W sukni białej jak marzenie stoję przed kościołem. Uparłam się i Michał zgodził się na ślub kościelny. Dominika właśnie stała za mną i poprawiała mi welon.
- Zdenerwowana? - spytała swoim melodyjnym głosem.
Swoje piękne, długie włosy nakręciła lokówką i nałożyła śliczną rozkloszowaną sukienkę.
- Ja.. ja.. jak cholera. - odpowiedziałam jąkając się.
- Będzie dobrze Tosia. Zawsze chciałam mieć siostrę. - odparła Dominika gładząc mnie po włosach.
Do ołtarza miał poprowadzić mnie Piotrek. Owszem ojciec z Marzeną mieli zjawić się na ślubie, jednak to właśnie mojego brata poprosiłam by oddał mnie w ręce Michała.
- Wyglądasz prześlicznie Mróweczko. - powiedział Kamil i pocałował mnie w czoło.
Uśmiechnęłam się, poprawiłam mu bordową muchę i kazałam wejść do środka. Dominika chwyciła go pod ramię i ruszyli do środka. Podszedł do mnie Piotrek i chwycił mnie za rękę.
- W razie czego, samochód stoi blisko. Zawsze możemy odjechać. - powiedział szczerząc się.
Dzięki moim niebotycznie wysokim szpilkom musiał się tylko trochę schylić, bym mogła cmoknąć go w policzek. Podobnie jak Domi chwyciłam Nowakowskiego pod ramię i ruszyliśmy do kościoła.
Przed nami z obrączkami szła córka Ignaczaków. Wyglądała jak księżniczka.
Michał nie widział mnie od rana. Gdy podeszłam do niego wraz z Piotrkiem, widziałam jak łzy leciały mu po policzkach. Emocje, które nim targały były tak silne, że mój przyszły mąż kucnął przede mną i płacząc patrzył na mnie tymi swoimi pięknymi oczami. Sama starałam się nie płakać, by mój makijaż się nie rozleciał ale nie byłam w stanie. Dominika, która stała obok mnie cicho szlochała.
- Jestem najszczęśliwszym mężczyzną na świecie! - powiedział Michał gdy już się ogarnął.
Msza odbyła się bez żadnych udziwnień. Podczas gdy my podpisywaliśmy akt małżeński do mikrofonu dorwał się Błażej. I zaczął..śpiewać. Tak, pan Kubiak wykonał najpiękniejsze "Hallelujah" jakie kiedykolwiek słyszałam. Cała zapłakana wtuliłam się w mojego męża. Męża- jak to brzmi.
Po wszystkim podeszłam do szwagra i objęłam go.
- To był najpiękniejszy prezent jaki moglibyśmy sobie zamarzyć.
- Ciesze się, że to Ciebie wybrał Michał. Witaj w rodzinie słońce. - odparł Błażej.
****
- Gdzie on kurwa jest!!! - dre się na cały oddział.
- Spokojnie skarbie, jest już w drodze. - mówi Ola.
- Pani Kubiak mamy dziesięciocentymetrowe rozwarcie. Nie możemy już czekać. - powiedział mój lekarz.
- Nie zacznę bez niego! Rozumie pan?! - powiedziałam szarpiąc go za fartuch.
- Tosia spokojnie. Michał już jedzie. - uspokajała mnie Ola.
Przetarła mi czoło mokrym, zimnym ręcznikiem.
- Zabieramy Panią na porodówkę. Będzie dobrze.
- A gdzie jest moje znieczulenie?! - wydarłam się rzucając gromami w jego kierunku.
- Teraz już za późno na nie.
- Ja pierdole! Dziesięć razy mówiłam, że chce to pieprzone znieczulenie, więc jak teraz jest za późno? Co to w ogóle ma znaczyć do jasnej cholery?! - krzyczałam coraz głośniej.
Doktor otwierał już usta by coś powiedzieć, gdy do sali dosłownie wleciał Michał.
- Gdzieś Ty kuźwa był?! - wydarłam się na niego.
- Szczęściarz z Pana.- mruknął w jego kierunku lekarz.
Nie miałam mu nic miłego do powiedzenia, więc uniosłam w górę środkowego palca.
- Tosia, przepraszam skarbie już jestem. Potrzebujesz czegoś? - spytał chwytając mnie za dłoń.
- Tylko Ciebie. Nie zostawiaj mnie więcej. Boli jak skurwysyn.- powiedziałam płaczliwie mocniej ściskając mu rękę.
- Zawsze będę przy Tobie. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
***
- Marika wołaj siostrę , za chwilę tatuś gra. - wołam do dzieciaków, przygotowując im przekąski.
-Ritaaaa! Chodź na mecz. - słyszę krzyk mojej małej pociechy.
- Zaraz, kończę zadanie. - odkrzykuje starsza.
Popatrzyłam na Marikę, która niedawno razem z Michałem skończyła sześć lat, jak siedzi na kanapie oglądając studio w koszulce Miśka. Kropla w kroplę Michał. Rita, która jest moją kopią, ma już swoje osiem lat. Kocham je najbardziej na świecie. Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Mam wspaniałą rodzinę, najlepszych na świecie przyjaciół. Mam męża, którego kocham nad życie.
Czegóż chcieć więcej?
______________________________
To by było na tyle. Dziękuję wszystkim, którzy czytali to opowiadanie.
Chciałabym zobaczyć ile Was było, więc baaardzo proszę o komentarz.
Całuję,
Autorka.
P.S. Nie wiem czy kogoś to zainteresuje ale myślę nad czymś nowy.
niedziela, 26 marca 2017
piątek, 24 lutego 2017
Rozdział 33- Pijany Michaś, to fajny Michaś.
Wiesz, kiedy jest prawdziwa miłość? Kiedy możesz być pewna, że jesteś dla niego najważniejsza?
Nie wtedy, gdy budzi Cię śniadaniem do łóżka. Nie wtedy, gdy przy kumplach całuje Cię w czoło ze słowami "Aniołku wyglądasz prześlicznie". Słowa to słowa. Może to zabrzmieć komicznie ale dla mnie prawdziwa miłość jest wtedy, kiedy mężczyzna mojego życia wraca do domu, nawalony jak szpadel i gdy chcę go rozebrać drze się po mnie bym "spieprzała, bo on już znalazł tą jedyną".
Tak, właśnie w takim stanie mój Michał wrócił do domu po wieczorze kawalerskim. Cóż, nie będę udawała, że kiedy znalazłam tego barana leżącego na klatce schodowej śpiewającego jakieś durne serenady byłam zadowolona.
- Brawo kochanie, przebiłeś samego siebie.- powiedziałam próbując go jakoś podnieść z posadzki.
- Aniele skąd tu się wzięłeś.. wziołś.. szz.. kurwa. - mamrotał pod nosem.
Westchnęłam i rzuciłam go na łóżko. Ściągnęłam mu buty, skarpetki i kiedy próbowałam rozpiąć mu pasek, mój facet nagle się ożywił.
- Spiepszaaaaj Aniele, mam Tosinkę. Toosia, gdzie jesteś?!- darł się po całym mieszkaniu wstając z łóżka.
- Skarbie, to ja Tosia. Twoja przyszła żona.- powiedziałam lekko się uśmiechając.
Nie powiem, rozczulił mnie ten mój gamoń.
Gdy tylko to powiedziałam Misiek otworzył szerzej oczy, uśmiechnął się w pijacki sposób i zrobił dzióbek jakby chciał mnie pocałować.
- Kocham Cię ale walisz wódą Misiałku. - odparłam lekko popychając go z powrotem na łóżko.
- Tosia, a zrobimy sobie bejbiii?
- Co? -spytałam krztusząc się powietrzem.
- No takiego małego aniołka jak Ty albo takiego małego Michasia. Ale byś była seksowna w ciąży.
Uniosłam brew w górę i spojrzałam na niego z politowaniem.
Rozpięłam mu spodnie i zabrałam się za ściąganie ich nogawka po nogawce.
- Ale będziemy mieć piękne dzieci kochanie. - zamruczał.
- Kij z tym, że jestem w drugim miesiącu ciąży. - mruknęłam.
Pogłaskałam się po jeszcze płaskim brzuchu. Rozpięłam koszulę Kubiakowi, zgarnęłam wszystkie jego rzeczy i poszłam do łazienki by wrzucić je do kosza na pranie. Gdy wróciłam do sypialni mój narzeczony spał w najlepsze wtulony w mój szlafrok.
No i jak tu go nie kochać? - pomyślałam.
Położyłam się obok niego i cmoknęłam go w czoło.
Nigdy nie zapomnę jego reakcji na wieść, że spodziewam się naszego dziecka.
Nie mogłam powiedzieć mu tego w normalny sposób. Przyszłam do niego z pudełeczkiem. Kubi akurat oglądał jakiś film akcji. Gdy otworzył pudełeczko w środku znalazł mini replikę jego koszulki reprezentacyjną i parę maleńkich bucików. Spojrzał na mnie oczami pełnymi łez. Tulił mnie do siebie i płakał. Kiedy opanował emocje podniósł moją koszulkę i zaczął mówić do mojego brzucha.
- Cześć fasolko. Tu Twój tatuś. Kocham Ciebie i Twoją mamę najbardziej na świecie. Będę Was strzegł jak oka w głowie.
Starałam się pohamować emocje jednak po tych słowach płakałam razem z nim.
Kochałam, kocham i będę kochać tego mężczyznę. Jest najlepszym co mnie spotkało.
Z perspektywy Michała, następnego dnia.
Z wielkim bólem otworzyłem oczy. Jezu, Tosia mnie zabije. Głowa bolała mnie jak nigdy. W ustach miałem Saharę . Na stoliku nocnym zauważyłem dwie tabletki z karteczką "Weź mnie" oraz szklankę wody z karteczką " Wypij mnie". Uśmiechnąłem się do siebie. Ta kobieta to prawdziwy anioł.
Wedle rady zażyłem tabletki, popiłem je wodą i ruszyłem w kierunku prysznica. Zimna woda dobrze mi zrobiła. W całym mieszkaniu panowała cisza, która lekko mnie przeraziła. Na lodówce zobaczyłem kartkę od mej miłości.
Nie wtedy, gdy budzi Cię śniadaniem do łóżka. Nie wtedy, gdy przy kumplach całuje Cię w czoło ze słowami "Aniołku wyglądasz prześlicznie". Słowa to słowa. Może to zabrzmieć komicznie ale dla mnie prawdziwa miłość jest wtedy, kiedy mężczyzna mojego życia wraca do domu, nawalony jak szpadel i gdy chcę go rozebrać drze się po mnie bym "spieprzała, bo on już znalazł tą jedyną".
Tak, właśnie w takim stanie mój Michał wrócił do domu po wieczorze kawalerskim. Cóż, nie będę udawała, że kiedy znalazłam tego barana leżącego na klatce schodowej śpiewającego jakieś durne serenady byłam zadowolona.
- Brawo kochanie, przebiłeś samego siebie.- powiedziałam próbując go jakoś podnieść z posadzki.
- Aniele skąd tu się wzięłeś.. wziołś.. szz.. kurwa. - mamrotał pod nosem.
Westchnęłam i rzuciłam go na łóżko. Ściągnęłam mu buty, skarpetki i kiedy próbowałam rozpiąć mu pasek, mój facet nagle się ożywił.
- Spiepszaaaaj Aniele, mam Tosinkę. Toosia, gdzie jesteś?!- darł się po całym mieszkaniu wstając z łóżka.
- Skarbie, to ja Tosia. Twoja przyszła żona.- powiedziałam lekko się uśmiechając.
Nie powiem, rozczulił mnie ten mój gamoń.
Gdy tylko to powiedziałam Misiek otworzył szerzej oczy, uśmiechnął się w pijacki sposób i zrobił dzióbek jakby chciał mnie pocałować.
- Kocham Cię ale walisz wódą Misiałku. - odparłam lekko popychając go z powrotem na łóżko.
- Tosia, a zrobimy sobie bejbiii?
- Co? -spytałam krztusząc się powietrzem.
- No takiego małego aniołka jak Ty albo takiego małego Michasia. Ale byś była seksowna w ciąży.
Uniosłam brew w górę i spojrzałam na niego z politowaniem.
Rozpięłam mu spodnie i zabrałam się za ściąganie ich nogawka po nogawce.
- Ale będziemy mieć piękne dzieci kochanie. - zamruczał.
- Kij z tym, że jestem w drugim miesiącu ciąży. - mruknęłam.
Pogłaskałam się po jeszcze płaskim brzuchu. Rozpięłam koszulę Kubiakowi, zgarnęłam wszystkie jego rzeczy i poszłam do łazienki by wrzucić je do kosza na pranie. Gdy wróciłam do sypialni mój narzeczony spał w najlepsze wtulony w mój szlafrok.
No i jak tu go nie kochać? - pomyślałam.
Położyłam się obok niego i cmoknęłam go w czoło.
Nigdy nie zapomnę jego reakcji na wieść, że spodziewam się naszego dziecka.
Nie mogłam powiedzieć mu tego w normalny sposób. Przyszłam do niego z pudełeczkiem. Kubi akurat oglądał jakiś film akcji. Gdy otworzył pudełeczko w środku znalazł mini replikę jego koszulki reprezentacyjną i parę maleńkich bucików. Spojrzał na mnie oczami pełnymi łez. Tulił mnie do siebie i płakał. Kiedy opanował emocje podniósł moją koszulkę i zaczął mówić do mojego brzucha.
- Cześć fasolko. Tu Twój tatuś. Kocham Ciebie i Twoją mamę najbardziej na świecie. Będę Was strzegł jak oka w głowie.
Starałam się pohamować emocje jednak po tych słowach płakałam razem z nim.
Kochałam, kocham i będę kochać tego mężczyznę. Jest najlepszym co mnie spotkało.
Z perspektywy Michała, następnego dnia.
Z wielkim bólem otworzyłem oczy. Jezu, Tosia mnie zabije. Głowa bolała mnie jak nigdy. W ustach miałem Saharę . Na stoliku nocnym zauważyłem dwie tabletki z karteczką "Weź mnie" oraz szklankę wody z karteczką " Wypij mnie". Uśmiechnąłem się do siebie. Ta kobieta to prawdziwy anioł.
Wedle rady zażyłem tabletki, popiłem je wodą i ruszyłem w kierunku prysznica. Zimna woda dobrze mi zrobiła. W całym mieszkaniu panowała cisza, która lekko mnie przeraziła. Na lodówce zobaczyłem kartkę od mej miłości.
Michałku,
Jestem na zakupach z Olą. Zrobiłam Ci kanapki, są w lodówce.
Gdybyś czegoś potrzebował, dzwoń.
Twój "Anioł".
<3
Otworzyłem lodówkę, a w niej znalazłem obiecane przez Tosię kanapki, zrobiłem sobie kawę i włączyłem telewizję. Już za tydzień nasz dzień. Antosia była zestresowana, widziałem to po niej. Mnie samemu nie było łatwo. Moim świadkiem został Kamil, przyjaciel Antosi, natomiast świadkową Nowakowskiej miała zostać moja kuzynka, która zawsze była dla mnie jak siostra.
Jednego byłem pewny. Kochałem ją i nasze dzieciątko całym sercem.
niedziela, 12 lutego 2017
Rozdział 32. Ona ma coś z głową. Big Day.
Jakiś czas później..
Hala w Krakowie wypełniona po brzegi. Cóż nie ma co się dziwić. Już niedługo ma się odbyć pojedynek tytanów. Polska vs Rosja. Zwycięzca bierze wszystko. Stałam wśród kibiców, obok Oli Nowakowskiej dumnie dzierżąc na rękach ich półroczną córeczkę. Nela, bo tak nazywała się pociecha mojego brata, była niczym skóra zdjęta z Oli. Te same wielkie oczęta i blond włoski. Jak można się domyślić zostałam chrzestną tego małego szatana. No cóż, charakterek na pewno odziedziczyła po ciotce.
- Tośka, musicie pomyśleć o swoim potomku. Pasuje Ci .- powiedziała uśmiechając się do mnie Monika, żona Fabiana.
Tssa, na pewno. Już lecę. - pomyślałam uśmiechając się do niej.
Nie przepadałam za tą dziewczyną, jednak Drzyzga był tak kochanym człowiekiem, że postanowiłam chociaż spróbować zaakceptować panią Drzyzgę.
- Jeszcze nam się nie śpieszy. Poza tym chciałabym pójść do ślubu z taką figurą. - odparłam śmiejąc się.
Odpowiedziała mi uśmiechem i usiadła obok Oli. Trochę zdziwiło mnie to, bo zawsze siadała w miejscu dla VIP-ów.
- Ty nie idziesz do reszty dziewczyn? - spytała moja bratowa jakby czytała mi w myślach.
- Nie, chcę poczuć atmosferę. Chcę dziś bawić się razem z kibicami. - odpowiedziała.
Drużyny wyszły na boisko. Gdy tylko Michał zobaczył mnie na trybunach od razu cmoknął w moim kierunku. Podniosłam wysoko w górę zaciśniętą w pięść dłoń, pokazując mu, że trzymam za niego w kciuki. Widziałam jak bardzo był zestresowany.
Kibicowałyśmy na całego, co bardzo się opłaciło. Nasza reprezentacja rozgromiła Ruskich 3:1 Gardło miałam zdarte tak bardzo, że gdy po meczu chciałam powiedzieć coś Oli wyszło jedynie "ksz ksz".
Już miałyśmy zbierać się do wyjścia, gdy usłyszałyśmy głos komentatora.
- Prosimy wszystkich o pozostanie na miejscach.
Gdy wszyscy znów usiedli z głośników popłynęła dobrze znana melodia.
Jako, że uwielbiam Bruno Marsa po chwili zaczęłam kołysać się do rytmu.
W pewnym momencie na parkiet wbiegli przebrani już (kiedy mieli na to czas?!) siatkarze, jednak nigdzie nie mogłam dostrzec mojego Miśka. Panowie w rękach trzymali różyczki i dygali do piosenki. Nie wiedząc jakim cudem poczułam, że unoszę się nad ziemią. Dopiero parę sekund później ogarnęłam, że z krzesełka podniósł mnie sam trener Antiga z Ignaczakiem. Na rękach zanieśli mnie na parkiet i posadzili w specjalnie przygotowanym fotelu. Wciąż nie ogarniałam co się dzieje. Na jakiekolwiek pytania Krzysiek reagował jednym zdaniem:
- Zamknij się i patrz. Big day for Tosia.
Po chwili tanecznym krokiem zbliżali się do mnie siatkarze z różyczkami. Jak nie Winiar z Kłosem tańczący tango, to Drzyzga robiący szejki machał mi zadkiem przed twarzą. Łzy leciały mi po policzkach ze śmiechu, gdy miałam już cały piękny bukiet panowie ustawili się w rządek.
Ni stąd ni zowąd pojawił się on. Michał w pięknym garniturze, z wielkim bukietem w rękach i mikrofonie. Podszedł do mnie z pięknym uśmiechem.
- No czeeeść tęskniłaś? - spytał, na co cała hala wybuchnęła śmiechem.
- Bardzo. - odpowiedziałam szczerze.
- Kochanie, gdy Cię poznałem dwa lata temu pomyślałem sobie - "Ona ma coś z głową". Każdego dnia udowadniałaś mi, że miałem rację. Pokazałaś, że jak wariatka potrafisz kochać całym sercem, że dla Ciebie najważniejsi są rodzina i przyjaciele, że potrafisz wybaczać. Że gdy się boisz, jesteś gotowa by uciec przez okno. Dlatego przysiągłem sobie, że ożenię się z tą wariatką, bo bez niej moje życie nie ma sensu. Bo kocham ją całym sobą i wiem, że to ta jedyna. Więc Antosiu, skarbie, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? - powiedział i klęknął przede mną podając mi bukiet i otwierając pudełeczko z najpiękniejszym pierścionkiem na świecie.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Łzy spływały po mojej twarzy niczym dwa wodospady. Zakryłam dłońmi twarz i kiwnęłam zgadzając się. Michał w momencie założył mi pierścionek,uniósł do góry i pocałował.
Gdy oderwaliśmy się od siebie wziął spowrotem mikrofon i wykrzyczał:
- Zgodziła się!!
Kibice zaczęli klaskać i krzyczeć.
- Gratulujemy Michałowi i jego wybrance Antosi. - usłyszałam w głośnikach głos Jerzego Mielewskiego.
Trafiłam w ręce siatkarzy, którzy przekrzykiwali się z gratulacjami i życzeniami. Cała zapłakana stałam tuląc się do brata.
- Gratuluję siostrzyczko i życzę Ci szczęścia, chociaż wiem, że z tym durniem, będziesz go miała pod dostatkiem.
