie jakąś piosenkę z reklamy ciastek kiedy ktoś złapał mnie za biodra i mocno przytulił od tyłu.
- Nie wiem kim jesteś ale wiedz że jedzie od Ciebie potem. - powiedziałam pewnie.
- Jakbyś grała tak jak ja to też byś śmierdziała. Poza tym mój pot powinien być inspiracją dla Armaniego albo coś. - odpowiedział Michał Kubiak vel Kruszyna.
Popatrzyłam na niego jak na półmózga którym zdawał się być.
- Taaaa chciałeś coś? - spytałam nonszalancko opierając się o ścianę i krzyżując ramiona na piersiach.
Spojrzał na mnie trochę niepewnie zagryzając wargę.
- Właściwie to tak. - odpowiedział i wpił się w moje usta.
Chciałam go odepchnąć ale nie potrafiłam. Wręcz przeciwnie, przyciągnęłam go do siebie i rozchyliłam usta by wpuścić jego język. Zawirował mi świat, nogi miałam jak z waty ale wiedziałam że będę tego żałować. Tylko na razie się tym nie przejmowałam..

niedziela, 13 marca 2016

Rozdział 8 Miałam sen, piękny sen.

Z punktu widzenia Antosi.
Obudziłam się i rozejrzałam dookoła. Byłam w mieszkaniu Piotrka. 
- Boże, jak mogłam zasnąć.- zastanawiałam się na głos. 
Podrapałam się po głowie, rozciągnęłam i wstałam z łóżka. Skierowałam swoje kroki do kuchni w której kręcił swym tyłkiem Michał. Zapewne robiąc sobie jedzenie.
- Isn`t she lovely. Isn`t she wonderfull.. - śpiewał razem z radiem. 
- Michał nie wyj jak Cię proszę! Próbuje obejrzeć wiadomości. - wydarł się na niego mój brat z salonu. 
Kubiak już się obrócił i miał rzucić jakąś ripostą kiedy mnie zobaczył. Spojrzał na mnie i tak pięknie się uśmiechnął , że aż nogi miałam jak z waty. Już miałam coś powiedzieć kiedy nagle zaburczało mi w brzuchu. Słychać to było na całe mieszkanie.
- Nooo zeżarłby coś.- powiedziałam lekko zawstydzona.
Michał gestem ręki zaprosił mnie do stołu i spytał.
- Na co panienka ma ochotę? - uśmiechnął się uroczo.
- Na kanapki i kakao. - wyszczerzyłam się niczym pięciolatek.
Kubiak kiwnął głową i tanecznym krokiem skierował się w stronę wyspy kuchennej.
- Jak się spało siostra? - podszedł do mnie Piotrek i ucałował mie w głowę ze śmiechem.
- A powiem Ci że masz wygodne łóżko. Wiesz jaki miałam fajny sen? - odparłam z uśmiechem.
- Zaraz zrobię Ci Twoje ulubione kakao i wszystko mi opowiesz. - odpowiedział śmiejąc się.
- Miałam sen piękny sen..Śniło mi się że byłam modelką Victoria's Secret , byłam na wybiegu, a gościem specjalnym był Maroon 5. I śniło mi się że Adam Levine do mnie podbijał. - skończyłam swą opowieść z jednym wielkim "awww".
- Wzrost masz spoko, figurę też, a urodą przebijasz nie jedną z nich więc działaj.- powiedział Piotrek.
W tym samym momencie dostałam kolorowe kanapki stworzone przez Jastrzębskiego Ramseya.
Podziękowałam mu uśmiechem i zabrałam się za żarełko.
- Och ale było dobre. Dziękuje, niestety więcej nie wsunę. - powiedziałam i cmoknęłam Michała w polik.
- Cieszę się że smakowało. - odparł i całą trójką zalegliśmy na kanapie.
Leciał akurat jakiś serial typu Ukryta Prawda. nabijaliśmy się z jakiejś laski która postanowiła zamieszkać z żulem.
- A jutro obudzisz się bez telewizora i bez nerki. - komentował Kubiak kręcąc głową.
- Ona ma aż dwie stówy w portfelu? Pieprzony bogacki. - mruknęłam pod nosem.
Po jakimś czasie odmóżdżania do mieszkania wróciła Ola.
- Cześć Wam.
Pomachaliśmy w jej kierunku ze szczerymi uśmiechami.
- Dobra, kochani ja się zbieram. Muszę lecieć do hotelu i spakować się. Jutro po meczu wracam do Łodzi. - powiedziałam powoli wstając.
Razem ze mną wstał również Michał.
- No to ja Cię odprowadzę i tak miałem już spadać.
Uśmiechnęłam się do niego i kiwnęłam głową. Zgarnęłam wszystkie rzeczy i zaczęłam żegnać się z rodziną. W końcu miałam rodzinę. Nie byłam sama na tym świecie. Na tę myśl oczy zaszły mi łzami. Starłam je wierzchem ręki i nakleiłam uśmiech na twarz. Nim zdążyłam mrugnąć stałam wtulona w Olę.
- Pamiętaj, masz we mnie siostrę. Nie ważne co się będzie działo. Możesz do mnie zadzwonić o każdej porze. I nie płacz. - szeptała, a ja z każdym jej słowem coraz trudniej panowałam nad łzami.
- Już Cię kocham. Pamiętaj jeśli czegoś będziesz potrzebowała, dzwoń. - odpowiedziałam i ucałowałam ją w policzek.
- Co Wy się tak żegnacie? Widzimy się przecież na meczu! - zaśmiał się Piotrek przytulając mnie do siebie.
Pożegnaliśmy się i razem z Kubiakiem wyszliśmy z mieszkania. Wsiedliśmy do samochodu i w milczeniu jechaliśmy do mojego hotelu. Siedziałam stukając palcami o szybę i rozmyślałam nad życiem. Jutro wracam do domu. Do mojego starego życia. Poza Kamilem i pracą nic mnie tam nie trzyma ale z drugiej strony gdzie miałabym się przeprowadzić? Do Rzeszowa? Piotrek zawsze może zmienić klub i wraz z Olą się przenieść, a ja znowu zostałabym sama. Niby zaprzyjaźniłam się z Resoviakami ale oni mają swoje sprawy. No i jeszcze sprawa z Kubiakiem.. Sama zastanawiam się, dlaczego to wciąż roztrząsam. Na pewno ma dziewczynę i poukładane życie w Jastrzębiu, a mi jedynie miesza w głowie tymi swoimi pięknymi oczami, tym wspaniałym uśmiechem i poczuciem humoru.. W każdym razie nic z tego nie będzie. Więc Tośka ogarnij się. Pamiętaj, Ty nie potrzebujesz miłości. Masz Kamila, jedynego mężczyznę który nigdy Cię nie zawiódł..
Kiedy dojechaliśmy pod hotel , podziękowałam Michałowi pocałunkiem w policzek i pożegnałam się z nim.
- To do zobaczenia jutro, tak? - spytał.
- Jeśli nie porwie mnie Buka, to tak.- odpowiedziałam śmiejąc się do niego.
Pomachałam i ruszyłam do pokoju. Niby miałam się pakować, a skończyłam z kieliszkiem hotelowego wina w wannie. Full relax.