Po chwili przejęła mnie Oleńka z Nelcią.
- Tak strasznie się cieszę skarbie! Michał tak bardzo się denerwował. Dużo, dużo szczęścia i małych Kubiaczków. - powiedziała szczerząc się do mnie.
Poczułam jak ktoś się przytula do moich pleców. Te perfumy poznam wszędzie. Odwróciłam się i wpiłam w usta mojego narzeczonego. Boże jak to brzmi.
- Jak ja Cię kocham Panie Kubiak.- powiedziałam.
- Ja Ciebie też , przyszła Pani Kubiak. - odparł i swoim nosem trącił mój.
- Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. Myślałam, że nie wiedziałeś, że chciałam uciec przez okno. - powiedziałam zagryzając wargę.
- Żartujesz? Kiedy wszedłem do pokoju stałaś na parapecie. Z otwartym oknem. - zaśmiał się na samo wspomnienie.
- A co z Twoją rodziną? Nie mają nic przeciwko nam?- spytałam.
- Przekonajmy się. - powiedział i złapał mnie za rękę.
Podeszli do nas rodzice mojego Michała z Błażejem i jego żoną. Od razu wpadłam w ramiona Ani i Błażeja.
- Gratulacje! Witamy w rodzinie i tak dalej. Gromadki dzieci.
Zaraz po nich pogratulował nam Pan Jarek.
- Tosiu, może.. Zacznijmy od nowa. Witam Cię w rodzinie Kubiaków. Mam nadzieję, że oboje będziecie szczęśliwi. Przepraszam, za te wszystkie złe słowa dziecko. - powiedziała Jadwiga i przytuliła mnie do siebie.
Otarłam łzy i odwzajemniłam uścisk.
W tym momencie brakowało mi mojej mamy. Byłam pewna, że cieszy się razem ze mną. Oderwałam się od Jadwigi i uśmiechnęłam się przez łzy.
- Wiem, że pewnie za wcześnie na to ale wiedz, że możesz na nas liczyć. Na całej naszej rodzinie. - powiedziała chwytając mnie za dłoni.
- Dziękuję, to naprawdę wiele dla mnie znaczy. - odparłam i wtuliłam się w Michała, który z uśmiechem ucałował mnie w głowę.
wtorek, 31 stycznia 2017
Rozdział 31 - Jadźka nadchodzi. Ucieczka przez okno.
Półtora roku później..
Właśnie stoję w mieszkaniu w Żorach, w koszulce mojego Michała i robię sobie śniadanie.
Tak, zamieszkałam z Michałem. Tak, jesteśmy ze sobą cholernie szczęśliwi. Jedyną osobą, która ubolewa nad faktem, że zmieniłam miejsce zamieszkania jest Jurecki. Cały czas żali mi się, że nie może już do mnie wpadać kiedy chce i tak po staropolsku nawalić się jak szpadel. Cóż, nie będę kłamać, mi też go brakuje. Oczywiście mam w Żorach Aśkę Zbyszkową oraz Milenę Łasko ale to nie to samo. Kamila znam już parę lat i kocham go jak brata.
Robiłam właśnie jajecznicę ze szczypiorkiem i machałam tyłkiem w prawo i w lewo podśpiewując sobie pod nosem.
- Mama told me not to waste my life, She said spread your wings my little butterfly. Don't let what they say keep you up at night And they can't detain you 'Cause wings are made to fly. - śpiewałam mieszając w patelni.
Poczułam ciepłe dłonie oplatające moje ciało.
Zamruczałam cicho.
- Dzień dobry księżniczko. - usłyszałam najseksowniejszego mężczyznę na świecie.
- Dzień dobry mistrzu. - powiedziałam i objęłam go za szyję.
Michał przygryzł lekko wargę i poczułam jak nogi mi mięknął. Boże, jak on na mnie działał. Znaliśmy się już dwa lata, a ja wciąż nie miałam go dość.
- Mm podzielisz się ze mną jedzonkiem? - spytał całując mnie w szyję.
W tym momencie zgodziłabym się na wszystko. Łącznie z napadem na bank.
Kiwnęłam głową powoli się rozgrzewając. Znał moje słabe strony.
- Pieprzyć jedzenie Kubiak. - powiedziałam.
Jedną ręką wyłączyłam gaz, a drugą chwyciłam Miśka za koszulkę.
- Mało Ci po nocy maleńka? - spytał śmiejąc się w ten szczególny sposób, gdy dotarliśmy już do sypialni.
- Ciebie zawsze jest mi mało - odparłam i pchnęłam go na łóżko.
Już na nim usiadłam, już zaczynałam go całować gdy jakaś cholera zadzwoniła do drzwi.
- Udawajmy, że nas nie ma. - powiedziałam całując jego brzuch.
Michał zaśmiał się lekko i wstał z łóżka przy okazji lekko mnie zrzucając z siebie.
Byłam tak nakręcona, że brakowało mi oddechu.
- Niech to szlag. Co za czort przylazł? - powiedziałam nakładając rurki na tyłek.
Michał w tym czasie poszedł otworzyć drzwi.
- Mamusia?- usłyszałam głos Kubiaka z korytarza.
-Kurwa mać. - mruknęłam pod nosem.
- Matuchno przenajświętsza, Misiu jest tak zimno, a Ty w samych gaciach drzwi otwierasz?- powiedziała Jadwiga.
Przewróciłam oczami i zaczęłam się poważnie zastanawiać nad ucieczką przez okno. Lekko mówiąc nie przepadałam za rodzicielką mojego Michała. Była tak nadopiekuńcza, właziła mu w cztery litery tak, że aż mnie to bolało. Kiedy poznałam rodzinę Michała, zostałam dobrze przyjęta przez pana Jarka oraz przez brata Miśka Błażeja. Natomiast pani Jadwiga zmierzyła mnie wzrokiem i dosłownie zaczęła wyliczać moje wady. Że za chuda, że niebieskie włosy, że tatuaże ( tak, wtedy miałam zaczęty rękaw). Że przeze mnie jej Misiaczek schudł i że o niego nie dbam. No myślałam, że krew mnie zaleje. Już widzę, jak chodzi teraz po mieszkaniu i pierdzieli, że brudno.
Już otwierałam okno, już prawie wychodziłam przez nie, gdy do sypialni wbiegł Michał.
- Kotku ale co Ty robisz? Chodź, bo mama przyjechała. - powiedział.
- Ratuj.- szepnął z przerażeniem w oczach.
Pokręciłam oczami, zeszłam z parapetu (serio, chciałam skakać) podeszłam do niego i cmoknęłam go w policzek.
- Jak mi dojedzie, to wyrzucę ją z domu.- powiedziałam mu do ucha.
Michał westchnął i kiwnął głową. Podziwiałam go, to on był świadkiem mojego wybuchu po wyjeździe z Wałcza.
Weszliśmy do kuchni, w której sprawowała już władzę moja szanowna przyszła teściowa.
- Dzień dobry. - odezwałam się jako pierwsza, gdyż matka wpajała mi coś takiego jak kultura.
- Nie wiem czy taki dobry. Straszny macie tu barłok. Nie mogę nic znaleźć w tej kuchni. Przywiozłam domowej roboty pierożki i zupkę Michałkowi, żeby nie musiał jeść jakichś fastfoodów.
Ścisnęłam mocniej dłoń Michała i spojrzałam w stronę Jadźki.
- Nie musi się Pani martwić. Umiem gotować i Michał przy mnie nie głoduje. To po pierwsze, a po drugie nie uważam, by był tu nieład. Wszystko stoi na swoim miejscu, jest czysto i schludnie, a to, że Pani twierdzi inaczej nie jest moim problemem. - odparłam zaciskając zęby.
- Słucham? Ty..- zaczęła Jadwiga.
- Mamo, Tosia ma racje. To nasze mieszkanie i jest takie jakie powinno być. A moja kobieta gotuje jak anioł. Przebija nawet Gesslerkę. - powiedział Kubiak i ucałował mnie w skroń.
Uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam na niego z taką miłością jak chyba jeszcze nigdy.
- Masz za swoje Jadźka. Pępowina odcięta. - pomyślałam.
Jednak po chwili sama siebie ochrzaniłam za takie myśli. Nie mogę być na wojennej ścieżce z matką mojej miłości. Dlatego wzięłam kilka głębokich oddechów i powiedziałam:
- No dobrze, to może napije się Pani z nami kawy?
Uśmiechnęłam się lekko dając jej jasno do zrozumienia, że nie chcę się już kłócić.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł. Lepiej już pójdę. Chyba Wam w czymś przeszkodziłam. - powiedziała nie zawdzięczając mnie nawet spojrzeniem.
Faktycznie, patrząc na nas łatwo można było się domyślić co robiliśmy, a raczej co mieliśmy zamiar robić.
- Mamo, proszę.- powiedział Michał swoim chłopięcym głosem.
Wiedziałam, że gdyby go odrzuciła straciłaby wiele w jego oczach.
Westchnęła głęboko i kiwnęła głową zgadzając się. Nastawiłam wodę na kawę i nałożyłam sobie i Michałowi jajecznicę.
- Przepraszam ale nie zdążyliśmy jeszcze zjeść śniadania. Może zje Pani z nami?- spytałam.
- Dziękuję ale jadłam już. Wy się nie krępujcie. - powiedziała lekko się uśmiechając.
Pani Jadwiga posiedziała z nami jakąś godzinę i zmyła się tłumacząc, że Jarek potrzebuje jej pomocy.
Siedzieliśmy w salonie oglądając telewizję, Michał jak to miał w zwyczaju bawił się moimi włosami, a leżałam wygodnie na jego kolanach.
- Skarbie, przepraszam za to co powiedziałam Twojej mamie. Nie chciałam być nie miła.- powiedziałam.
- Oczywiście, że chciałaś.- powiedział śmiejąc się.- Ale rozumiem. Nie mam pretensji, bo mnie też powoli szlag trafiał.
Uśmiechnęłam się do niego i wróciliśmy do oglądania kolejnego odcinka Przyjaciół.
Weszliśmy do kuchni, w której sprawowała już władzę moja szanowna przyszła teściowa.
- Dzień dobry. - odezwałam się jako pierwsza, gdyż matka wpajała mi coś takiego jak kultura.
- Nie wiem czy taki dobry. Straszny macie tu barłok. Nie mogę nic znaleźć w tej kuchni. Przywiozłam domowej roboty pierożki i zupkę Michałkowi, żeby nie musiał jeść jakichś fastfoodów.
Ścisnęłam mocniej dłoń Michała i spojrzałam w stronę Jadźki.
- Nie musi się Pani martwić. Umiem gotować i Michał przy mnie nie głoduje. To po pierwsze, a po drugie nie uważam, by był tu nieład. Wszystko stoi na swoim miejscu, jest czysto i schludnie, a to, że Pani twierdzi inaczej nie jest moim problemem. - odparłam zaciskając zęby.
- Słucham? Ty..- zaczęła Jadwiga.
- Mamo, Tosia ma racje. To nasze mieszkanie i jest takie jakie powinno być. A moja kobieta gotuje jak anioł. Przebija nawet Gesslerkę. - powiedział Kubiak i ucałował mnie w skroń.
Uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam na niego z taką miłością jak chyba jeszcze nigdy.
- Masz za swoje Jadźka. Pępowina odcięta. - pomyślałam.
Jednak po chwili sama siebie ochrzaniłam za takie myśli. Nie mogę być na wojennej ścieżce z matką mojej miłości. Dlatego wzięłam kilka głębokich oddechów i powiedziałam:
- No dobrze, to może napije się Pani z nami kawy?
Uśmiechnęłam się lekko dając jej jasno do zrozumienia, że nie chcę się już kłócić.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł. Lepiej już pójdę. Chyba Wam w czymś przeszkodziłam. - powiedziała nie zawdzięczając mnie nawet spojrzeniem.
Faktycznie, patrząc na nas łatwo można było się domyślić co robiliśmy, a raczej co mieliśmy zamiar robić.
- Mamo, proszę.- powiedział Michał swoim chłopięcym głosem.
Wiedziałam, że gdyby go odrzuciła straciłaby wiele w jego oczach.
Westchnęła głęboko i kiwnęła głową zgadzając się. Nastawiłam wodę na kawę i nałożyłam sobie i Michałowi jajecznicę.
- Przepraszam ale nie zdążyliśmy jeszcze zjeść śniadania. Może zje Pani z nami?- spytałam.
- Dziękuję ale jadłam już. Wy się nie krępujcie. - powiedziała lekko się uśmiechając.
Pani Jadwiga posiedziała z nami jakąś godzinę i zmyła się tłumacząc, że Jarek potrzebuje jej pomocy.
Siedzieliśmy w salonie oglądając telewizję, Michał jak to miał w zwyczaju bawił się moimi włosami, a leżałam wygodnie na jego kolanach.
- Skarbie, przepraszam za to co powiedziałam Twojej mamie. Nie chciałam być nie miła.- powiedziałam.
- Oczywiście, że chciałaś.- powiedział śmiejąc się.- Ale rozumiem. Nie mam pretensji, bo mnie też powoli szlag trafiał.
Uśmiechnęłam się do niego i wróciliśmy do oglądania kolejnego odcinka Przyjaciół.
piątek, 27 stycznia 2017
Rozdział 30- Zmieńmy coś.
Po powrocie do Łodzi moje życie znów było szare. Bez Michała nie mogłam tego nazwać życiem, ja egzystowałam. Wiesz, jak jest. Wstajesz, bo musisz. Jesz, bo musisz. Zdawałam sobie sprawę, że zachowuję się żałośnie. Jak na związek z tak krótkim stażem cały czas było nam siebie mało. Praktycznie całe dnie spędzaliśmy na rozmowie ze sobą. Oczywiście pomijając momenty w których Kubiak był na treningach. Zbyszek śmiał się, że jest przyklejony jak nie do laptopa to do telefonu.
Mnie też to bawiło ale ja wcale nie byłam lepsza. Praktycznie cały czas byłam pod telefonem. Kamil gdy mnie odwiedzał mówił, że zachowuję się jak surykatka ponieważ przy każdym dźwięku z telefonu czy laptopa podskakiwałam na kanapie. Gdy przyszedł do mnie i znów odwaliłam swoją cudowną akcję, mianowicie rzuciłam się na telefon jak szpak na czereśnie stwierdził, że przestało go to już bawić.
- Wiesz, że Cię kocham ale zaczyna mnie to przerastać. - powiedział.
- O chuj Ci chodzi? - spytałam nie zbyt miło wciąż spoglądając na telefon.
Kamil najwidoczniej zdenerwował się na mnie, bo w momencie usiadł na mnie swoim ciężkim cielskiem i zabrał mi telefon.
- O to, że od kiedy wróciłaś od Dzika nie da się z Tobą rozmawiać. No chyba, że jest się Michałem.
Kiwnęłam głową nie odrywając wzroku od ekranu.
- I nawet teraz mnie nie słuchasz. - Kamil załamał nade mną ręce.
Zrobiło mi się głupio. Przytuliłam się do niego mocno.
- Przepraszam skarbie. - powiedziałam twarzą w jego klatę. - Wiesz, ciężki jesteś..
Jurecki szybko się ogarnął i zlazł z moich kolan.
- Może pójdziesz ze mną do fryzjera? Mam ochotę na jakąś zmianę. - powiedziałam patrząc na niego swoimi wielkimi ślepiami.
- W sumie czemu nie. Może ja też się obetnę, bo ta fryzura mi się już znudziła.
Przebrałam się z dresu w moro rurki, czarną bluzkę z odkrytym brzuchem i czarny sweterek. Upięłam włosy w wysokiego koka, zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa do wyjścia.
- Mróweczko* , brzuch na wierzchu i sweter nakładasz? A później "chooora jestem. Psytul" - rył się Kamil.
- Tyle razy Ci mówiłam, że nie lubię jak tak do mnie mówisz. - oburzyłam się.
Dostałam buziaka w czoło i od razu poczułam się lepiej .
Chwyciłam go za rękę i wyszliśmy z mieszkania. Mimo że miałam lity na nogach i tak byłam niższa od tego wielkoluda. Słowo daję mógłby być sportowcem.
Weszliśmy do salonu fryzjerskiego i od razu podeszła do nas szefowa zakładu.
- Witam, w czym mogłabym państwu pomóc. - uśmiechnęła się serdecznie.
- Chciałabym koloryzacji. Ale takiej szalonej. - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
Wybrałam kolor, który najbardziej przypadł mi do gustu i po chwili siedziałam na fotelu.
Pół godziny później podziwiałam swoje niebieskie włosy.
- Od dziś jesteś moim smerfem słońce. - powiedział Kamil również gotowy do wyjścia.
Wyglądaliśmy zajebiście.
- Kochanie, zawsze byłeś taki seksowny? - spytałam śmiejąc się.
- Tworzą państwo piękną parę. Pozazdrościć. - powiedziała fryzjerka z różowymi włosami.
Spojrzeliśmy po sobie i wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Zapłaciliśmy za wizytę i wyszliśmy z salonu. Postanowiliśmy pójść jeszcze na kawę. Szliśmy trzymając się za rękę.
- Skarbie, wyglądasz jak milion dolarów. - powiedziałam podziwiając jego nowy look.
- Na miejscu Michała miałbym Cię cały czas na oku ślicznotko. - odparł i pocałował mnie w czoło.
- Dlaczego nie możemy być razem? - zaśmiałam się.
- Sam nie wiem - rzekł dołączając do mnie ze śmiechem.
Jako że nie należymy do ludzi normalnych więc po chwili tańczyliśmy na ulicy. Bez muzyki oczywiście, bo po co?
- Młodzi zakochani. Pamiętasz Stasiu, my też tacy byliśmy. - powiedziała jakaś starsza pani gdy przechodziliśmy obok.
Poszliśmy do knajpki i nim dostaliśmy nasze zamówienie postanowiliśmy wyjść na fajkę. Nie paliłam od jakiegoś czasu.
- Jesteś lekarzem. Widziałeś skutki palenia ale i tak palisz.- powiedziałam zaciągając się.- więc najwidoczniej jesteś po prostu głupi.
- A Ty co? Też o wszystkim wiesz, a palisz jak stara. - odparł mój atak Kamil.
- Wiesz, na coś trzeba umrzeć.- odparłam śmiejąc się.
Kamil popukał się w czoło i powiedział:
- Jesteś głupsza niż ustawa przewiduje,
- Przepraszam bardzo Ty też palisz dupku. - powiedziałam pokazując mu język.
Wyrzuciliśmy pety i wróciliśmy do lokalu.
Przy naszym stoliku już stała moja gorąca czekolada i kawa wielkości wiadra Kamila.
Siedzieliśmy tak, rozmawiając o kompletnych bzdurach, cieszyliśmy się swoim towarzystwem.
W pewnym momencie rozdzwonił się mój telefon.
- Przepraszam Cię na moment. - powiedziałam do Jureckiego i odeszłam parę kroków.
-Tosia? - usłyszałam głos ojca po drugiej stronie.
- No hej. Co tam?- odparłam wesoło.
Tak, nasze kontakty bardzo się polepszyły. Rozmawialiśmy praktycznie codziennie. Cieszyłam się z tego, bo w końcu miałam ojca, o którym marzyłam. Miałam życie, którego chciałam. Do pełni szczęścia brakowało mi jedynie mamy. Ale niestety tego nie dało się naprawić.
Porozmawiałam z nim chwilę i wróciłam do Kamila. Spędziliśmy wspaniały wieczór razem.
Jak za starych dobrych czasów. Koło godziny 21 wróciłam do domu. Odpaliłam papierosa i jednocześnie nalewałam wodę do wanny. Marzyłam o długiej kąpieli. Podeszłam do okna i zaciągając się dymem oglądałam panoramę mojego miasta. W tym momencie dostałam sms. Misiek.
Wypalonego papierosa wyrzuciłam i poszłam wziąć długą kąpiel.
*****
* Mróweczka- z angielskiego Ant (mrówka) taki skrót od Antosia :D
Mnie też to bawiło ale ja wcale nie byłam lepsza. Praktycznie cały czas byłam pod telefonem. Kamil gdy mnie odwiedzał mówił, że zachowuję się jak surykatka ponieważ przy każdym dźwięku z telefonu czy laptopa podskakiwałam na kanapie. Gdy przyszedł do mnie i znów odwaliłam swoją cudowną akcję, mianowicie rzuciłam się na telefon jak szpak na czereśnie stwierdził, że przestało go to już bawić.
- Wiesz, że Cię kocham ale zaczyna mnie to przerastać. - powiedział.
- O chuj Ci chodzi? - spytałam nie zbyt miło wciąż spoglądając na telefon.
Kamil najwidoczniej zdenerwował się na mnie, bo w momencie usiadł na mnie swoim ciężkim cielskiem i zabrał mi telefon.
- O to, że od kiedy wróciłaś od Dzika nie da się z Tobą rozmawiać. No chyba, że jest się Michałem.
Kiwnęłam głową nie odrywając wzroku od ekranu.
- I nawet teraz mnie nie słuchasz. - Kamil załamał nade mną ręce.
Zrobiło mi się głupio. Przytuliłam się do niego mocno.
- Przepraszam skarbie. - powiedziałam twarzą w jego klatę. - Wiesz, ciężki jesteś..
Jurecki szybko się ogarnął i zlazł z moich kolan.
- Może pójdziesz ze mną do fryzjera? Mam ochotę na jakąś zmianę. - powiedziałam patrząc na niego swoimi wielkimi ślepiami.
- W sumie czemu nie. Może ja też się obetnę, bo ta fryzura mi się już znudziła.
Przebrałam się z dresu w moro rurki, czarną bluzkę z odkrytym brzuchem i czarny sweterek. Upięłam włosy w wysokiego koka, zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa do wyjścia.
- Mróweczko* , brzuch na wierzchu i sweter nakładasz? A później "chooora jestem. Psytul" - rył się Kamil.
- Tyle razy Ci mówiłam, że nie lubię jak tak do mnie mówisz. - oburzyłam się.
Dostałam buziaka w czoło i od razu poczułam się lepiej .
Chwyciłam go za rękę i wyszliśmy z mieszkania. Mimo że miałam lity na nogach i tak byłam niższa od tego wielkoluda. Słowo daję mógłby być sportowcem.
Weszliśmy do salonu fryzjerskiego i od razu podeszła do nas szefowa zakładu.
- Witam, w czym mogłabym państwu pomóc. - uśmiechnęła się serdecznie.
- Chciałabym koloryzacji. Ale takiej szalonej. - powiedziałam z szerokim uśmiechem.
Wybrałam kolor, który najbardziej przypadł mi do gustu i po chwili siedziałam na fotelu.
Pół godziny później podziwiałam swoje niebieskie włosy.
- Od dziś jesteś moim smerfem słońce. - powiedział Kamil również gotowy do wyjścia.
Wyglądaliśmy zajebiście.
- Kochanie, zawsze byłeś taki seksowny? - spytałam śmiejąc się.
- Tworzą państwo piękną parę. Pozazdrościć. - powiedziała fryzjerka z różowymi włosami.
Spojrzeliśmy po sobie i wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Zapłaciliśmy za wizytę i wyszliśmy z salonu. Postanowiliśmy pójść jeszcze na kawę. Szliśmy trzymając się za rękę.
- Skarbie, wyglądasz jak milion dolarów. - powiedziałam podziwiając jego nowy look.
- Na miejscu Michała miałbym Cię cały czas na oku ślicznotko. - odparł i pocałował mnie w czoło.
- Dlaczego nie możemy być razem? - zaśmiałam się.
- Sam nie wiem - rzekł dołączając do mnie ze śmiechem.
Jako że nie należymy do ludzi normalnych więc po chwili tańczyliśmy na ulicy. Bez muzyki oczywiście, bo po co?
- Młodzi zakochani. Pamiętasz Stasiu, my też tacy byliśmy. - powiedziała jakaś starsza pani gdy przechodziliśmy obok.
Poszliśmy do knajpki i nim dostaliśmy nasze zamówienie postanowiliśmy wyjść na fajkę. Nie paliłam od jakiegoś czasu.
- Jesteś lekarzem. Widziałeś skutki palenia ale i tak palisz.- powiedziałam zaciągając się.- więc najwidoczniej jesteś po prostu głupi.
- A Ty co? Też o wszystkim wiesz, a palisz jak stara. - odparł mój atak Kamil.
- Wiesz, na coś trzeba umrzeć.- odparłam śmiejąc się.
Kamil popukał się w czoło i powiedział:
- Jesteś głupsza niż ustawa przewiduje,
- Przepraszam bardzo Ty też palisz dupku. - powiedziałam pokazując mu język.
Wyrzuciliśmy pety i wróciliśmy do lokalu.
Przy naszym stoliku już stała moja gorąca czekolada i kawa wielkości wiadra Kamila.
Siedzieliśmy tak, rozmawiając o kompletnych bzdurach, cieszyliśmy się swoim towarzystwem.
W pewnym momencie rozdzwonił się mój telefon.
- Przepraszam Cię na moment. - powiedziałam do Jureckiego i odeszłam parę kroków.
-Tosia? - usłyszałam głos ojca po drugiej stronie.
- No hej. Co tam?- odparłam wesoło.
Tak, nasze kontakty bardzo się polepszyły. Rozmawialiśmy praktycznie codziennie. Cieszyłam się z tego, bo w końcu miałam ojca, o którym marzyłam. Miałam życie, którego chciałam. Do pełni szczęścia brakowało mi jedynie mamy. Ale niestety tego nie dało się naprawić.
Porozmawiałam z nim chwilę i wróciłam do Kamila. Spędziliśmy wspaniały wieczór razem.
Jak za starych dobrych czasów. Koło godziny 21 wróciłam do domu. Odpaliłam papierosa i jednocześnie nalewałam wodę do wanny. Marzyłam o długiej kąpieli. Podeszłam do okna i zaciągając się dymem oglądałam panoramę mojego miasta. W tym momencie dostałam sms. Misiek.
Kotku, mam nadzieję, że miałaś dobry dzień.
Przepraszam, że nie dzwoniłem ale Zbyszek zabrał mi telefon.
Stwierdził, że go ignoruję. Cały czas o Tobie myślę.
Kocham Cię Antosiu.
Śpij dobrze,
Twój Michał.
Uśmiechnęłam się i wzięłam się za odpisywanie na wiadomość. Michał był najlepszym co mnie w życiu spotkało. Wiedziałam, że jest tym jedynym. Wiedziałam, że to jest miłość na całe życie.Wypalonego papierosa wyrzuciłam i poszłam wziąć długą kąpiel.
*****
* Mróweczka- z angielskiego Ant (mrówka) taki skrót od Antosia :D
wtorek, 17 stycznia 2017
Rozdział 29- Zabić to mało.
Następnego dnia miałam wracać do siebie. Nie chciałam opuszczać Żor. Nie chciałam zostawiać mojego Michała. Obudziłam się rozwalona na całym łóżku z ręką na twarzy Michała. Po imprezie do Kubiakowego mieszkania zwaliło się tyle ludzi, że nie było innego wyjścia jak spanie razem. Spojrzałam na niego jeszcze zaspana. Był tak cholernie przystojny. Kołdra lekko ześlizgnęła się z jego brzucha więc miałam okazję po podglądać idealnie wyrzeźbione mięśnie.
- O mój Boże, on ma to genialne v - pomyślałam zagryzając wargę.
Wstałam z łóżka. Jak na październik pogoda była wyśmienita. Słońce przebijało przez rolety. Wyciągnęłam cicho z torby bieliznę, bladoniebieskie spodenki, białą bokserkę z koronką na plecach i ruszyłam do toalety. Wzięłam gorący prysznic,ubrałam się, umyłam zęby i postanowiłam zrobić sobie jakiś makijaż. Postawiłam na kreski eyelinerem, podkreśliłam tuszem długość moich rzęs i pomalowałam usta matową szminką . Rozczesałam włosy i zrobiłam niechlujnego kłosa. Zadowolona z efektu wyszłam z łazienki. Poszłam do sypialni mego mężczyzny i zobaczyłam, że nadal śpi. Kucnęłam przy nim i pocałowałam go w szyję. Nie mogłam się powstrzymać. Michał uśmiechnął się przez sen i zamruczał.
Zachichotałam cicho zadowolona z jego reakcji.
- Dzień dobry kochanie - powiedział zaspany gdy otworzył oczy.
- Dzień dobry. Wyspany? - odparłam całując go w usta.
Michał postanowił przedłużyć zaczętą przeze mnie czynność i pogłębił pocałunek. Wplótł dłonie w moje włosy i jedynym ruchem usadowił mnie na sobie. Siedziałam na nim i nawet nie myślałam o tym by z niego zejść. Jego ręce błądziły po moich plecach sprawiając, że miałam dreszcze.
Badałam dłońmi jego klatkę piersiową, czułam jak serce Michała bije w szaleńczym tempie. Serce, które należało do mnie.
Zamruczałam delikatnie z rozkoszy. Czułam, że Michał się uśmiecha.
- Kochanie ale tak z rana? - spytał Michał gdy oderwałam od niego usta i zaczęłam tworzyć językiem szlak na jego torsie.
- Przeszkadza Ci to? - spytałam przygryzając wargę.
Kubiak zaśmiał się lekko i ponownie złączył nasze usta.
- KURWA MAĆ! - usłyszeliśmy czyjś krzyk.
Oderwaliśmy się od siebie i ruszyliśmy w stronę salonu, z którego prawdopodobnie dobiegł krzyk. Oczywiście zmierzając w tamtą stronę wywaliłam się o jakieś buty, które najwidoczniej były w separacji z szafką.
- Zabić to mało. - mruknęłam podnosząc się i otrzepując z niewidocznego kurzu.
Wzięłam jednego buta w dłoń i stanęłam w dużym pokoju.
- Chłopcy, czyje są te buty? - spytałam zbyt miło jak na mnie.
Michał i mój brat wyczuli, że coś się święci więc od razu cofnęli się, jednocześnie schodząc z pola rażenia.
Niczego nieświadomy Krzysiek podniósł rękę i powiedział z dumą :
- Moje. Nowiuśkie, prawie nie śmigane. Iwonka mi kupiła.
Uśmiechnęłam się do niego słodko i z całej siły rzuciłam w niego obuwiem.
- Mógłbyś, kurwa, nie stawiać ich na środku przejścia? O mało nie wybiłam sobie zębów.
Krzysiek jak na zawołanie skulił się w sobie.
- Przepraszam Tosiaczku. - powiedział.
Przesłałam mu buziaczka w powietrzu i uśmiechnęłam się. Michał w tym momencie skończył robić mi śniadanie i wraz z talerzem kanapek oraz kawą w ręku stał przyglądając mi się.
Podeszłam do niego i odebrałam jedzenie wcześniej dziękując mu buziakiem.
Michał upił łyk kawy i mocno mnie do siebie przytulił.
- Tak baj de łej to czemu ktoś darł mordę? - spytałam z pełnymi ustami.
- A to ja. - powiedział Piotrek. - obudziłem się tuląc do siebie nogę Krzyśka.
Skrzywiłam się lekko współczując bratu.
Spędziliśmy miło dzień i nim się obejrzałam musiałam wracać do Łodzi.
Spakowałam wszystkie rzeczy i spojrzałam ze łzami w oczach w kierunku mojej miłości.
- Nie płacz, bo i ja zacznę, - powiedział lekko się uśmiechając.
Próbował podnieść mnie na duchu, jednak nie udało mu się ukryć bólu i smutku, który dostrzegłam w jego cudownych oczach.
- Mogę Cię zabrać ze sobą? Spakuje Cię do kieszeni. - powiedziałam żałośnie.
Michał zaśmiał się lekko i mnie przytulił. Ten gest sprawił, że łzy zaczęły spływać mi z oczu kropla po kropli.
- Zawsze możesz zostać. - powiedział szczerze.
Oboje wiedzieliśmy jednak, że nie mogłam. Musiałam przetrwać ten rozrywający serce ból.
- Już tęsknie. Kocham Cię. - powiedziałam.
- Ja Ciebie też skarbie. - odparł i pocałował mnie w czoło.
****
Przepraszam, że tak długo na mnie czekaliście.
- O mój Boże, on ma to genialne v - pomyślałam zagryzając wargę.
Wstałam z łóżka. Jak na październik pogoda była wyśmienita. Słońce przebijało przez rolety. Wyciągnęłam cicho z torby bieliznę, bladoniebieskie spodenki, białą bokserkę z koronką na plecach i ruszyłam do toalety. Wzięłam gorący prysznic,ubrałam się, umyłam zęby i postanowiłam zrobić sobie jakiś makijaż. Postawiłam na kreski eyelinerem, podkreśliłam tuszem długość moich rzęs i pomalowałam usta matową szminką . Rozczesałam włosy i zrobiłam niechlujnego kłosa. Zadowolona z efektu wyszłam z łazienki. Poszłam do sypialni mego mężczyzny i zobaczyłam, że nadal śpi. Kucnęłam przy nim i pocałowałam go w szyję. Nie mogłam się powstrzymać. Michał uśmiechnął się przez sen i zamruczał.
Zachichotałam cicho zadowolona z jego reakcji.
- Dzień dobry kochanie - powiedział zaspany gdy otworzył oczy.
- Dzień dobry. Wyspany? - odparłam całując go w usta.
Michał postanowił przedłużyć zaczętą przeze mnie czynność i pogłębił pocałunek. Wplótł dłonie w moje włosy i jedynym ruchem usadowił mnie na sobie. Siedziałam na nim i nawet nie myślałam o tym by z niego zejść. Jego ręce błądziły po moich plecach sprawiając, że miałam dreszcze.
Badałam dłońmi jego klatkę piersiową, czułam jak serce Michała bije w szaleńczym tempie. Serce, które należało do mnie.
Zamruczałam delikatnie z rozkoszy. Czułam, że Michał się uśmiecha.
- Kochanie ale tak z rana? - spytał Michał gdy oderwałam od niego usta i zaczęłam tworzyć językiem szlak na jego torsie.
- Przeszkadza Ci to? - spytałam przygryzając wargę.
Kubiak zaśmiał się lekko i ponownie złączył nasze usta.
- KURWA MAĆ! - usłyszeliśmy czyjś krzyk.
Oderwaliśmy się od siebie i ruszyliśmy w stronę salonu, z którego prawdopodobnie dobiegł krzyk. Oczywiście zmierzając w tamtą stronę wywaliłam się o jakieś buty, które najwidoczniej były w separacji z szafką.
- Zabić to mało. - mruknęłam podnosząc się i otrzepując z niewidocznego kurzu.
Wzięłam jednego buta w dłoń i stanęłam w dużym pokoju.
- Chłopcy, czyje są te buty? - spytałam zbyt miło jak na mnie.
Michał i mój brat wyczuli, że coś się święci więc od razu cofnęli się, jednocześnie schodząc z pola rażenia.
Niczego nieświadomy Krzysiek podniósł rękę i powiedział z dumą :
- Moje. Nowiuśkie, prawie nie śmigane. Iwonka mi kupiła.
Uśmiechnęłam się do niego słodko i z całej siły rzuciłam w niego obuwiem.
- Mógłbyś, kurwa, nie stawiać ich na środku przejścia? O mało nie wybiłam sobie zębów.
Krzysiek jak na zawołanie skulił się w sobie.
- Przepraszam Tosiaczku. - powiedział.
Przesłałam mu buziaczka w powietrzu i uśmiechnęłam się. Michał w tym momencie skończył robić mi śniadanie i wraz z talerzem kanapek oraz kawą w ręku stał przyglądając mi się.
Podeszłam do niego i odebrałam jedzenie wcześniej dziękując mu buziakiem.
Michał upił łyk kawy i mocno mnie do siebie przytulił.
- Tak baj de łej to czemu ktoś darł mordę? - spytałam z pełnymi ustami.
- A to ja. - powiedział Piotrek. - obudziłem się tuląc do siebie nogę Krzyśka.
Skrzywiłam się lekko współczując bratu.
Spędziliśmy miło dzień i nim się obejrzałam musiałam wracać do Łodzi.
Spakowałam wszystkie rzeczy i spojrzałam ze łzami w oczach w kierunku mojej miłości.
- Nie płacz, bo i ja zacznę, - powiedział lekko się uśmiechając.
Próbował podnieść mnie na duchu, jednak nie udało mu się ukryć bólu i smutku, który dostrzegłam w jego cudownych oczach.
- Mogę Cię zabrać ze sobą? Spakuje Cię do kieszeni. - powiedziałam żałośnie.
Michał zaśmiał się lekko i mnie przytulił. Ten gest sprawił, że łzy zaczęły spływać mi z oczu kropla po kropli.
- Zawsze możesz zostać. - powiedział szczerze.
Oboje wiedzieliśmy jednak, że nie mogłam. Musiałam przetrwać ten rozrywający serce ból.
- Już tęsknie. Kocham Cię. - powiedziałam.
- Ja Ciebie też skarbie. - odparł i pocałował mnie w czoło.
****
Przepraszam, że tak długo na mnie czekaliście.
sobota, 10 grudnia 2016
Rozdział 28.- Ridż i Bruk, impreza. Full of love.
Szykowałam się do klubu w bojowym nastroju. Owszem, zdaję sobie sprawę z tego, że mam cholernie ciężki charakter.
-Lajf is brutal. - pomyślałam.
Szybki prysznic, wyprostowałam włosy- swoją drogą skąd oni tu mają prostownicę?!- oraz nałożyłam tzw. szpachlę na twarz. Żartuję, nie należę do maniurek, po prostu lubię się malować na takie wyjścia. Zrobiłam kreski i przejechałam usta czerwono krwistą szminką. Owinięta ręcznikiem czmychnęłam do Kubiakowej sypialni. Stanęłam przed walizką i patrzyłam w co by się ubrać.
Stwierdziłam, że nie będę szaleć. Ubrałam rurki z wysokim stanem i bluzeczkę z odsłoniętym brzuchem. Do tego moje niebotycznie wysokie koturny i byłam prawie gotowa. Założyłam moje ukochane kolczyki, które dostałam od Kamila na urodziny. Spryskałam się ulubionymi perfumami i zadowolona z efektu wyszłam do chłopaków.
- No mała zajęło Ci to jakieś dwadzieścia pięć minut. Szacun. - zaśmiał się Zbyszek.
Rozejrzałam się po pokoju ale Michała nigdzie nie widziałam.
- Last krismas aj gejw ju maj haaart- usłyszałam wycie mojego faceta z łazienki.
Spojrzeliśmy po sobie z Bartamanem i wybuchnęliśmy śmiechem.
Usiadłam obok Zibiego i razem oglądaliśmy telewizję śmiejąc się z bohaterów kultowego serialu "Moda na sukces" .
- Boże przecież Bruk Ci tego nie wybaczy! Spałeś z jej córką i matką. - krzyczałam na Ridża.
- Eyy a Ridż nie jest ojcem córki Bruk? - spytał Zbyszek z miną " Whata faak?"
Spojrzałam w jego kierunku nie rozumiejąc, o co chodzi.
Michaś w końcu wyszedł z łazienki gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko.
- Kochanie, wyglądasz jak milion dolarów. - powiedział i cmoknął mnie w czoło.
- Dzięki, dzięki.
Uśmiechnęłam się i wspólnie z moimi kompanami ruszyliśmy do klubu.
W naszej loży już siedział zadowolony Krzysiek, Piotruś i Fabian. Okazało się, że reszta chłopaków wiruje już na parkiecie z jakimiś ledwo poznanymi panienkami.
- Czyli, że jestem jedyną reprezentantką płci pięknej? - spytałam opadając na kanapę.
Krzysiek wraz z Drzyzgą uśmiechnęli się szeroko i pokiwali głowami przyznając mi rację.
- Sister co pijesz? - spytał Piotrek.
- Zaskocz mnie . - odparłam szczerząc się do niego.
W chwili gdy Nowakowski poszedł do baru po jakiegoś drina, Krzysiek wstał i poprosił mnie do tańca.
W tle leciała piosenka, którą po prostu pokochałam.
- I’m falling so I’m taking my time on my ride,
I’m falling so I’m taking my time on my ride.Taking my time on my ride - śpiewałam wraz z Igłą.
Dzięki moim butom, nie byłam aż tak niska jak zawsze i nasza różnica wzrostu zniwelowała.
Tańczyło nam się wprost wyśmienicie. Ignaczak był genialnym tancerzem, okręcał mnie jak chciał.
- Zaczynam zazdrościć Twojej żonie. Gdzie się tak nauczyłeś tańczyć?- spytałam śmiejąc się.
Odpowiedział mi wybuchem śmiechu i kolejnym wariacjom na parkiecie.
Nie cieszyliśmy się sobą długo, bo po chwili podszedł do nas mój mężczyzna.
- Odbijamy. - wykrzyczał i wtulił się we mnie.
Piosenka zmieniła się na wolną więc nie pozostało mi nic innego jak wtulenie się w mojego miśka.
- Jesteś taka słodka, kiedy się we mnie wtulasz. - powiedział i pocałował mnie we włosy.
Kiedy tak tańczyliśmy, czułam się jakby w klubie nie było nikogo poza nami. Zapomniałam, że byłam na niego zła. Samo czucie bicia jego serca przy sobie uspokajało mnie.