sobota, 27 lutego 2016

Rozdział 7. Moja piękna twarz nie może ulec zmianie.

Trening jak trening. Polatałam z aparatem, podokuczałam Krzyśkowi którego pokochałam od pierwszego wejrzenia i w końcu mogłam usiąść spokojnie przy Miśku. Ola niestety musiała nas opuścić gdyż czekał ją dzień w pracy.
-Hej że heeej - zaśpiewałam siadając przy nim.
- Witam Cię niewiasto. Co tam?
- Jest 13.05 a ja jestem zmęczona jakby było co najmniej piętnaście po. - westchnęłam i oparłam głowę o jego ramię.
Wtedy pomyślałam że mogłabym tak już zawsze. Czułam się przy nim tak dobrze, mimo że praktycznie się nie znaliśmy. Nie wiedziałam jaki jest tak naprawdę ale samo to że mogłam patrzeć mu w  oczy i wdychać te wspaniałe perfumy, było dla mnie największą nagrodą. Chciałam by stał się częścią mojego życia. Choćby jako zwykły przyjaciel. Jednak wiedziałam że to nie jest takie proste. On ma swój bagaż doświadczeń, ze mną życie też lekko nie poczynało. Wiele przeszłam ale nie poddaje się.
- Mała gdzie odpłynęłaś? - spytał Misiek wyrywając mnie z rozmyśleń.
Spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się.
- Odpłynęłam na myśl o Twoich oczach.
- Uważaj, bo pomyślę że mnie podrywasz. - powiedział zbliżając do mnie swoją misiowatą mordkę.
- A co jeśli tak jest? - zagryzłam wargę.
- Nie wiem, czy podołałbym Twoim wymaganiom. - odparł stykając swój nos z moim.
- Ja też mam co do tego wątpliwości ale jak to mówią nie dowiesz się póki nie spróbujesz. - odpowiedziałam szeptem.
- Czy to była propozycja? - zaśmiał się cicho.
- Nie gadaj tyle tylko.. - nie dokończyłam gdyż mój towarzysz  tak po prostu wpił się w moje usta.
Całował tak delikatnie lecz z drugiej strony z ogromną pasją. Aż zaparło mi dech w piersi. Czułam że nie liczy się nic poza nami. Jakby cały wszechświat przestał istnieć. Chciałam by trwało to jak najdłużej. Po chwili Michał oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Mamy już za sobą pierwszy pocałunek. A to oznacza że zostało nam coraz mniej pierwszych razów.
- Pierwszych razów?
- No tak. Pierwszy pocałunek, pierwsza randka, pierwsza wspólna noc, pierwszy taniec.. I tak dalej. - odparł pewnie.
Patrzyłam mu w oczy nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Jesteś tego taki pewny?
- Tak, a dziś zabieram Cię na pierwszą randkę. - powiedział i cmoknął mnie w policzek.
- Ee! Nie spoufalać mi się tam!- krzyknął Piotrek.
- Chyba za późno. - zaśmiał się głupio Krzysiek.
Pokazałam mu jakże kulturalnego środkowego palca.
- Bo Ci tym palcem oczka wydłubię młoda. - powiedział Krzysiek - Co się dzieje z tą dzisiejszą młodzieżą?
Chciałam czymś w niego rzucić ale nie miałam przy sobie nic ciężkiego więc zwyczajnie dostał z laczka. Jako że wylądował centralnie na jego twarzy odwaliłam taniec szczęścia po czym kulturalnie mówiąc zaczęłam spieprzać aż się za mną kurzyło. Jestem złym człowiekiem i nie lubię dostawać za swoje. Niestety po dziesięciu minutach moja kondycja okazała się koszmarna więc oddychałam jak bym miała napad astmy.
-Nie bij proszę. Moja piękna twarz nie może ulec zmianie.- prosiłam libero i zasłaniałam się rękoma i nogami.
- Stój diablico. -powiedział i podszedł do mnie.
Czułam ze zginę. Zaczęłam odmawiać pacierz i żałować za grzechy.
- Kubiak zapisuje Ci moje trampki, Piotruś wiedz ze Cię kocham. Ciebie i Olę wiec Wam zostawiam mój samochodzik. Resztę rzeczy oddajcie potrzebującym. Powiedzcie moim bliskim ze ich kochałam. - zaczęłam mój łzawy wywód.
- Mi dajesz trampki, a im samochód? Z jakiej paki? -załamał ręce Michał.
- Bo nas kocha, a Ciebie nie. - zaśmiał się Piotrek.
Przyglądałabym się dalej tej rozmowie gdyby nie libero który złapał i nie przerzucił na swoje ramie. Biegał ze mną po całej hali dopóki trener nie wygonił nas z treningu, twierdząc że i tak jesteśmy bezużyteczni dziś. Krzysiek poszedł się przebrać,a ja rozłożyłam się na krzesełkach i kolanach Michała który to zaczął bawić się moimi włosami.
- Mogę Cię uczesać? - pyta patrząc na mnie jak typowe dziecko szczęścia.
- Czemu nie, ale ostrzegam że mogę zasnąć. - powiedziałam śmiejąc się i siadając tyłem do niego między jego nogami.

15 minut później.. 
Z punktu widzenia Michała.
-... no i ja mu mówię stary z taką grą to do Dynamo Dudki. - powiedziałem kończąc tworzyć warkocza tej ślicznej blondyneczce.
Nagle jej głowa opadła do przodu. Spojrzałem w jej stronę i zamarłem. Ona naprawdę zasnęła.
Delikatnie wziąłem ją na ręce i podszedłem do Pita.
- Cichy, Twoja siostra zasnęła.- powiedziałem po cichu śmiejąc się.
- Wiedziałem że ją zanudzisz. - zaśmiał się.
Popatrzyłem na niego z pogardą i powiedziałem że zaniosę ją do samochodu. Dobrze że pod halę przyjechałem autem. Piter poszedł ze mną, przy okazji zabierając jej rzeczy.
- Mmm misiu, masz taki faaajny kaloryfer.- powiedziała sennie Tośka wtulając się bardziej we mnie.
Uśmiechnąłem się pod nosem na jej uwagę.