Spojrzałam mu w oczy i wiedziałam, że to jest ten moment by wyznać mu co do niego czuję.
- Kochanie..- zaczęłam.
- Słucham.
- Kocham Cię. - powiedziałam lekko się uśmiechając.
Michał spojrzał na mnie swoimi cudownymi niebieskimi oczami wypełnionymi miłością.
Nie odpowiedział tylko wpił się w moje usta. Nie liczyło się nic wokół nas. Nie liczyło się, że siatkarze zaczęli bić nam brawo. Liczyła się tylko ta chwila. Liczył się tylko on.
- Jesteś wszystkim czego potrzebuję do życia. Kocham Cię i nigdy nie przestanę. - powiedział Misiek opierając swoje czoło o moje.
W tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Tak jak on powiedział, nie potrzebowałam niczego oprócz niego przy sobie. To on sprawiał, że w moim brzuchu pojawiały się te skrzydlate stworzenia. To dzięki niemu pojawiał się uśmiech na mojej twarzy. To dzięki niemu nauczyłam się kochać. To wszystko dzięki jednej osobie, która odmieniła moje życie.
-Lajf is brutal. - pomyślałam.
Szybki prysznic, wyprostowałam włosy- swoją drogą skąd oni tu mają prostownicę?!- oraz nałożyłam tzw. szpachlę na twarz. Żartuję, nie należę do maniurek, po prostu lubię się malować na takie wyjścia. Zrobiłam kreski i przejechałam usta czerwono krwistą szminką. Owinięta ręcznikiem czmychnęłam do Kubiakowej sypialni. Stanęłam przed walizką i patrzyłam w co by się ubrać.
Stwierdziłam, że nie będę szaleć. Ubrałam rurki z wysokim stanem i bluzeczkę z odsłoniętym brzuchem. Do tego moje niebotycznie wysokie koturny i byłam prawie gotowa. Założyłam moje ukochane kolczyki, które dostałam od Kamila na urodziny. Spryskałam się ulubionymi perfumami i zadowolona z efektu wyszłam do chłopaków.
- No mała zajęło Ci to jakieś dwadzieścia pięć minut. Szacun. - zaśmiał się Zbyszek.
Rozejrzałam się po pokoju ale Michała nigdzie nie widziałam.
- Last krismas aj gejw ju maj haaart- usłyszałam wycie mojego faceta z łazienki.
Spojrzeliśmy po sobie z Bartamanem i wybuchnęliśmy śmiechem.
Usiadłam obok Zibiego i razem oglądaliśmy telewizję śmiejąc się z bohaterów kultowego serialu "Moda na sukces" .
- Boże przecież Bruk Ci tego nie wybaczy! Spałeś z jej córką i matką. - krzyczałam na Ridża.
- Eyy a Ridż nie jest ojcem córki Bruk? - spytał Zbyszek z miną " Whata faak?"
Spojrzałam w jego kierunku nie rozumiejąc, o co chodzi.
Michaś w końcu wyszedł z łazienki gdy mnie zobaczył uśmiechnął się szeroko.
- Kochanie, wyglądasz jak milion dolarów. - powiedział i cmoknął mnie w czoło.
- Dzięki, dzięki.
Uśmiechnęłam się i wspólnie z moimi kompanami ruszyliśmy do klubu.
W naszej loży już siedział zadowolony Krzysiek, Piotruś i Fabian. Okazało się, że reszta chłopaków wiruje już na parkiecie z jakimiś ledwo poznanymi panienkami.
- Czyli, że jestem jedyną reprezentantką płci pięknej? - spytałam opadając na kanapę.
Krzysiek wraz z Drzyzgą uśmiechnęli się szeroko i pokiwali głowami przyznając mi rację.
- Sister co pijesz? - spytał Piotrek.
- Zaskocz mnie . - odparłam szczerząc się do niego.
W chwili gdy Nowakowski poszedł do baru po jakiegoś drina, Krzysiek wstał i poprosił mnie do tańca.
W tle leciała piosenka, którą po prostu pokochałam.
- I’m falling so I’m taking my time on my ride,
I’m falling so I’m taking my time on my ride.Taking my time on my ride - śpiewałam wraz z Igłą.
Dzięki moim butom, nie byłam aż tak niska jak zawsze i nasza różnica wzrostu zniwelowała.
Tańczyło nam się wprost wyśmienicie. Ignaczak był genialnym tancerzem, okręcał mnie jak chciał.
- Zaczynam zazdrościć Twojej żonie. Gdzie się tak nauczyłeś tańczyć?- spytałam śmiejąc się.
Odpowiedział mi wybuchem śmiechu i kolejnym wariacjom na parkiecie.
Nie cieszyliśmy się sobą długo, bo po chwili podszedł do nas mój mężczyzna.
- Odbijamy. - wykrzyczał i wtulił się we mnie.
Piosenka zmieniła się na wolną więc nie pozostało mi nic innego jak wtulenie się w mojego miśka.
- Jesteś taka słodka, kiedy się we mnie wtulasz. - powiedział i pocałował mnie we włosy.
Kiedy tak tańczyliśmy, czułam się jakby w klubie nie było nikogo poza nami. Zapomniałam, że byłam na niego zła. Samo czucie bicia jego serca przy sobie uspokajało mnie.
Spojrzałam mu w oczy i wiedziałam, że to jest ten moment by wyznać mu co do niego czuję.
- Kochanie..- zaczęłam.
- Słucham.
- Kocham Cię. - powiedziałam lekko się uśmiechając.
Michał spojrzał na mnie swoimi cudownymi niebieskimi oczami wypełnionymi miłością.
Nie odpowiedział tylko wpił się w moje usta. Nie liczyło się nic wokół nas. Nie liczyło się, że siatkarze zaczęli bić nam brawo. Liczyła się tylko ta chwila. Liczył się tylko on.
- Jesteś wszystkim czego potrzebuję do życia. Kocham Cię i nigdy nie przestanę. - powiedział Misiek opierając swoje czoło o moje.
W tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Tak jak on powiedział, nie potrzebowałam niczego oprócz niego przy sobie. To on sprawiał, że w moim brzuchu pojawiały się te skrzydlate stworzenia. To dzięki niemu pojawiał się uśmiech na mojej twarzy. To dzięki niemu nauczyłam się kochać. To wszystko dzięki jednej osobie, która odmieniła moje życie.
środa, 30 listopada 2016
Rozdział 27.- Idziemy na bajlandoo.
Następnego dnia.
Obudziłam się w pokoju Miśka. Nie, nie spałam z nim. Zbyszek pojechał do Asi, więc Michał zajął jego pokój. Było za wcześnie na wspólną noc. Wiadomo jak jest na początku związku. Próbujemy się dotrzeć, poznać. Obawiam się, że gdybym zobaczyła jego brzuch rzuciłabym się na niego jak Zbyszek na redbulla.
Wstałam z łóżka i ubrana w Kamilową koszulkę do spania skierowałam swoje kroki w stronę kuchni. Cały mój organizm wołał: "Kawy!". Nim znalazłam się przy czajniku usłyszałam śmiechy Zbyszka i Michała.
- Serio lataliście po całym centrum handlowym? - zaśmiał się Zibi.
- Tak, po tym jak biegaliśmy po schodach ruchomych i po tym jak usłyszałem jej śpiew wiedziałem, że to będzie kobieta mojego życia. - odparł Misiek.
Przypomniał mi się tamten dzień. Latałam jakbym miała ADHD i ten mój pseudo występ. Zachichotałam cicho. To był wspaniały dzień. Poznałam chłopaków, zaprzyjaźniłam się z Oleńką.
Nastawiłam wodę wyciągnęłam wielgachną filiżankę -Boże, chcę taką!- i nasypałam do niej trochę kawy.
- Dzień dobry kochanie - usłyszałam za sobą głos mojej Trzynastki i poczułam jak wtula się we mnie.
- Dzień doberek Miśku. - odpowiedziałam uśmiechając się do niego.
- No, no. Jakie szyny. Witam szanowną koleżankę. - powiedział Zbyszek lustrując mnie wzrokiem.
Kompletnie zapomniałam, że stoję jedynie w koszulce z kompletnie odsłoniętymi nogami. Przez uwagę Zbyszka spłonęłam rumieńcem.
- Przypominam Ci, że masz Joasie baranie. - odparłam pokazując mu język.
- I wróciła zołza. A już myślałem, że się zaprzyjaźnimy. - zaśmiał się Zbyszek.
Michał trzepnął go w potylicę, tak samo jak wcześniej zrobiła to Asia.
Chcąc zmienić temat spytałam panów:
- Jedliście już śniadanie?
- Ja jadłem u Asi.- odparł Zbyszek.
- Ja też już zjadłem.
Kiwnęłam głową zalewając sobie napój.
***
- Serio lataliście po całym centrum handlowym? - zaśmiał się Zibi.
- Tak, po tym jak biegaliśmy po schodach ruchomych i po tym jak usłyszałem jej śpiew wiedziałem, że to będzie kobieta mojego życia. - odparł Misiek.
Przypomniał mi się tamten dzień. Latałam jakbym miała ADHD i ten mój pseudo występ. Zachichotałam cicho. To był wspaniały dzień. Poznałam chłopaków, zaprzyjaźniłam się z Oleńką.
Nastawiłam wodę wyciągnęłam wielgachną filiżankę -Boże, chcę taką!- i nasypałam do niej trochę kawy.
- Dzień dobry kochanie - usłyszałam za sobą głos mojej Trzynastki i poczułam jak wtula się we mnie.
- Dzień doberek Miśku. - odpowiedziałam uśmiechając się do niego.
- No, no. Jakie szyny. Witam szanowną koleżankę. - powiedział Zbyszek lustrując mnie wzrokiem.
Kompletnie zapomniałam, że stoję jedynie w koszulce z kompletnie odsłoniętymi nogami. Przez uwagę Zbyszka spłonęłam rumieńcem.
- Przypominam Ci, że masz Joasie baranie. - odparłam pokazując mu język.
- I wróciła zołza. A już myślałem, że się zaprzyjaźnimy. - zaśmiał się Zbyszek.
Michał trzepnął go w potylicę, tak samo jak wcześniej zrobiła to Asia.
Chcąc zmienić temat spytałam panów:
- Jedliście już śniadanie?
- Ja jadłem u Asi.- odparł Zbyszek.
- Ja też już zjadłem.
Kiwnęłam głową zalewając sobie napój.
***
Tego samego dnia wieczorem.
Panowie mecz wygrali 3:2 więc radość była ich ogromna. Misiek padał na twarz. Wróciliśmy do mieszkania i ułożyliśmy się na kanapie przed telewizorem. Jako, że Asia miała dziś studia, a jutro jakieś kolokwium nie było jej z nami. Zbyszek leżał na podłodze i wrzucał sobie chrupki do ust. Michaś leżał na z głową na moich kolanach i nabijał się z tego co mówili w telewizji.
- OMG! Dziewczyny słyszałyście o tym? Kolejne siatkarskie ciacho zostało zgarnięte! Mogliśmy dziś zobaczyć Michała Kubiaka wraz ze swoją wybranką serca całujących się po meczu. No cóż. My ocieramy łzy, a szczęśliwej parze życzymy wszystkiego najlepszego! - usłyszeliśmy wypowiedź na jakimś programie muzycznym.
- Ja jebie. Ocierają łzy. - zawył Bartman.
Dołączyliśmy do niego śmiejąc się z tej idiotycznej sytuacji.
- No to Tosiek, nie masz już życia u hotek. - powiedział Misiu.
- Bitch please i tak nie wiedzą, który to jest Michał Kubiak. Wszystkie hotki wiedzą, żeś Dziku. Tak by the way wciąż pizgam z tej ksywki. - odparłam śmiejąc się jeszcze głośniej.
- Przyjaciele są jak ziemniaki, kiedy je zjadasz umierają. - powiedział Zibi poważniejąc.
- To było.. głębokie. Strasznie. - odpowiedział Michał patrząc na przyjaciela jak na debila.
Pokręciłam głową i spytałam siebie.
Z kim ja żyję?
- Chłopcy, jest sobota wieczór. Chodźmy na imprezę. - powiedziałam pokazując im jak bardzo mnie nosi.
- Ale tak bez Asiiii.. - zaczął Zibi.
- Kotek nie mam siły. Obiecuję, że następnym razem wezmę Cię do najlepszego klubu w Katowicach. - powiedział gładząc mnie po policzku i patrząc na moją reakcję.
Westchnęłam i kiwnęłam głową.
Rozumiałam, że jest zmęczony. W końcu zagrał fantastycznie cały mecz. Był jak natchniony. Usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Ściągnęłam z siebie Michała i poszłam po telefon do kuchni. - Hej piękna.- usłyszałam po odebraniu.
- Krzysiu! No cześć, co tam? Stęskniłeś się za mną? Przecież przed chwilą się widzieliśmy.
- Pakuj swój tyłeczek i idziemy na bajlandoo! - wykrzyknął Igła wraz z Drzyzgą.
- Chłopakom się nie chce, a bez Miśka nie pójdę. - odparłam krzywiąc się.
- Skarbie kto dzwoni? - krzyknął Michał.
Spojrzałam w jego kierunku i odkrzyknęłam:
- Krzysiu i Fabian. Chcą iść na imprezę.
Spojrzał na zegarek, westchnął i odpowiedział:
- O dwudziestej tam gdzie zawsze.
Aha. Fajnie. Jak ja prosiłam to nie. - pomyślałam.
Opowiedziałam chłopakom co powiedział Michał i poszłam się szykować.piątek, 4 listopada 2016
Rozdział 26- Wybaczam Zbysławie.
Siedzieliśmy, patrząc sobie w oczy i tak po ludzku ciesząc się swoją obecnością. Nie chciałam by to minęło. Było nam ze sobą tak dobrze, że nie czuliśmy upływu czasu.
W pewnym momencie do kawiarni przeniknął czyjś rżący śmiech.
- Ocho. Bartman się zbliża. - powiedziałam, nie próbując być miła.
Michał spojrzał na mnie wymownie. Nie podobało mu się, że jako jedyna nie pałałam miłością do wielkiej gwiazdy, pana ZB9. Miałam poczucie humoru, jednak miałam też swój honor.
Odgarnęłam swoje blond włosy i obserwowałam jak wielkimi krokami zbliżał się do nas Zbysław ze swoją niewiastą.
- Jak to jest, że najpierw Cię słychać, a dopiero później widać? Z Twoim wzrostem powinno być odwrotnie. - powiedziałam, uśmiechając się wrednie.
- Asiu przedstawiam Ci nową dupę Miśka. - powiedział Zibi i uśmiechnął się do mnie w taki sposób, że miałam ochotę obić mu tą sławną twarz.
Zanim się odezwałam, Asia, ku mojej wielkiej radości, strzeliła mu z płaskiej w potylicę.
- Ile razy mam Ci mówić, że kobieta to nie rzecz do pieprzenia? - powiedziała z wyrzutem.
- Przepraszam. - odparł Zbychu i pocałował Asię w rękę.
- Nie mnie przepraszaj. Tylko.. - przerwała, czekając aż się przedstawię.
- Antosia i Twoja nowa przyjaciółka - odparłam śmiejąc się.
Przybiłyśmy sobie piątki, śmiejąc się razem.
Zbysław spojrzał w moim kierunku, zaciskając usta.
- Antonino, przepraszam za swoje niestosowne zachowanie.- powiedział poważnie.
- Wybaczam Zbysławie.- odparłam równie poważnie.
Misiek z Asią przypatrywali nam się z nieodgadnionymi minami. Na przeinaczenie imienia siatkarza zareagowali wybuchem śmiechu. Zbyszek jednak zamiast zrównać mnie z błotem, również zaczął się śmiać.
- Dobra, zwracam honor. Mocna z Ciebie zawodniczka.- odparł śmiejąc się.
Wyszczerzyłam się i przybiłam z nim tak zwaną "wysoką piątkę".
Słuchałam opowieści chłopaków z uśmiechem na ustach i popijałam czekoladę. Widać było, że są do siebie przywiązani. Gołym okiem można było zobaczyć, że jeden wskoczyłby w ogień za drugim.
Bałam się pomyśleć, co by było, gdybym naprawdę nie dogadała się z Bartmanem. Michał, wiadomo, jest dorosły i ma swój mózg ale bez aprobaty przyjaciela nie byłoby mu łatwo.
Po jakimś czasie zgodnie stwierdziliśmy, że przenosimy się do mieszkania chłopaków. Jako, że z Michałem przyszliśmy pieszo do kawiarni, w taki sam sposób postanowiliśmy wrócić. Była piękna, gwieździsta noc. Lekki wiatr rozwiewał mi włosy, jednak było naprawdę ciepło. Szliśmy trzymając się za ręce. Było po prostu idealnie. Gdy byliśmy w parku usłyszeliśmy muzykę. Podeszliśmy bliżej. Niedaleko nas siedział chłopak na oko licealista i grał na gitarze najpiękniejszą piosenkę o miłości jaką znam. Michał przytulił się do moich pleców i śpiewał mi do ucha :
W pewnym momencie do kawiarni przeniknął czyjś rżący śmiech.
- Ocho. Bartman się zbliża. - powiedziałam, nie próbując być miła.
Michał spojrzał na mnie wymownie. Nie podobało mu się, że jako jedyna nie pałałam miłością do wielkiej gwiazdy, pana ZB9. Miałam poczucie humoru, jednak miałam też swój honor.
Odgarnęłam swoje blond włosy i obserwowałam jak wielkimi krokami zbliżał się do nas Zbysław ze swoją niewiastą.
- Jak to jest, że najpierw Cię słychać, a dopiero później widać? Z Twoim wzrostem powinno być odwrotnie. - powiedziałam, uśmiechając się wrednie.
- Asiu przedstawiam Ci nową dupę Miśka. - powiedział Zibi i uśmiechnął się do mnie w taki sposób, że miałam ochotę obić mu tą sławną twarz.
Zanim się odezwałam, Asia, ku mojej wielkiej radości, strzeliła mu z płaskiej w potylicę.
- Ile razy mam Ci mówić, że kobieta to nie rzecz do pieprzenia? - powiedziała z wyrzutem.
- Przepraszam. - odparł Zbychu i pocałował Asię w rękę.
- Nie mnie przepraszaj. Tylko.. - przerwała, czekając aż się przedstawię.
- Antosia i Twoja nowa przyjaciółka - odparłam śmiejąc się.
Przybiłyśmy sobie piątki, śmiejąc się razem.
Zbysław spojrzał w moim kierunku, zaciskając usta.
- Antonino, przepraszam za swoje niestosowne zachowanie.- powiedział poważnie.
- Wybaczam Zbysławie.- odparłam równie poważnie.
Misiek z Asią przypatrywali nam się z nieodgadnionymi minami. Na przeinaczenie imienia siatkarza zareagowali wybuchem śmiechu. Zbyszek jednak zamiast zrównać mnie z błotem, również zaczął się śmiać.
- Dobra, zwracam honor. Mocna z Ciebie zawodniczka.- odparł śmiejąc się.
Wyszczerzyłam się i przybiłam z nim tak zwaną "wysoką piątkę".
Słuchałam opowieści chłopaków z uśmiechem na ustach i popijałam czekoladę. Widać było, że są do siebie przywiązani. Gołym okiem można było zobaczyć, że jeden wskoczyłby w ogień za drugim.
Bałam się pomyśleć, co by było, gdybym naprawdę nie dogadała się z Bartmanem. Michał, wiadomo, jest dorosły i ma swój mózg ale bez aprobaty przyjaciela nie byłoby mu łatwo.
Po jakimś czasie zgodnie stwierdziliśmy, że przenosimy się do mieszkania chłopaków. Jako, że z Michałem przyszliśmy pieszo do kawiarni, w taki sam sposób postanowiliśmy wrócić. Była piękna, gwieździsta noc. Lekki wiatr rozwiewał mi włosy, jednak było naprawdę ciepło. Szliśmy trzymając się za ręce. Było po prostu idealnie. Gdy byliśmy w parku usłyszeliśmy muzykę. Podeszliśmy bliżej. Niedaleko nas siedział chłopak na oko licealista i grał na gitarze najpiękniejszą piosenkę o miłości jaką znam. Michał przytulił się do moich pleców i śpiewał mi do ucha :
-‘Cause all of me
Loves all of you
Love your curves and all your edges
All your perfect imperfections
Give your all to me
I’ll give my all to you
You’re my end and my beginning
Even when I lose I’m winning
‘Cause I give you all, of me
And you give me all, of you, all..
Łzy stanęły mi w oczach. To było coś niesamowitego. Czułam jego serce, bijące tylko dla mnie. Wiedziałam, że to jest idealny moment by wyznać mu miłość jednak wciąż nie byłam na to gotowa.
Kiedy tylko skończył grać odwróciłam się i zapłakana wpiłam się w Miśkowe usta.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Za co? - spytał, ścierając łzy z moich policzków.
- Za to, że kochasz mnie taką jaka jestem. Za całą Twoją miłość.
Michał nic nie mówiąc, przytulił mnie mocno i głaskał po plecach. Właśnie to w nim kochałam najmocniej. Nie pytał, po prostu rozumiał. Sprawiał, że czułam się jakbym unosiła się w powietrzu.
Nie chciałam by kiedykolwiek to się zmieniło. Wolnym krokiem poszliśmy do mieszkania Michała.
Gdy weszliśmy do środka Zbyszek z Asią szykowali kolację.
- Kto normalny o tej porze je? - spytał Michał, dostrzegając, że jest już koło północy.
- Aaaale zgłodniałam. - powiedziałam, łapiąc kanapkę w rękę.
Asia ze Zbyszkiem zaśmiali się i zgodnie odpowiedzieli Michałowi.
- Twoja dziewczyna.
- Przyzwyczaisz się. - powiedziałam Michałowi i machnęłam ręką.
środa, 26 października 2016
Rozdział 25.- Miłość ogłupiła mnie.
Wieczorem wybraliśmy się na spacer. Michał chciał pokazać mi Żory. No cóż, dupy nie urywał ten widok. Miasto jak miasto. Bloki, gdzieniegdzie jakaś roślinność. Niczym wyjątkowym się nie wyróżniało.
Misiek szedł zadowolony, trzymając mnie za rękę. Uśmiechał się tak, jakby co najmniej wygrał szóstkę w totka.
- Co tak zęby wietrzysz? - spytałam podejrzliwie.
Kubiak westchnął i pokręcił oczami.
- Wszystko musisz zepsuć?- spytał.
Uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w policzek.
- Nie denerwuj się, bo złość piękności szkodzi. - powiedziałam ze śmiechem.
On tylko pokręcił głową ze śmiechem. Poszliśmy na plac zabaw. Jako, że jestem specyficzną osobą od razu pobiegłam na huśtawki. Nie należałam do ludzi, którzy przejmowali się opinią innych.
- Pobujaj mnie!! - krzyczałam do Miśka.
Głupek, zamiast spełnić moją prośbę, stał i nabijał się ze mnie.
- Chodź dziecko, postawię Ci czekoladę. - powiedział Kubiak i wystawił rękę w moim kierunku.
- Normalnie obraziłabym się, za to "dziecko" ale ta czekolada do mnie przemawia. - odparłam podnosząc wysoko głowę.
Weszliśmy do jakiejś knajpki. Nie powiem, całkiem ładne miejsce. Ściany o brązowych odcieniach idealnie komponowały się z czarnymi stolikami. Znaleźliśmy w rogu wielką, czarną kanapę na której od razu się rozłożyłam. Kubi przyniósł nam po karcie, byśmy mogli coś wybrać. Nie mogłam się na nic zdecydować. Ten ogromny wybór mnie przytłoczył. Skrzywiłam się lekko, gdy przyszła kelnerka, pytając nas o zamówienie.
- Ja poproszę czekoladę z bitą śmietaną. - powiedział Michał z uśmiechem, zerkając na dziewczynę.
Była zdecydowanie za ładna. Długie, brązowe, lekko kręcone włosy miała związane w kucyk, a swoimi brązowymi oczami pożerała mojego faceta. Jemu najwidoczniej się to podobało, bo przestał zwracać na mnie uwagę.
Tak być, nie będzie! - pomyślałam.
Z trzaskiem zamknęłam kartę, by zwrócić na siebie ich uwagę. Podziałało.
- Jeśli już się Pani wystarczająco popatrzyła, chciałabym złożyć zamówienie. - powiedziałam z przesadnie miłym uśmiechem .
Kiwnęła głową, w momencie stając się poważna.
- Poproszę gorącą czekoladę, tylko bez bitej śmietany. Dziękuję. - powiedziałam i oddałam jej kartę.
Zapisała w notesie i odeszła. Michał otworzył usta, by coś powiedzieć ale zabroniłam mu podnosząc rękę.
- Nic nie mów. - powiedziałam.
Po raz kolejny otworzył usta ale tym razem przerwał mu dzwonek jego telefonu. Przeprosił i oddalił się, by móc spokojnie porozmawiać.
W tle słyszałam piosenkę Rihanny "Love on the brain". Wsłuchałam się w tekst, lekko kiwając w rytm.
Rozumiałam ją. Sama się czułam ogłupiona. Nigdy nie należałam do osób zazdrosnych. To było irracjonalne. Pojawił się taki Misiek, a ja kompletnie głupieje. Bo co? Bo był mądry, przystojny, seksowny, miał więcej zalet niż wad. Od samego jego spojrzenia i uśmiechu miękły mi nogi.
Wiedziałam, że działa tak też na inne kobiety. Widziałam ten ich blask w oczach.
- Już jestem zazdrośnico. - powiedział Michał, siadając na swoim miejscu.
Uśmiechnął się do mnie w ten kochany sposób. W ten przeznaczony tylko dla mnie.
- Nie bądź już zła. Tylko Ty się liczysz. - powiedział i delikatnie pogładził mnie po dłoni.
Uśmiechnęłam się lekko i kiwnęłam głową. W tej chwili przyszła znienawidzona kelnerka z naszym zamówieniem.
- Bo jest taka sprawa kochanie.. - zaczął Michał gdy dziewczyna się oddaliła.
- No słucham. - odparłam biorąc łyka gorącej pychoty.
- Zbyszek dzwonił i przyjdzie do nas ze swoją dziewczyną.
Na te słowa uniosłam brwi i spojrzałam zaskoczona w stronę mojej miłości.
- Bartman ma swoją "dupę"? - spytałam, używając słowa, którym wcześniej mnie określił.
Misiek zaśmiał się na to zdanie.
- Jaka ona jest? - spytałam żywo zainteresowana.
- Ona jest.. Cóż, dogadacie się. - odparł ze śmiechem.
Nie wiedziałam, co to ma znaczyć i trochę się przeraziłam. No ale cóż. Żyje się raz.
- Pobujaj mnie!! - krzyczałam do Miśka.
Głupek, zamiast spełnić moją prośbę, stał i nabijał się ze mnie.
- Chodź dziecko, postawię Ci czekoladę. - powiedział Kubiak i wystawił rękę w moim kierunku.
- Normalnie obraziłabym się, za to "dziecko" ale ta czekolada do mnie przemawia. - odparłam podnosząc wysoko głowę.
Weszliśmy do jakiejś knajpki. Nie powiem, całkiem ładne miejsce. Ściany o brązowych odcieniach idealnie komponowały się z czarnymi stolikami. Znaleźliśmy w rogu wielką, czarną kanapę na której od razu się rozłożyłam. Kubi przyniósł nam po karcie, byśmy mogli coś wybrać. Nie mogłam się na nic zdecydować. Ten ogromny wybór mnie przytłoczył. Skrzywiłam się lekko, gdy przyszła kelnerka, pytając nas o zamówienie.
- Ja poproszę czekoladę z bitą śmietaną. - powiedział Michał z uśmiechem, zerkając na dziewczynę.
Była zdecydowanie za ładna. Długie, brązowe, lekko kręcone włosy miała związane w kucyk, a swoimi brązowymi oczami pożerała mojego faceta. Jemu najwidoczniej się to podobało, bo przestał zwracać na mnie uwagę.
Tak być, nie będzie! - pomyślałam.
Z trzaskiem zamknęłam kartę, by zwrócić na siebie ich uwagę. Podziałało.
- Jeśli już się Pani wystarczająco popatrzyła, chciałabym złożyć zamówienie. - powiedziałam z przesadnie miłym uśmiechem .
Kiwnęła głową, w momencie stając się poważna.
- Poproszę gorącą czekoladę, tylko bez bitej śmietany. Dziękuję. - powiedziałam i oddałam jej kartę.
Zapisała w notesie i odeszła. Michał otworzył usta, by coś powiedzieć ale zabroniłam mu podnosząc rękę.
- Nic nie mów. - powiedziałam.
Po raz kolejny otworzył usta ale tym razem przerwał mu dzwonek jego telefonu. Przeprosił i oddalił się, by móc spokojnie porozmawiać.
W tle słyszałam piosenkę Rihanny "Love on the brain". Wsłuchałam się w tekst, lekko kiwając w rytm.
Rozumiałam ją. Sama się czułam ogłupiona. Nigdy nie należałam do osób zazdrosnych. To było irracjonalne. Pojawił się taki Misiek, a ja kompletnie głupieje. Bo co? Bo był mądry, przystojny, seksowny, miał więcej zalet niż wad. Od samego jego spojrzenia i uśmiechu miękły mi nogi.
Wiedziałam, że działa tak też na inne kobiety. Widziałam ten ich blask w oczach.
- Już jestem zazdrośnico. - powiedział Michał, siadając na swoim miejscu.
Uśmiechnął się do mnie w ten kochany sposób. W ten przeznaczony tylko dla mnie.
- Nie bądź już zła. Tylko Ty się liczysz. - powiedział i delikatnie pogładził mnie po dłoni.
Uśmiechnęłam się lekko i kiwnęłam głową. W tej chwili przyszła znienawidzona kelnerka z naszym zamówieniem.
- Bo jest taka sprawa kochanie.. - zaczął Michał gdy dziewczyna się oddaliła.
- No słucham. - odparłam biorąc łyka gorącej pychoty.
- Zbyszek dzwonił i przyjdzie do nas ze swoją dziewczyną.
Na te słowa uniosłam brwi i spojrzałam zaskoczona w stronę mojej miłości.
- Bartman ma swoją "dupę"? - spytałam, używając słowa, którym wcześniej mnie określił.
Misiek zaśmiał się na to zdanie.
- Jaka ona jest? - spytałam żywo zainteresowana.
- Ona jest.. Cóż, dogadacie się. - odparł ze śmiechem.
Nie wiedziałam, co to ma znaczyć i trochę się przeraziłam. No ale cóż. Żyje się raz.
niedziela, 16 października 2016
Rozdział 24.- Trochę szacunku baranie!
Minęła środa. Zaraz po niej czwartek przeleciał mi między palcami i nim się obejrzałam stałam u progu drzwi Miśkowego mieszkania. Tak wiem, szybko działam. Poprawiłam włosy i zadzwoniłam do drzwi. Otworzył mi jakiś mężczyzna przepasany ręcznikiem w biodrach.
- M.. Michał?- zająknęłam się.
- Nie? Zbyszek. A pani to..? - spytał lustrując mnie wzrokiem.
- Yyy Antosia. Jest Kubiak? - spytałam głupiejąc.
Był za dobrze zbudowany, by mój mózg mógł normalnie funkcjonować.
- A to Ty jesteś tą dupą z którą teraz jest? - zapytał opierając się o framugę drzwi.
- A Ty jesteś tym jełopem który zaśmieca mieszkanie Miśka? - spytałam krzyżując ręce na piersi i podnosząc brew do góry.
Zbyszek zlustrował mnie wzrokiem i roześmiał się w głos.
- Touché - odparł chwytając się za serce i kłaniając.
Otworzył mi szerzej drzwi i w końcu mogłam wkroczyć do Miśkowego mieszkania. Rozejrzałam się ale nigdzie nie zobaczyłam jego uroczej mordki. Spojrzałam na Zbyszka i oczekiwałam odpowiedzi.
- Jest u siebie. - odpowiedział i skierował się w stronę jak mniemam łazienki.
- Jeszcze jakbym wiedziała, który to jest jego pokój..- mruknęłam pod nosem.
Zapukałam w pierwsze lepsze drzwi.
- Bartman kurwa nie pójdę z Tobą na żadne dupy! - wydarł się Misiek.
Otworzyłam drzwi i stanęłam w progu. Jego pokój był wielgachny w szarych barwach. Wielkiej szafy zazdrościłam mu najbardziej. Mój luby siedział na olbrzymim łóżku bez koszulki i przeglądał coś na telefonie.
- A ze mną pójdziesz? - spytałam spoglądając na niego z uśmiechem.
Michaś spojrzał na mnie i w sekundzie był już przy mnie tuląc się do mojego ciała.
- Tęskniłem! - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Kotełku a co to za paradowanie bez koszulki po mieszkaniu? Chcesz, żeby jakaś starsza pani padła na zawał z podniecenia? - drażniłam się.
- Wiedziałem, że przyjedziesz i chciałem Ci sprawić miłą niespodziankę. - musnął nosem mój nos.
Zagryzłam wargę i wpiłam się w jego usta. Jego zarost lekko drażnił moją twarz. Chciałam mu pokazać, jak ważny jest dla mnie, jaką pustkę czuję gdy nie ma go blisko mnie. Przywarłam do niego całym ciałem. Czułam jego wspaniałe mięśnie brzucha na swoim ciele. Miałam ochotę zerwać z niego te dresy. Był tak seksowny z tym kilkudniowym zarostem i z włosami jakby dopiero wstał.
- O przepraszam! - powiedział Zbyszek który wparował do pokoju.
- Jak zwykle wiesz kiedy wejść. - mruknął zły Michał i zaczął poprawiać mi koszulkę.
- Widzę, że w czymś przeszkodziłem. - zaśmiał się Zibi podnosząc jedną brew.
- W scrabble mieliśmy grać Bartman. - odparł ze śmiechem Michał.
- Oczywiście. Chciałem zapytać czy zamawiamy pizze, bo w lodówce to tylko światło jest.
Popatrzyłam na Michała podnosząc brew w podobny do Bartmana sposób.
- Nie przygotowałeś się na mój przyjazd.
Michał podrapał się po głowie lekko zakłopotany.
- Zrobię zakupy kochanie. - powiedział Misiek i cmoknął mnie w czoło.
Uśmiechnęłam się i zagryzłam wargę. Mimo tych kilku miesięcy znajomości nadal reaguje na niego jak nastolatka. Zachichotałam na tą myśl.
- Ej fajnie razem wyglądacie. Chcę być świadkiem na waszym ślubie.- powiedział Zbychu z wielkim bananem na ustach.
- Za nazwanie mnie "dupą" nie wiem czy się na to zgodzę. - odparłam pokazując mu język.
- Trochę szacunku baranie!- odparł Misiek i zdzielił go pierwszą lepszą szmatą która znalazła się pod jego dłonią.
W podzięce pocałowałam go w policzek. Zbyszek znowu wybuchnął śmiechem.
On coś wciąga?- pomyślałam.
- I czego rżysz? - spytał Misiek.
- Oboje dowalili się do jednego małego szczególika ale nikt nie zauważył wzmianki o ślubie. Widzę, że już na wysokim poziomie jest Wasz związek. - powiedział ryjąc dalej.
- Jesteś pierdolnięty. Twój mózg jest zagadką dla neurologów. Wciąż go szukają. - powiedział śmiejąc sie Kubiak.
- Z kim Ty żyjesz? - spytałam pocierając skronie.
Michał chwycił mnie za dłoń i poprowadził do kuchni. Zrobił mi kawę i usiadł naprzeciwko mnie cały czas przyglądając mi się.
- Jestem brudna? - spytałam machinalnie przecierając twarz.
- Jesteś piękna. Kocham Cię. - powiedział Michał.
Na te słowa zarumieniłam się kompletnie.
****
Osoby, które czytają to opowiadanie proszę o chociażby malutki komentarz.
Chciałabym zobaczyć ile Was jest.
Autorka.
- M.. Michał?- zająknęłam się.
- Nie? Zbyszek. A pani to..? - spytał lustrując mnie wzrokiem.
- Yyy Antosia. Jest Kubiak? - spytałam głupiejąc.
Był za dobrze zbudowany, by mój mózg mógł normalnie funkcjonować.
- A to Ty jesteś tą dupą z którą teraz jest? - zapytał opierając się o framugę drzwi.
- A Ty jesteś tym jełopem który zaśmieca mieszkanie Miśka? - spytałam krzyżując ręce na piersi i podnosząc brew do góry.
Zbyszek zlustrował mnie wzrokiem i roześmiał się w głos.
- Touché - odparł chwytając się za serce i kłaniając.
Otworzył mi szerzej drzwi i w końcu mogłam wkroczyć do Miśkowego mieszkania. Rozejrzałam się ale nigdzie nie zobaczyłam jego uroczej mordki. Spojrzałam na Zbyszka i oczekiwałam odpowiedzi.
- Jest u siebie. - odpowiedział i skierował się w stronę jak mniemam łazienki.
- Jeszcze jakbym wiedziała, który to jest jego pokój..- mruknęłam pod nosem.
Zapukałam w pierwsze lepsze drzwi.
- Bartman kurwa nie pójdę z Tobą na żadne dupy! - wydarł się Misiek.
Otworzyłam drzwi i stanęłam w progu. Jego pokój był wielgachny w szarych barwach. Wielkiej szafy zazdrościłam mu najbardziej. Mój luby siedział na olbrzymim łóżku bez koszulki i przeglądał coś na telefonie.
- A ze mną pójdziesz? - spytałam spoglądając na niego z uśmiechem.
Michaś spojrzał na mnie i w sekundzie był już przy mnie tuląc się do mojego ciała.
- Tęskniłem! - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Kotełku a co to za paradowanie bez koszulki po mieszkaniu? Chcesz, żeby jakaś starsza pani padła na zawał z podniecenia? - drażniłam się.
- Wiedziałem, że przyjedziesz i chciałem Ci sprawić miłą niespodziankę. - musnął nosem mój nos.
Zagryzłam wargę i wpiłam się w jego usta. Jego zarost lekko drażnił moją twarz. Chciałam mu pokazać, jak ważny jest dla mnie, jaką pustkę czuję gdy nie ma go blisko mnie. Przywarłam do niego całym ciałem. Czułam jego wspaniałe mięśnie brzucha na swoim ciele. Miałam ochotę zerwać z niego te dresy. Był tak seksowny z tym kilkudniowym zarostem i z włosami jakby dopiero wstał.
- O przepraszam! - powiedział Zbyszek który wparował do pokoju.
- Jak zwykle wiesz kiedy wejść. - mruknął zły Michał i zaczął poprawiać mi koszulkę.
- Widzę, że w czymś przeszkodziłem. - zaśmiał się Zibi podnosząc jedną brew.
- W scrabble mieliśmy grać Bartman. - odparł ze śmiechem Michał.
- Oczywiście. Chciałem zapytać czy zamawiamy pizze, bo w lodówce to tylko światło jest.
Popatrzyłam na Michała podnosząc brew w podobny do Bartmana sposób.
- Nie przygotowałeś się na mój przyjazd.
Michał podrapał się po głowie lekko zakłopotany.
- Zrobię zakupy kochanie. - powiedział Misiek i cmoknął mnie w czoło.
Uśmiechnęłam się i zagryzłam wargę. Mimo tych kilku miesięcy znajomości nadal reaguje na niego jak nastolatka. Zachichotałam na tą myśl.
- Ej fajnie razem wyglądacie. Chcę być świadkiem na waszym ślubie.- powiedział Zbychu z wielkim bananem na ustach.
- Za nazwanie mnie "dupą" nie wiem czy się na to zgodzę. - odparłam pokazując mu język.
- Trochę szacunku baranie!- odparł Misiek i zdzielił go pierwszą lepszą szmatą która znalazła się pod jego dłonią.
W podzięce pocałowałam go w policzek. Zbyszek znowu wybuchnął śmiechem.
On coś wciąga?- pomyślałam.
- I czego rżysz? - spytał Misiek.
- Oboje dowalili się do jednego małego szczególika ale nikt nie zauważył wzmianki o ślubie. Widzę, że już na wysokim poziomie jest Wasz związek. - powiedział ryjąc dalej.
- Jesteś pierdolnięty. Twój mózg jest zagadką dla neurologów. Wciąż go szukają. - powiedział śmiejąc sie Kubiak.
- Z kim Ty żyjesz? - spytałam pocierając skronie.
Michał chwycił mnie za dłoń i poprowadził do kuchni. Zrobił mi kawę i usiadł naprzeciwko mnie cały czas przyglądając mi się.
- Jestem brudna? - spytałam machinalnie przecierając twarz.
- Jesteś piękna. Kocham Cię. - powiedział Michał.
Na te słowa zarumieniłam się kompletnie.
****
Osoby, które czytają to opowiadanie proszę o chociażby malutki komentarz.
Chciałabym zobaczyć ile Was jest.
Autorka.
czwartek, 22 września 2016
Rozdział 23- Co jest doktorku?
Następnego dnia obudził mnie telefon. Na ekranie wyświetliło mi się zdjęcie Michała.
- Halo? - odebrałam ziewając.
- Cześć dziewczyno, obudziłem Cię? - uśmiechnęłam się, usłyszawszy jego głos i przymknęłam oczy.
- Mmm cześć chłopaku. Tak troszkę.
- Oj przepraszam. Jadę na trening i chciałem usłyszeć Twój głos.
Wstałam z telefonem przyciśniętym do ucha i ruszyłam do kuchni. Piotrek z ojcem ruszyli wczoraj wieczorem do swoich domów. Pit miał dziś rozpocząć rehabilitację, a ojciec nie chciał podpaść Marzenie. Nie powiem, wczoraj było tak cholernie miło . Tak, jak powinno być.
Nastawiłam ekspres i kontynuowałam rozmowę z Michałem. Ten chłopak tak pozytywnie mnie nastrajał. Wystarczyło kilka zdań, które wypowiedział, a od razu miałam ochotę góry przenosić.
- Jak rozmowa z tatą? - spytał nagle.
- I live like a millionaire.- zanuciłam.
- Co? - zaśmiał się.
Uwielbiałam ten jego dźwięczny śmiech. Mogłabym go słuchać cały czas.
- Długo by opowiadać. Kiedy mnie odwiedzisz? - spytałam tęsknym głosem .
- Może tym razem to Ty do mnie przyjedziesz? Gramy mecz w sobotę ze Skrą. - odparł.
- Pomyślę nad tym. - powiedziałam.
Niestety Michał musiał kończyć, ponieważ był już na hali.
Zdawałam sobie sprawę, że związek ze sportowcem to nie jest prosta sprawa. Nie oszukujmy się, związek ze mną nie jest bułką z masłem. Nie jestem osobą z którą łatwo się dogadać. Nie należę też do najmilszych ludzi. Mówię co myślę i mimo że przez to nie mam za wiele przyjaciół, mam przy sobie tych prawdziwych.
Stwierdziłam że posprzątam mieszkanie, bo po tych kilku dniach z facetami miałam istny rozpier.. bałagan. Włączyłam sobie muzykę i zabrałam się za odkurzanie.
- Kill em with kindness. Kill em. Kill em. - śpiewałam trzęsąc tyłkiem jak Nicki Minaj w swoim teledysku.
Usłyszałam za sobą brawa. Odwróciłam się i zobaczyłam Kamila opartego o drzwi.
- Gdyby nie ten śpiew pomyślałbym że masz epilepsje. - zaśmiał się.
- Uważaj bro. Masz coś do mojego tańca? Tak się robi szejki. - powiedziałam i zaprezentowałam.
- Weź bo się zmęczysz. - odparł i poszedł zrobić sobie kawę.
- Co jest doktorku? - spytałam niczym Królik Bugs.
- No nic. Stęskniłem się. Masz coś do jedzenia? - spytał otwierając lodówkę.
- Przy okazji zrób mi jakieś śniadanko. - powiedziałam szczerząc się.
Skończyłam odkurzać, pościerałam kurze i poukładałam wszystkie rzeczy na swoje miejsca. W tym czasie Kamil zrobił gofry i rozsiadł się wygodnie na kanapie. Lekko zmachana rzuciłam się na miejsce obok niego i cmoknęłam go w polik.
- Cześć doktorku. - powiedziałam tuląc się do jego boku.
- Teraz cześć, a wcześniej nie miałaś dla mnie czasu mała. Nie podoba mi się to. - odparł smucąc się.
- Przepraszam. Wynagrodzę Ci to. Co powiesz na cały dzień tylko we dwoje?
- Brzmi ciekawie ale mam dziś nocny dyżur, więc nie poszalejemy. - odparł włączając tv.
Mieliśmy tak ambitne plany. Że kino. Że spacer. Że zakupy. A skończyło się na piciu wina i oglądaniu filmów.
- Kochanie, kończy się wino. - powiedziałam patrząc na Kamilka wzrokiem szczeniaczka.
- Zestaw taki sam? - spytał ubierając buty.
Kiwnęłam głową i chwyciłam za komórkę. Stwierdziłam, że to idealny moment by napisać sms do Miśka.
- Halo? - odebrałam ziewając.
- Cześć dziewczyno, obudziłem Cię? - uśmiechnęłam się, usłyszawszy jego głos i przymknęłam oczy.
- Mmm cześć chłopaku. Tak troszkę.
- Oj przepraszam. Jadę na trening i chciałem usłyszeć Twój głos.
Wstałam z telefonem przyciśniętym do ucha i ruszyłam do kuchni. Piotrek z ojcem ruszyli wczoraj wieczorem do swoich domów. Pit miał dziś rozpocząć rehabilitację, a ojciec nie chciał podpaść Marzenie. Nie powiem, wczoraj było tak cholernie miło . Tak, jak powinno być.
Nastawiłam ekspres i kontynuowałam rozmowę z Michałem. Ten chłopak tak pozytywnie mnie nastrajał. Wystarczyło kilka zdań, które wypowiedział, a od razu miałam ochotę góry przenosić.
- Jak rozmowa z tatą? - spytał nagle.
- I live like a millionaire.- zanuciłam.
- Co? - zaśmiał się.
Uwielbiałam ten jego dźwięczny śmiech. Mogłabym go słuchać cały czas.
- Długo by opowiadać. Kiedy mnie odwiedzisz? - spytałam tęsknym głosem .
- Może tym razem to Ty do mnie przyjedziesz? Gramy mecz w sobotę ze Skrą. - odparł.
- Pomyślę nad tym. - powiedziałam.
Niestety Michał musiał kończyć, ponieważ był już na hali.
Zdawałam sobie sprawę, że związek ze sportowcem to nie jest prosta sprawa. Nie oszukujmy się, związek ze mną nie jest bułką z masłem. Nie jestem osobą z którą łatwo się dogadać. Nie należę też do najmilszych ludzi. Mówię co myślę i mimo że przez to nie mam za wiele przyjaciół, mam przy sobie tych prawdziwych.
Stwierdziłam że posprzątam mieszkanie, bo po tych kilku dniach z facetami miałam istny rozpier.. bałagan. Włączyłam sobie muzykę i zabrałam się za odkurzanie.
- Kill em with kindness. Kill em. Kill em. - śpiewałam trzęsąc tyłkiem jak Nicki Minaj w swoim teledysku.
Usłyszałam za sobą brawa. Odwróciłam się i zobaczyłam Kamila opartego o drzwi.
- Gdyby nie ten śpiew pomyślałbym że masz epilepsje. - zaśmiał się.
- Uważaj bro. Masz coś do mojego tańca? Tak się robi szejki. - powiedziałam i zaprezentowałam.
- Weź bo się zmęczysz. - odparł i poszedł zrobić sobie kawę.
- Co jest doktorku? - spytałam niczym Królik Bugs.
- No nic. Stęskniłem się. Masz coś do jedzenia? - spytał otwierając lodówkę.
- Przy okazji zrób mi jakieś śniadanko. - powiedziałam szczerząc się.
Skończyłam odkurzać, pościerałam kurze i poukładałam wszystkie rzeczy na swoje miejsca. W tym czasie Kamil zrobił gofry i rozsiadł się wygodnie na kanapie. Lekko zmachana rzuciłam się na miejsce obok niego i cmoknęłam go w polik.
- Cześć doktorku. - powiedziałam tuląc się do jego boku.
- Teraz cześć, a wcześniej nie miałaś dla mnie czasu mała. Nie podoba mi się to. - odparł smucąc się.
- Przepraszam. Wynagrodzę Ci to. Co powiesz na cały dzień tylko we dwoje?
- Brzmi ciekawie ale mam dziś nocny dyżur, więc nie poszalejemy. - odparł włączając tv.
Mieliśmy tak ambitne plany. Że kino. Że spacer. Że zakupy. A skończyło się na piciu wina i oglądaniu filmów.
- Kochanie, kończy się wino. - powiedziałam patrząc na Kamilka wzrokiem szczeniaczka.
- Zestaw taki sam? - spytał ubierając buty.
Kiwnęłam głową i chwyciłam za komórkę. Stwierdziłam, że to idealny moment by napisać sms do Miśka.
Hej chłopaku :*
Tęskno mi za Tobą.
Co robisz? Przez Ciebie jestem skazana
na towarzystwo Kamila. Żarcik żarcik.
Całuję.
Nie widziałam go półtora dnia, a tęsknię jakbym nie widziała go rok. Kocham go teraz to wiem ale wciąż nie jestem gotowa, by mu to wyznać. To za wcześnie. To zdecydowanie za wcześnie. Nie jestem tak otwarta jak on. Po chwili usłyszałam dźwięk smsa.
Hej dziewczynooo :*
Nawet nie wiesz, jak mi Ciebie brakuje.
Siedzę z chłopakami i oglądamy mecz.
Wiesz, piwko i te sprawy.
Typowy męski wieczór, maleńka.
Pakuj się i przyjeżdżaj do mnie.
Udostępnię Ci wycieraczkę przed drzwiami.
Kocham Cię <3
No cóż. Nie powiem, bym po tej wiadomości nie miała uśmiechu na pół twarzy, bo miałam. Aż mnie policzki bolały. Zaczęłam poważnie rozważać czy by do niego nie jechać. Ale to dopiero za kilka dni. W końcu w sobotę mecz gra. Cieszyłam się, że go mam. Cieszyłam się, że mam brata który mnie kocha. Cieszyłam się, że mam przyjaciół, którzy wskoczą za mną w ogień. Do szczęścia nie potrzeba mi niczego innego.
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Rozdział 22.- Będziesz musiał się postarać.
- Dzień dobry.- usłyszałam z ust ojca, gdy otworzyłam drzwi.
Ubrany jak zwykle gdy go widywałam elegancko. Koszula podkreślała niebieski kolor jego oczu, które notabene były identyczne jak moje. Jak na mężczyznę w jego wieku był całkiem w niezłej formie.
- Dzień dobry. Wejdź. - odparłam i otworzyłam szerzej drzwi.
Ojciec kiwnął głową i zdjąwszy uprzednio buty wszedł. Po wcześniejszym zapytaniu czego się napije poszłam do wyspy i zrobiłam mu kawę. Usiedliśmy wygodnie na kanapie w salonie.
- Ładnie się urządziłaś Antosiu. -powiedział ojciec po względnym rozejrzeniu się.
- Dziękuję, zapracowałam na nie. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Tato, o czym chciałeś rozmawiać. - odezwał się Piotrek.
- Tak właściwie to sprawa głównie dotyczy Tosi. Chodzi o to, że kiedy Twoja mama powiedziała mi, że jest w ciąży nie chciałem jej zostawić samej. Jednak wiesz jaka była. Nie chciała ode mnie pieniędzy, a wiedziała, że nie opuszczę żony i małego Piotrka. Ale kiedy Marzena dowiedziała, zagroziła, że odbierze mi syna i zostawi z niczym. Obiecałem sobie, że chociaż spróbuję Wam pomóc. Po rozmowie z Anną uzgodniliśmy, że utworzę dla Ciebie konto oszczędnościowe, do którego miałaś mieć dostęp po ukończeniu 18 roku życia. Co miesiąc przelewałem Ci pieniądze. Anna obiecała mi, że gdy będzie miała jakiekolwiek problemy, powiadomi mnie.. - przy tych słowach w oczach ojca zalśniły łzy.
- Zaraz, chcesz powiedzieć, że gdzieś tam mam konto oszczędnościowe z dodatkowym hajsem? - spytałam nic nie rozumiejąc.
- Chcę powiedzieć, że przez te lata uzbierała się tam bardzo ładna sumka. Jest tylko Twoja i zrobisz z nią co tylko chcesz.
Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Byłam w takim szoku, że patrzyłam tylko na ojca i na Piotrka. Jednak po chwili się otrząsnęłam.
- Jeśli myślisz, że po tych wszystkich latach, gdy zastanawiałam się dlaczego mój tatuś mnie nie kocha i co zrobiłam źle, te pieniądze sprawią że nagle będziemy się zajebiście dogadywać jesteś w błędzie. Nie jestem zabawką. Mnie nie da się kupić. - odparłam coraz to bardziej nabuzowana.
- Antosia, przestań..- próbował Piotrek.
- Nie, ona ma racje. To wszystko jest moją winą. Nie pomogłem Ci. Zostawiłem Cię samą. Żałuję tego najbardziej na świecie. Chciałem być obecny w Twoim życiu. Naprawdę tego chciałem. Zawsze marzyłem o córce. Kiedy zobaczyłem Cię taką malutką w domu rodziców Anny, pokochałem Cię całym sercem. Kocham Ciebie i Piotrka. Jesteście dla mnie wszystkim. I zrobię wszystko by naprawić nasze relacje. - powiedział ojciec ściskając moją dłoń.
Patrzyłam w jego oczy i widziałam w nich szczerość i miłość. Łzy, które teraz spływały mu po policzkach ściskały mi serce.
- Będziesz musiał się postarać. Ale... - westchnęłam czując gulę w gardle.- widzę dla nas szanse.
Kiedy tylko to powiedziałam ojciec chwycił mnie w ramiona i przytulił z całej siły. Przestałam się hamować i rozpłakałam się. Marzyłam o tej chwili, od kiedy tylko pamiętam. Czułam jak się trzęsie.
Spojrzałam na Piotrka, ten lekko się uśmiechnął do mnie i mrugnął oczkiem. Ojciec puścił mnie z objęć i popatrzył na syna.
- Synku, przepraszam, że nic Ci nie powiedziałem o Antosi. Że dowiedziałeś się tak, a nie inaczej. Mam nadzieję że zdołasz mi wybaczyć. Że oboje zdołacie mi wybaczyć.
- Oj tato. Jesteśmy rodziną. A Tośka to moja mała siostrzyczka, którą zawsze chciałem mieć. Będę Cię bronił przed imbecylami siorka. - powiedział Piotrek i objął mnie ramieniem.
- Dzięki braciszku ale mam już swojego imbecyla. - odparłam ze śmiechem.
- Masz kogoś? - spytał zdziwiony ojciec.
- Tak, jest z Kubiakiem. W końcu Misiek się ustatkował.- zaśmiał się Piter.
Wieczór spędziliśmy we trójkę poznając się lepiej i śmiejąc. Oby było już tylko lepiej.
Ubrany jak zwykle gdy go widywałam elegancko. Koszula podkreślała niebieski kolor jego oczu, które notabene były identyczne jak moje. Jak na mężczyznę w jego wieku był całkiem w niezłej formie.
- Dzień dobry. Wejdź. - odparłam i otworzyłam szerzej drzwi.
Ojciec kiwnął głową i zdjąwszy uprzednio buty wszedł. Po wcześniejszym zapytaniu czego się napije poszłam do wyspy i zrobiłam mu kawę. Usiedliśmy wygodnie na kanapie w salonie.
- Ładnie się urządziłaś Antosiu. -powiedział ojciec po względnym rozejrzeniu się.
- Dziękuję, zapracowałam na nie. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Tato, o czym chciałeś rozmawiać. - odezwał się Piotrek.
- Tak właściwie to sprawa głównie dotyczy Tosi. Chodzi o to, że kiedy Twoja mama powiedziała mi, że jest w ciąży nie chciałem jej zostawić samej. Jednak wiesz jaka była. Nie chciała ode mnie pieniędzy, a wiedziała, że nie opuszczę żony i małego Piotrka. Ale kiedy Marzena dowiedziała, zagroziła, że odbierze mi syna i zostawi z niczym. Obiecałem sobie, że chociaż spróbuję Wam pomóc. Po rozmowie z Anną uzgodniliśmy, że utworzę dla Ciebie konto oszczędnościowe, do którego miałaś mieć dostęp po ukończeniu 18 roku życia. Co miesiąc przelewałem Ci pieniądze. Anna obiecała mi, że gdy będzie miała jakiekolwiek problemy, powiadomi mnie.. - przy tych słowach w oczach ojca zalśniły łzy.
- Zaraz, chcesz powiedzieć, że gdzieś tam mam konto oszczędnościowe z dodatkowym hajsem? - spytałam nic nie rozumiejąc.
- Chcę powiedzieć, że przez te lata uzbierała się tam bardzo ładna sumka. Jest tylko Twoja i zrobisz z nią co tylko chcesz.
Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Byłam w takim szoku, że patrzyłam tylko na ojca i na Piotrka. Jednak po chwili się otrząsnęłam.
- Jeśli myślisz, że po tych wszystkich latach, gdy zastanawiałam się dlaczego mój tatuś mnie nie kocha i co zrobiłam źle, te pieniądze sprawią że nagle będziemy się zajebiście dogadywać jesteś w błędzie. Nie jestem zabawką. Mnie nie da się kupić. - odparłam coraz to bardziej nabuzowana.
- Antosia, przestań..- próbował Piotrek.
- Nie, ona ma racje. To wszystko jest moją winą. Nie pomogłem Ci. Zostawiłem Cię samą. Żałuję tego najbardziej na świecie. Chciałem być obecny w Twoim życiu. Naprawdę tego chciałem. Zawsze marzyłem o córce. Kiedy zobaczyłem Cię taką malutką w domu rodziców Anny, pokochałem Cię całym sercem. Kocham Ciebie i Piotrka. Jesteście dla mnie wszystkim. I zrobię wszystko by naprawić nasze relacje. - powiedział ojciec ściskając moją dłoń.
Patrzyłam w jego oczy i widziałam w nich szczerość i miłość. Łzy, które teraz spływały mu po policzkach ściskały mi serce.
- Będziesz musiał się postarać. Ale... - westchnęłam czując gulę w gardle.- widzę dla nas szanse.
Kiedy tylko to powiedziałam ojciec chwycił mnie w ramiona i przytulił z całej siły. Przestałam się hamować i rozpłakałam się. Marzyłam o tej chwili, od kiedy tylko pamiętam. Czułam jak się trzęsie.
Spojrzałam na Piotrka, ten lekko się uśmiechnął do mnie i mrugnął oczkiem. Ojciec puścił mnie z objęć i popatrzył na syna.
- Synku, przepraszam, że nic Ci nie powiedziałem o Antosi. Że dowiedziałeś się tak, a nie inaczej. Mam nadzieję że zdołasz mi wybaczyć. Że oboje zdołacie mi wybaczyć.
- Oj tato. Jesteśmy rodziną. A Tośka to moja mała siostrzyczka, którą zawsze chciałem mieć. Będę Cię bronił przed imbecylami siorka. - powiedział Piotrek i objął mnie ramieniem.
- Dzięki braciszku ale mam już swojego imbecyla. - odparłam ze śmiechem.
- Masz kogoś? - spytał zdziwiony ojciec.
- Tak, jest z Kubiakiem. W końcu Misiek się ustatkował.- zaśmiał się Piter.
Wieczór spędziliśmy we trójkę poznając się lepiej i śmiejąc. Oby było już tylko lepiej.
wtorek, 9 sierpnia 2016
Rozdział 21 - spisuje testament i daje nam po milionie?
Następnego dnia rano wstałam z łóżka zastanawiając się, jakim u licha cudem znalazłam się w moim pokoju? Poszłam do łazienki i uprzednio zdejmując z siebie ciuchy władowałam się pod prysznic.
- Do you believe in life after love? I can feel something inside me say I really don't think you're strong enough no. - śpiewałam gdy gorąca woda spływała po moim ciele.
Muzyka wypełniała od zawsze moje serce. Śpiewałam gdy byłam szczęśliwa, gdy byłam smutna. Robiłam to gdy tylko nadarzała się okazja. Wiele ludzi mówiło mi, że mam talent, że powinnam się zająć tym na stałe ale nie uważałam się za wystarczająco silną, by brać udział w tym wyścigu szczurów. Śpiewałam czasem po jakichś knajpkach, na karaoke czy coś ale to było tylko dla zabawy. Lub kiedy przegrywałam zakłady z Kamilem.
Już wczuwałam się w piosenkę gdy usłyszałam jak drzwi od łazienki się otwierają.
- Cher to Ty? - spytał Misiek wchodząc do środka.
- Misiek ja się tu kąpię. Możesz zaczekać aż skończę? - spytałam lekko się denerwując.
- A umyć Ci plecki? - czułam że szczerzy się jak głupi.
- Kubiak cholera.
- Nowakowska pośpiesz się, bo Piter dzwonił z wiadomością, że niedługo będzie.
- Moment. Zrób mi kawę. - odparłam ze spokojem.
- A magiczne słowa to co?
- Proszę?
- Chodziło mi o " Kochanie zrób mi proszę kawkę, a będę Cię wiecznie kochać" ale tym też się zadowolę. - odpowiedział śmiejąc się ze mnie.
Pokręciłam oczami i szybko zmyłam z siebie szampon. Umyłam zęby, wysuszyłam głowę i owinięta ręcznikiem ruszyłam do sypialni.
- Skarbie, w ręczniku widuję Cię częściej niż w ubraniu.- zaśmiał się Kubiak na mój widok.
- Coś Ci się nie podoba? - spytałam podnosząc do góry brew.
- Jak dla mnie możesz chodzić nawet nago.
Wzruszyłam ramionami ze śmiechem. Zjedliśmy śniadanie, wypiliśmy kawę i Michał musiał już jechać. Ciężko mi było się z nim rozstać. Tuliłam się do niego jakby do następnego spotkania dzieliły nas lata świetlne, a nie przyszły weekend. Oczy napełniły mi się łzami.
- Kocham Cię aniołku. - powiedział patrząc mi w oczy i trącając nosem mój nos.
Kiwnęłam głową z uśmiechem.
- Jedź powoli i daj znać jak już będziesz w domu. - powiedziałam i pocałowałam go delikatnie.
- Narazie maleńka. - powiedział mrugając do mnie oczkiem.
Gdy upewniłam się że odjechał weszłam do mieszkania. Posprzątałam trochę mieszkanie i wzięłam się za obiad. Jako że nie miałam pomysłów, postawiłam na spaghetti w sosie słodko-kwaśnym.
Już kończyłam sos, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi. Okazało sie że to mój braciszek.
- Siemaneczko siostra. - powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Cześć braciszku. Zapraszam.
- Co tak pachnie?
- Obiad zrobiłam. Akurat się załapiesz. Chcesz coś do picia?
- Kawę proszę.
Mrugnęłam do niego okiem i skierowałam się do wyspy. Nastawiłam ekspres i czekałam.
- To o czym chce rozmawiać ojczulek? - spytałam opierając się o blat.
- Nie wiem ale to podobno ważne.
- Spisuje testament i daje nam po milionie? - spytałam z ironią.
Piotrek spojrzał na mnie spod byka.
- Nie bądź sarkastyczna.
- To jaka mam być? Ja rozumiem Piotrek, że on jest dla Ciebie wzorem. To norma, w końcu to Twój ojciec. Chronił Cię i zawsze był przy Tobie ale ja nie miałam takiego szczęścia. Jestem tym niechcianym dzieckiem. Tym ukrywanym. Przypomniał sobie o mnie dopiero po śmierci mamy. Potrzebował dwudziestu trzech lat by uporać się z tym że ma nieślubne dziecko. Więc proszę nie mów mi jak mam się zachowywać w stosunku do niego. - odparłam zaciskając zęby.
Nie chciałam się z nim kłócić ale nie lubiłam jak ktoś wypowiadał się w kwestiach w których nie miał bladego pojęcia.
- Rozumiem że możesz go nienawidzić za to wszystko ale to jest mój ojciec. Chociaż ze względu na mnie okaż mu minimum szacunku. - poprosił Piotrek patrząc na mnie ze smutkiem.
- Piotrek.. Ja go nie nienawidzę. Ja go nie znam. To jest dla mnie kompletnie obcy mężczyzna, który oczekuje ode mnie Bóg wie czego.
Piotrek nic nie mówiąc podszedł i mnie przytulił.
- Nie mam nikogo prócz Ciebie. Nie mam żadnej rodziny.
- Masz mnie i Olę, która nawiasem mówiąc za Tobą przepada.
Uśmiechnęłam się ciepło i odparłam:
- Oboje jesteście dla mnie bardzo ważni.
Posiedzieliśmy jeszcze, nakarmiłam Piotrka, który był zachwycony moimi umiejętnościami kulinarnymi.
- Zamieszkaj z nami. Będziesz nam gotować. - rozpływał się.
Zaśmiałam się z jego propozycji. Wydurnialiśmy sie jeszcze chwilę gdy rozdzwonił się dzwonek do drzwi.
- Dzień dobry..- usłyszałam.
wtorek, 2 sierpnia 2016
Rozdział 20. To mój naturalny zapach.
Wieczorem poszliśmy na spacer i do kina. Wybraliśmy jakąś komedie romantyczną. Film okazał się denny ale dzięki komentarzom Kubiego płakałam ze śmiechu.
Wychodząc z sali Misiek powiedział:
- Dlaczego w każdym filmie jest tak, że poznają się, jest fajnie, później coś się pieprzy ale na koniec i tak są razem z trójką dzieci.
- Też o tym pomyślałam. - odparłam ze śmiechem.
Chwycił mnie za dłoń i razem przemierzaliśmy łódzkie ulice.
- Kochanie, nie żeby coś ale kiedy Ty wracasz do Jastrzębia? W końcu musisz grać. - spytałam smucąc się.
- Jutro rano muszę wracać. Miałem kilka dni przerwy by moja kostka odpoczęła ale teraz muszę wracać. - odparł tuląc mnie mocno do siebie.
Kiwnęłam i wdychałam jego zapach. Szliśmy spokojnie przez miasto. Uwielbiałam je w nocy. Miało swój urok. Coś niepowtarzalnego.
W pewnym momencie rozdzwonił się mój telefon.
- Hej Piotrek.- powiedziałam odbierając.
- Tosia, co tam? - zapytał.
- W porządku, spacerujemy z Miśkiem. A Ty jak? Jak się czujesz?
Michał usłyszawszy swoje imie zaczął mocno mnie do siebie przytulać i całować po szyi. W tym momencie kochałam go jak głupia.
- W porządku, jutro wychodzę ze szpitala. Dzwonił tata. Chciał byśmy się spotkali.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł.. - odparłam zagryzając wargę.
Michał kompletnie przeszkadzał mi w skupieniu myśli. Jego wargi błądziły po mojej szyi wyznaczając tor. Czułam jak podnosi mi się temperatura ciała.
- Michał, rozmawiam z bratem. Poczekaj moment.- powiedziałam zakrywając telefon i cmokając go w nos.
- Co na to Marzena? - zwróciłam się z powrotem do Pita.
- Tym się nie martw. Podobno chce o czymś z nami porozmawiać.
- W porządku. Kiedy?
- Jutro, powiedział że przyjedzie do Ciebie. Więc ja też się tam pojawię. - powiedział.
Czułam, że się uśmiecha. To niesamowite, że tak się do niego przywiązałam po tych paru miesiącach. Zastanawiałam się co bym zrobiła bez niego.
- Jasne, do zobaczenia braciszku. - odpowiedziałam uśmiechając się.
- Do jutra siostrzyczko.
Zakończyłam rozmowę z bratem i wrzuciłam telefon do kieszeni.
- Strasznie podobają mi się Twoje perfumy. - powiedział Michał tuląc się do moich pleców i wdychając mój zapach.
- To mój naturalny zapach. - odpowiadam szczerząc się.
Wróciliśmy tanecznym krokiem do mieszkania. Kiedy tylko weszliśmy, Michał doskoczył do mnie, przyparł do ściany i zaczął całować. Rękami błądził po moim ciele. Jakby chciał zapamiętać każdy element mnie. Kiedy chciał ściągnąć moją koszulkę włączyła mi się czerwona lampka w głowie. Odepchnęłam go od siebie. Michał spojrzał na mnie nic nie rozumiejąc z ledwością łapiąc oddech.
- Co się dzieje maleńka? - spytał podchodząc do mnie.
- Nie jestem jeszcze gotowa. - odpowiedziałam.
- W porządku, nie naciskam. - powiedział całując mnie delikatnie.
Resztę wieczoru spędziliśmy na oglądaniu filmów i objadaniu się pizzą. Przy drugim filmie zasnęłam z głową na kolanach Misia.
Wychodząc z sali Misiek powiedział:
- Dlaczego w każdym filmie jest tak, że poznają się, jest fajnie, później coś się pieprzy ale na koniec i tak są razem z trójką dzieci.
- Też o tym pomyślałam. - odparłam ze śmiechem.
Chwycił mnie za dłoń i razem przemierzaliśmy łódzkie ulice.
- Kochanie, nie żeby coś ale kiedy Ty wracasz do Jastrzębia? W końcu musisz grać. - spytałam smucąc się.
- Jutro rano muszę wracać. Miałem kilka dni przerwy by moja kostka odpoczęła ale teraz muszę wracać. - odparł tuląc mnie mocno do siebie.
Kiwnęłam i wdychałam jego zapach. Szliśmy spokojnie przez miasto. Uwielbiałam je w nocy. Miało swój urok. Coś niepowtarzalnego.
W pewnym momencie rozdzwonił się mój telefon.
- Hej Piotrek.- powiedziałam odbierając.
- Tosia, co tam? - zapytał.
- W porządku, spacerujemy z Miśkiem. A Ty jak? Jak się czujesz?
Michał usłyszawszy swoje imie zaczął mocno mnie do siebie przytulać i całować po szyi. W tym momencie kochałam go jak głupia.
- W porządku, jutro wychodzę ze szpitala. Dzwonił tata. Chciał byśmy się spotkali.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł.. - odparłam zagryzając wargę.
Michał kompletnie przeszkadzał mi w skupieniu myśli. Jego wargi błądziły po mojej szyi wyznaczając tor. Czułam jak podnosi mi się temperatura ciała.
- Michał, rozmawiam z bratem. Poczekaj moment.- powiedziałam zakrywając telefon i cmokając go w nos.
- Co na to Marzena? - zwróciłam się z powrotem do Pita.
- Tym się nie martw. Podobno chce o czymś z nami porozmawiać.
- W porządku. Kiedy?
- Jutro, powiedział że przyjedzie do Ciebie. Więc ja też się tam pojawię. - powiedział.
Czułam, że się uśmiecha. To niesamowite, że tak się do niego przywiązałam po tych paru miesiącach. Zastanawiałam się co bym zrobiła bez niego.
- Jasne, do zobaczenia braciszku. - odpowiedziałam uśmiechając się.
- Do jutra siostrzyczko.
Zakończyłam rozmowę z bratem i wrzuciłam telefon do kieszeni.
- Strasznie podobają mi się Twoje perfumy. - powiedział Michał tuląc się do moich pleców i wdychając mój zapach.
- To mój naturalny zapach. - odpowiadam szczerząc się.
Wróciliśmy tanecznym krokiem do mieszkania. Kiedy tylko weszliśmy, Michał doskoczył do mnie, przyparł do ściany i zaczął całować. Rękami błądził po moim ciele. Jakby chciał zapamiętać każdy element mnie. Kiedy chciał ściągnąć moją koszulkę włączyła mi się czerwona lampka w głowie. Odepchnęłam go od siebie. Michał spojrzał na mnie nic nie rozumiejąc z ledwością łapiąc oddech.
- Co się dzieje maleńka? - spytał podchodząc do mnie.
- Nie jestem jeszcze gotowa. - odpowiedziałam.
- W porządku, nie naciskam. - powiedział całując mnie delikatnie.
Resztę wieczoru spędziliśmy na oglądaniu filmów i objadaniu się pizzą. Przy drugim filmie zasnęłam z głową na kolanach Misia.
Z perspektywy Michała.
Antosia zasnęła przy oglądaniu jakiegoś dziwnego thrillera. Bawiłem się kosmykami jej włosów kiedy przestała zwracać uwagi na akcję filmu . Była taka słodka. Uważając by się nie obudziła wziąłem ją na ręce i najdelikatniej jak mogłem zaniosłem ją do sypialni. Przykryłem ją kołdrą i delikatnie pocałowałem ją w czoło. Kiedy uśmiechnęła się przez sen czułem jak mi serce zrobiło salto. Byłem w niej zakochany jak nastolatek. Mimo iż nie znaliśmy się tak dobrze, nie znałem jej natręctw wiedziałem że ją kocham. Poszedłem wziąć prysznic. Nie chciałem jej zostawiać samej.
Martwiłem się też o to co może wyniknąć z tej jej rozmowy z ojczulkiem. Wiedziałem, że Piotrek nie da jej zrobić krzywdy. Widać, że ją kocha. Cieszyłem się, że ma kogoś tak dobrego przy sobie. Piter z Olą to najlepsi ludzie jakich znam.
Spojrzałem w lustro i pomyślałem że dzięki tej dziewczynie wszystko się zmieniło.
Położyłem się do łóżka i z uśmiechem na ustach zasnąłem.
Teraz może być już tylko lepiej.
piątek, 22 lipca 2016
Rozdział 19 - Pozwól mi Cię kochać.
Zastanawiałam się co mu powiedzieć. Chcę dać mu szanse. Nam szansę. Ale boję się, że może się coś spieprzyć. Wstałam rano z myślą "Żyje się raz". Misiek jeszcze spał w pokoju gościnnym. Poszłam wziąć szybki prysznic i zrobiłam sobie kawę. Z kubkiem w ręku stanęłam w progu pokoju i patrzyłam jak spokojnie śpi. Chciałam położyć się obok niego i słuchać bicia jego serca. Przekręcając się na drugi bok zauważyłam, że śpi bez koszulki. Chciałam przelecieć palcami po każdym kawałku jego sześciopaka, całować każdy element tej cudownej układanki. Uczyć się go raz za razem. Ale wiedziałam, że nie mogę sobie na to pozwolić, więc tylko patrzyłam. Upiłam łyk napoju i poprawiłam pozycję przez co podłoga zaskrzypiała. Przerażona spojrzałam na niego i modliłam się by nie przyłapał mnie na wlepianiu wzroku w jego ciałko. Niestety, moje modlitwy się nie spełniły. Po chwili Pan Kubiak obudził się i tym swoim maślanym wzrokiem patrzył w moim kierunku.
- Dzień dobry piękna!- powiedział szczerząc się do mnie.
- Dzień dobry brzydki - powiedziałam wystawiając do niego język.
- Zrobiłaś mi śniadanie wredoto? Czy napalałaś się na mnie?
- Chciałbyś. Czekałam aż wstaniesz i skoczysz po coś do sklepu. - odparłam szczerząc się.
Pokręcił oczami i opadł na łóżko. Ja w tym momencie poszłam do kuchni i zrobiłam mu kawę.
Otworzyłam lodówkę i odkryłam że mogę go poczęstować jajecznicą z pomidorem i szczypiorkiem. Powiadomiłam go o tym, na co on odpowiedział hurraoptymizmem.
- Super, może być. - odpowiedział z lekkim uśmiechem.
- To fajnie, tylko musisz kupić jajka, pomidory i szczypiorek. - odparłam śmiejąc się.
Oj głodny Kubiak to zły Kubiak. Usłyszałam jak mruczy zły ubierając się.
- Tak, tak też Cię lubię.- odpowiedziałam.
Misiek usłyszawszy to przyszedł do mnie, położył mi dłonie na biodrach i spojrzał głęboko w oczy.
- No to mamy problem, bo ja Cię kocham. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
Zrobiło mi się tak przyjemnie ciepło w środku. Zagryzłam wargę i musnęłam jego wargi swoimi.
- Mmm.. najchętniej zostałbym tu z Tobą ale kiszki mi marsza grają. Wrócę niedługo mała. - poszedł do drzwi i wyszedł z tym swoim cudownym uśmiechem.
Oparłam się o blat i dotknęłam policzków. Czułam jak cała twarz mi płonie. Powiedział, że mnie kocha. Wiem, że już wcześniej mi to mówił ale teraz widziałam to w jego oczach. Ta miłość po prostu aż mnie poraziła. Chciałam wyznać mu to samo ale jeszcze nie byłam na to gotowa. Bałam się mu zaufać, mimo że wiedziałam że on mnie kocha i byłam pewna że ja też coś czuję do niego.
Po jakimś czasie do mieszkania wrócił Misiek z torbą pełną zakupów. Zjedliśmy spokojnie śniadanie i usiedliśmy na kanapie by w końcu spokojnie porozmawiać.
- To może ja zacznę. - powiedziałam na co Michał kiwnął głową zgadzając się.- Wiem, że mnie kochasz ale nie czuję się gotowa by wyznać Ci to samo . Wiem, że Ci na mnie zależy ale boje się zaczynać coś między nami. Nie rozumiem dlaczego akurat ja? Przecież mógłbyś mieć każdą. Jesteś wspaniałym mężczyzną, masz świetne poczucie humoru i do tego te piękne oczy. Kiedy patrzyłam jak bawiłeś się z małymi Ignaczakami na boisku aż serce rosło. A ja? Jestem zwykłą, szarą postacią.
- Nie jesteś zwykła. Dla mnie jesteś idealna. Po prostu...Dziewczyno, pozwól mi Cię kochać i będę Cię kochać, nim sama pokochasz siebie. Pozwól mi Cię kochać i wszystkie Twoje kłopoty. Nie bój się, dziewczyno, pozwól mi pomóc. - powiedział patrząc mi głęboko w oczy.
Patrzyłam w jego oczy i czułam jak łzy spływają mi po policzkach. Nigdy nie słyszałam piękniejszego wyznania.
Nie myśląc więcej wpiłam się w jego usta. Całowałam go tak jakby jutra miało nie być. Jakbyśmy nie mieli nic prócz siebie nawzajem. Jego język powoli pieścił mój. Boże, jak on wspaniale całuje.
- Wiem, że nie jesteś gotowa by wyznać mi miłość. Rozumiem i poczekam. - odpowiedział kiedy oderwaliśmy się od siebie i przyłożył swoje czoło do mojego.
- Dziękuję. - odpowiedziałam i przytuliłam go.
- To co? Czy chciałabyś być ze mną? - zapytał.
Zaśmiałam się lekko i w odpowiedzi pocałowałam go czule.
- Od dziś jesteś mój. - powiedziałam patrząc mu w oczy.
Michał w odpowiedzi pocałował mnie lekko w nos i powiedział :
- A Ty moja aniołku.
- Dzień dobry piękna!- powiedział szczerząc się do mnie.
- Dzień dobry brzydki - powiedziałam wystawiając do niego język.
- Zrobiłaś mi śniadanie wredoto? Czy napalałaś się na mnie?
- Chciałbyś. Czekałam aż wstaniesz i skoczysz po coś do sklepu. - odparłam szczerząc się.
Pokręcił oczami i opadł na łóżko. Ja w tym momencie poszłam do kuchni i zrobiłam mu kawę.
Otworzyłam lodówkę i odkryłam że mogę go poczęstować jajecznicą z pomidorem i szczypiorkiem. Powiadomiłam go o tym, na co on odpowiedział hurraoptymizmem.
- Super, może być. - odpowiedział z lekkim uśmiechem.
- To fajnie, tylko musisz kupić jajka, pomidory i szczypiorek. - odparłam śmiejąc się.
Oj głodny Kubiak to zły Kubiak. Usłyszałam jak mruczy zły ubierając się.
- Tak, tak też Cię lubię.- odpowiedziałam.
Misiek usłyszawszy to przyszedł do mnie, położył mi dłonie na biodrach i spojrzał głęboko w oczy.
- No to mamy problem, bo ja Cię kocham. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
Zrobiło mi się tak przyjemnie ciepło w środku. Zagryzłam wargę i musnęłam jego wargi swoimi.
- Mmm.. najchętniej zostałbym tu z Tobą ale kiszki mi marsza grają. Wrócę niedługo mała. - poszedł do drzwi i wyszedł z tym swoim cudownym uśmiechem.
Oparłam się o blat i dotknęłam policzków. Czułam jak cała twarz mi płonie. Powiedział, że mnie kocha. Wiem, że już wcześniej mi to mówił ale teraz widziałam to w jego oczach. Ta miłość po prostu aż mnie poraziła. Chciałam wyznać mu to samo ale jeszcze nie byłam na to gotowa. Bałam się mu zaufać, mimo że wiedziałam że on mnie kocha i byłam pewna że ja też coś czuję do niego.
Po jakimś czasie do mieszkania wrócił Misiek z torbą pełną zakupów. Zjedliśmy spokojnie śniadanie i usiedliśmy na kanapie by w końcu spokojnie porozmawiać.
- To może ja zacznę. - powiedziałam na co Michał kiwnął głową zgadzając się.- Wiem, że mnie kochasz ale nie czuję się gotowa by wyznać Ci to samo . Wiem, że Ci na mnie zależy ale boje się zaczynać coś między nami. Nie rozumiem dlaczego akurat ja? Przecież mógłbyś mieć każdą. Jesteś wspaniałym mężczyzną, masz świetne poczucie humoru i do tego te piękne oczy. Kiedy patrzyłam jak bawiłeś się z małymi Ignaczakami na boisku aż serce rosło. A ja? Jestem zwykłą, szarą postacią.
- Nie jesteś zwykła. Dla mnie jesteś idealna. Po prostu...Dziewczyno, pozwól mi Cię kochać i będę Cię kochać, nim sama pokochasz siebie. Pozwól mi Cię kochać i wszystkie Twoje kłopoty. Nie bój się, dziewczyno, pozwól mi pomóc. - powiedział patrząc mi głęboko w oczy.
Patrzyłam w jego oczy i czułam jak łzy spływają mi po policzkach. Nigdy nie słyszałam piękniejszego wyznania.
Nie myśląc więcej wpiłam się w jego usta. Całowałam go tak jakby jutra miało nie być. Jakbyśmy nie mieli nic prócz siebie nawzajem. Jego język powoli pieścił mój. Boże, jak on wspaniale całuje.
- Wiem, że nie jesteś gotowa by wyznać mi miłość. Rozumiem i poczekam. - odpowiedział kiedy oderwaliśmy się od siebie i przyłożył swoje czoło do mojego.
- Dziękuję. - odpowiedziałam i przytuliłam go.
- To co? Czy chciałabyś być ze mną? - zapytał.
Zaśmiałam się lekko i w odpowiedzi pocałowałam go czule.
- Od dziś jesteś mój. - powiedziałam patrząc mu w oczy.
Michał w odpowiedzi pocałował mnie lekko w nos i powiedział :
- A Ty moja aniołku.
poniedziałek, 11 lipca 2016
Rozdział 18. - Przestań patrzeć na nią jak na mięso!
Weszliśmy na sale Pita z szerokimi uśmiechami na twarzy. Braciszek leżał na łóżku i oglądał telewizję. Szaleństwo, skoro był tam telewizor to musiała być to jakaś sala VIP. Rzuciłam się na jego łóżko i położyłam obok.
- Co oglądasz połamańcu? - spytałam całując go w policzek.
- Telewizję, nie widać? - powiedział lekko się uśmiechając.
- Wow. Jakie Ty tu masz luksusy. Przyznaj, dałeś im w łapę-powiedziałam śmiejąc się.
- Tak, kiedy byłem w śpiączce zrobiłem im przelew. - odparł ironicznie Piotrek.
Na samo wspomnienie minionych wydarzeń lekko zrzedła mi mina. Przytuliłam go mocno i powiedziałam ze łzami w oczach:
- Tęskniłam gamoniu.
- Wiem ale nie płacz już. Żyję i nigdzie się nie wybieram.
Michał patrzył na nas z uśmiechem. Mrugnęłam do niego, a ten posłał mi buziaka. Czułam się jak nastolatka. Spędziliśmy miły dzień. Widziałam, że Piotrek czuł się coraz lepiej. Cieszyłam się z tego powodu. W tym momencie był dla mnie najważniejszy.
Wyczuwałam palące spojrzenie Michała. Patrzył na mnie jak szpak na czereśnie. Zaczęłam się zastanawiać czy nie pomylił zakochania z pragnieniem seksu. No przecież, jakby rozbierał mnie wzrokiem.
- Kubiak, przestań patrzeć na nią jak na mięso! To moja siostra, do cholery. - powiedział Piotrek powoli się denerwując.
- Przepraszam. - odparł pesząc się.
Przewróciłam oczami i wstałam z łóżka. Powiedziałam chłopakom że idę po kawę i że mają być grzeczni. Zaczęłam się zastanawiać, z kim ja do jasnej anielki żyję? I co mam zrobić z Kubiakiem? Jeśli myślał, że jestem łatwa to się grubo mylił. Czy my.. byliśmy już parą? Mieliśmy spróbować, a ja już mam wątpliwości. Bez sensu. Stanęłam przy automacie i kliknęłam na napój. Czekałam, aż kubek się napełni.
- Co oglądasz połamańcu? - spytałam całując go w policzek.
- Telewizję, nie widać? - powiedział lekko się uśmiechając.
- Wow. Jakie Ty tu masz luksusy. Przyznaj, dałeś im w łapę-powiedziałam śmiejąc się.
- Tak, kiedy byłem w śpiączce zrobiłem im przelew. - odparł ironicznie Piotrek.
Na samo wspomnienie minionych wydarzeń lekko zrzedła mi mina. Przytuliłam go mocno i powiedziałam ze łzami w oczach:
- Tęskniłam gamoniu.
- Wiem ale nie płacz już. Żyję i nigdzie się nie wybieram.
Michał patrzył na nas z uśmiechem. Mrugnęłam do niego, a ten posłał mi buziaka. Czułam się jak nastolatka. Spędziliśmy miły dzień. Widziałam, że Piotrek czuł się coraz lepiej. Cieszyłam się z tego powodu. W tym momencie był dla mnie najważniejszy.
Wyczuwałam palące spojrzenie Michała. Patrzył na mnie jak szpak na czereśnie. Zaczęłam się zastanawiać czy nie pomylił zakochania z pragnieniem seksu. No przecież, jakby rozbierał mnie wzrokiem.
- Kubiak, przestań patrzeć na nią jak na mięso! To moja siostra, do cholery. - powiedział Piotrek powoli się denerwując.
- Przepraszam. - odparł pesząc się.
Przewróciłam oczami i wstałam z łóżka. Powiedziałam chłopakom że idę po kawę i że mają być grzeczni. Zaczęłam się zastanawiać, z kim ja do jasnej anielki żyję? I co mam zrobić z Kubiakiem? Jeśli myślał, że jestem łatwa to się grubo mylił. Czy my.. byliśmy już parą? Mieliśmy spróbować, a ja już mam wątpliwości. Bez sensu. Stanęłam przy automacie i kliknęłam na napój. Czekałam, aż kubek się napełni.
W tym samym czasie. Sala Nowakowskiego.
Z perspektywy Michała.
Nie podoba mi się to, jak spojrzała na mnie Tosia. Jakby nie była pewna tego wszystkiego. Wiedziałem, że ją kocham. Byłem tego pewny. Bałem się, że znów ją stracę. Siedziałem obok łóżka Nowakowskiego patrząc bezmyślnie w telewizor.
- A Ty co? Udajesz, że Cię tu nie ma? - drwił Piter.
Wysiliłem się na uśmiech pod tytułem "Spierdalaj".
- Widzę, że coraz lepiej Wam się układa. Wiedz jednak, że Tosia stała się moim oczkiem w głowie. Jak tylko się dowiem, że uroniła przez Ciebie chociaż jedną łzę, nie będę patrzył na to czy jesteśmy kumplami tylko Ci wpierdole. Rozumiesz? - powiedział patrząc na mnie poważnie.
- Piotrek, znasz mnie. Wiesz, że mi na niej zależy. Powiedziałem jej, że ją kocham. Nie mam zamiaru jej stracić. Nikogo tak nie kochałem. Nawet Moniki, a wiesz że chciałem się z nią ożenić. - powiedziałem załamując ręce.
Kiwnął głową i wrócił do oglądania pierdół. A ja siedziałem i patrzyłem jak Tosia wraca do sali. Była piękniejsza niż wszystkie inne. Była inteligentniejsza niż nie jedna znana mi kobieta. Serce miała tak ogromne, że mogłaby pomieścić w nim cały świat. Kiedy patrzyłem na nią jak bawiła się z dziećmi Ignaczaka, byłem jeszcze pewniejszy tego iż chcę by była matką moich dzieci.
Wiem, że może się to wydawać dziwne, bo stosunkowo krótko się znamy ale to było jak grom z jasnego nieba.
Tosia podała mi kawę i walnęła się z powrotem na łóżko Piotrka. Oglądali razem jakiś serial o nazwie "Jak poznałem Waszą matkę?" . Co chwila wybuchali śmiechem słuchając niektórych kwestii aktorów. Cieszyło mnie to jak dobrze tych dwoje się dogaduje. Dobrze, że Piter nie odrzucił jej po dowiedzeniu się całej prawdy od jego matki. Z drugiej strony jak można ją w ogóle odrzucić? Jest doskonała. To prawda, ma cięty język ale to tylko dodawało jej seksapilu.
-... prawda, Michał? - spytał szczerząc się do mnie Nowakowski.
- Co? - spytałem jakby budząc się ze snu.
- Jajco. Pytałem czy nie uważasz, że Barney jest podobny do Kurasia? - powtórzył szczerząc się.
Przekrzywiłem głowę i przez chwilę obejrzałem kawałek serialu.
- No może trochę. Ale Kuraś nie wymyśla takich sposobów na podryw. - odparłem.
- Tak, faktycznie. " Cześć, jestem Kurek. Bartek Kurek, chcesz spróbować mojego monte?" - parodiował Piotrek, a ja z Tosią płakaliśmy ze śmiechu.
-Naprawdę? I to działa? - zapytała Antosia ocierając łzy.
- Chciałbym powiedzieć, że nie. - powiedziałem kręcąc ze śmiechem głową.
- Ło Matko z Ojcem. - powiedziała i przybiła facepalma.
Posiedzieliśmy jeszcze jakiś czas i Piotrek wyrzucił nas do domu. Chciałem iść przekimać się w hotelu ale pani Nowakowska nie chciała nawet o tym słyszeć, twierdząc, że jej mieszkanie jest wystarczająco duże by pomieścić naszą trójkę. No tak, przecież jest jeszcze Ola.
- Myślę że powinniśmy porozmawiać Tosiu. - powiedziałem łapiąc ją za dłoń.
- Jest już późno. Porozmawiamy jutro. Chcę spokojnie pomyśleć. - odpowiedziała.
Chce pomyśleć.. Czyli jest źle. Wiedziałem, że nie będzie łatwo ale nie zdawałem sobie sprawy, że aż tak.
- A Ty co? Udajesz, że Cię tu nie ma? - drwił Piter.
Wysiliłem się na uśmiech pod tytułem "Spierdalaj".
- Widzę, że coraz lepiej Wam się układa. Wiedz jednak, że Tosia stała się moim oczkiem w głowie. Jak tylko się dowiem, że uroniła przez Ciebie chociaż jedną łzę, nie będę patrzył na to czy jesteśmy kumplami tylko Ci wpierdole. Rozumiesz? - powiedział patrząc na mnie poważnie.
- Piotrek, znasz mnie. Wiesz, że mi na niej zależy. Powiedziałem jej, że ją kocham. Nie mam zamiaru jej stracić. Nikogo tak nie kochałem. Nawet Moniki, a wiesz że chciałem się z nią ożenić. - powiedziałem załamując ręce.
Kiwnął głową i wrócił do oglądania pierdół. A ja siedziałem i patrzyłem jak Tosia wraca do sali. Była piękniejsza niż wszystkie inne. Była inteligentniejsza niż nie jedna znana mi kobieta. Serce miała tak ogromne, że mogłaby pomieścić w nim cały świat. Kiedy patrzyłem na nią jak bawiła się z dziećmi Ignaczaka, byłem jeszcze pewniejszy tego iż chcę by była matką moich dzieci.
Wiem, że może się to wydawać dziwne, bo stosunkowo krótko się znamy ale to było jak grom z jasnego nieba.
Tosia podała mi kawę i walnęła się z powrotem na łóżko Piotrka. Oglądali razem jakiś serial o nazwie "Jak poznałem Waszą matkę?" . Co chwila wybuchali śmiechem słuchając niektórych kwestii aktorów. Cieszyło mnie to jak dobrze tych dwoje się dogaduje. Dobrze, że Piter nie odrzucił jej po dowiedzeniu się całej prawdy od jego matki. Z drugiej strony jak można ją w ogóle odrzucić? Jest doskonała. To prawda, ma cięty język ale to tylko dodawało jej seksapilu.
-... prawda, Michał? - spytał szczerząc się do mnie Nowakowski.
- Co? - spytałem jakby budząc się ze snu.
- Jajco. Pytałem czy nie uważasz, że Barney jest podobny do Kurasia? - powtórzył szczerząc się.
Przekrzywiłem głowę i przez chwilę obejrzałem kawałek serialu.
- No może trochę. Ale Kuraś nie wymyśla takich sposobów na podryw. - odparłem.
- Tak, faktycznie. " Cześć, jestem Kurek. Bartek Kurek, chcesz spróbować mojego monte?" - parodiował Piotrek, a ja z Tosią płakaliśmy ze śmiechu.
-Naprawdę? I to działa? - zapytała Antosia ocierając łzy.
- Chciałbym powiedzieć, że nie. - powiedziałem kręcąc ze śmiechem głową.
- Ło Matko z Ojcem. - powiedziała i przybiła facepalma.
Posiedzieliśmy jeszcze jakiś czas i Piotrek wyrzucił nas do domu. Chciałem iść przekimać się w hotelu ale pani Nowakowska nie chciała nawet o tym słyszeć, twierdząc, że jej mieszkanie jest wystarczająco duże by pomieścić naszą trójkę. No tak, przecież jest jeszcze Ola.
- Myślę że powinniśmy porozmawiać Tosiu. - powiedziałem łapiąc ją za dłoń.
- Jest już późno. Porozmawiamy jutro. Chcę spokojnie pomyśleć. - odpowiedziała.
Chce pomyśleć.. Czyli jest źle. Wiedziałem, że nie będzie łatwo ale nie zdawałem sobie sprawy, że aż tak.
piątek, 24 czerwca 2016
Rozdział 17 - Tadam bitches!
Spojrzałam na Piotrka i na jego rodziców. Wiedziałam, że Marzenie niewiele brakuje by nie wybuchnąć. Jednak zrobiła coś czego się nie spodziewałam. Westchnęła i zaczęła płakać.
- A jak mam się do niej zwracać? Moja własna siostra uwiodła mi męża! - wykrzyknęła załzawiona.
- Zaraz.. Co? - spytałam krztusząc się wodą którą piłam.
- Anna była moją siostrą. Myślisz, że dlaczego nigdy nie widziałaś dziadków? Rodzice wyrzekli się jej po tym co zrobiła. - popatrzyła z nienawiścią w moją stronę.
Spojrzałam na tatę. Stał patrząc na podłogę. Widziałam, że pojedyncza łza spływa mu po policzku.
Chciałam wyjść z sali. Chciałam uciec, znaleźć się na cmentarzu przy mamie. Tak cholernie pragnęłam z nią porozmawiać. W ostatniej chwili Piotrek złapał mnie za dłoń.
- Przecież to nie jest jej wina. Nie odpokutowała już wystarczająco?- powiedział Piotrek.
- Chyba jesteś dla niej za bardzo wyrozumiały. Przez jej matkę..
- Tak ale nie przez nią.- przerwał matce Piotrek mocniej ściskając moją dłoń.
Nie chciałam by Piotrek kłócił się przeze mnie z rodzicielką. Schyliłam się i ucałowałam go w policzek.
- Dziękuję ale nie chcę byś kłócił się z nimi z mojej winy. Pójdę już. Nie czuję się tu mile widziana. - powiedziałam i wyszłam.
Michał z Olą próbowali mnie zatrzymać ale nie chciałam z nikim rozmawiać. Chciałam być sama.
Wsiadłam za kierownicę i pojechałam pod dobrze znany mi adres. Byłam roztrzęsiona. Przestałam panować nad łzami. W radio akurat leciała piosenka Dżemu " W życiu piękne są tylko chwile".
Tą piosenkę zawsze śpiewała mi mama kiedy było mi smutno. Wtedy nie rozumiałam tego tekstu, wydawał mi się błahy. Jednak dopiero teraz rozumiem. Jako dziecko myślałam, że muszę być grzeczna i miła dla wszystkich wtedy nie będę się smucić ale życie szybko to zweryfikowało. Za dobre rzeczy dostajemy podwójnie w dupę. Piotrek był jedną z niewielu osób które sprawiały, że moje życie naprawdę miało sens.
Podjechałam na cmentarz, zaparkowałam samochód i uprzednio kupując znicz poszłam na grób mamy. Mijałam kompletnie nieznanych mi ludzi, którzy spieszyli do swoich bliskich. Zapewne obawiając się tych ciemnych chmur które nadciągały na niebie. Stanęłam przy grobie mamy, pomodliłam się i stałam w ciszy patrząc na nagrobek. Zapaliłam znicz i kucnęłam zbierając myśli.
- Mamo, jak mogłaś mnie tak oszukać. Mówiłaś, że dziadkowie nie żyją. Że byłaś jedynaczką. Mówiłaś, że to przeze mnie tata odszedł. Jak mogłaś?! - krzyknęłam w stronę nagrobka.
Odpowiedziała mi cisza. Nie wiem czego się spodziewałam. Magicznej rozmowy z nieżyjącą matką niczym w Harrym Potterze?
- Gdybyś mi to wyjaśniła przecież bym Cię zrozumiała! Miałyśmy tylko siebie. Ty i ja przeciwko całemu światu.- szepnęłam opierając głowę o kolana.
- Mamo, nie wiem co robić. Nie umiem sobie z niczym poradzić. Jestem kompletnie bezradna.- płakałam.
Poczułam jak ktoś dotyka mojego ramienia. Był to Michał.
- Jak mnie tu znalazłeś? - spytałam ścierając łzy.
- Serce podpowiedziało mi że tu będziesz. - powiedział i po prostu mnie przytulił.
Poczułam się trochę lepiej, jednak po chwili odepchnęłam go.
- Jeśli myślisz, iż to w jakim jestem teraz stanie psychicznym cokolwiek zmienia, to grubo się mylisz.
- Dziewczyno, chyba masz teraz poważniejsze problemy na głowie. O nas porozmawiamy jak się sytuacja uspokoi. Przyszedłem Cię wesprzeć, jak przyjaciel. Sama mówiłaś, że kiedy mnie potrzebowałaś to byłem nie obecny. Teraz jestem. - powiedział i pomachał rękami jakby mówił "Tadam bitches!"
- Teraz jesteś, później Cię nie będzie. Jesteś jak chorągiewka. Stokrotne dziękuje za to iż wielkim Michał Kubiak znalazł czas dla zwykłego plebsu. Czapki z głów. - wykrzyczałam.
Ludzie patrzyli na nas ze zgorszonymi minami. Wściekła ruszyłam do samochodu. Zaczęłam szperać po torebce.
- Gdzie są te cholerne klucze?!- mruczałam pod nosem wkurzona do granic możliwości.
- Tośka poczekaj do jasnej cholery. - usłyszałam za sobą Michała.
- Daruj sobie. Nie potrzebuje audiencji. - powiedziałam.
- Miałem z Tobą teraz o tym nie rozmawiać ale chyba nie da się z Tobą inaczej. Tośka no kurwa kocham Cię!- wykrzyczał Michał, opuszczając ramiona.
Z wrażenia na jego słowa upadła mi torba.
- Co powiedziałeś? - spytałam zagryzając wargę.
- Kocham Cię. Zakochałem się w Tobie już wtedy kiedy jeździliśmy na tych cholernych schodach ruchomych w Rzeszowie. Nie oczekuję od razu Twojej odpowiedzi. Ale nie możesz mówić, że mi nie zależy. Łamiesz mi wtedy serce.
Kiedy to powiedział, nogi miałam jak z waty. Boże, co ten gamoń ze mną robi?
- Jedziesz ze mną do Piotrka? Ola napisała że Marzena wyszła. - spytałam już milszym głosem, wystawiając w jego kierunku dłoń.
Kiwnął i złapał mnie za rękę przyciągając do siebie.
- A o tym porozmawiamy później Panie Kubiak. - powiedziałam, na co on kiwnął głową i mnie pocałował mnie delikatnie.
- W Twoim słowniku nie ma takiego słowa jak " później" , co? - zaśmiałam się.
- Miałem straszną ochotę to zrobić. Te Twoje usta,, - uśmiechnął się szelmowsko.
Oj Panie Kubiak i co ja mam z Tobą zrobić?
- A jak mam się do niej zwracać? Moja własna siostra uwiodła mi męża! - wykrzyknęła załzawiona.
- Zaraz.. Co? - spytałam krztusząc się wodą którą piłam.
- Anna była moją siostrą. Myślisz, że dlaczego nigdy nie widziałaś dziadków? Rodzice wyrzekli się jej po tym co zrobiła. - popatrzyła z nienawiścią w moją stronę.
Spojrzałam na tatę. Stał patrząc na podłogę. Widziałam, że pojedyncza łza spływa mu po policzku.
Chciałam wyjść z sali. Chciałam uciec, znaleźć się na cmentarzu przy mamie. Tak cholernie pragnęłam z nią porozmawiać. W ostatniej chwili Piotrek złapał mnie za dłoń.
- Przecież to nie jest jej wina. Nie odpokutowała już wystarczająco?- powiedział Piotrek.
- Chyba jesteś dla niej za bardzo wyrozumiały. Przez jej matkę..
- Tak ale nie przez nią.- przerwał matce Piotrek mocniej ściskając moją dłoń.
Nie chciałam by Piotrek kłócił się przeze mnie z rodzicielką. Schyliłam się i ucałowałam go w policzek.
- Dziękuję ale nie chcę byś kłócił się z nimi z mojej winy. Pójdę już. Nie czuję się tu mile widziana. - powiedziałam i wyszłam.
Michał z Olą próbowali mnie zatrzymać ale nie chciałam z nikim rozmawiać. Chciałam być sama.
Wsiadłam za kierownicę i pojechałam pod dobrze znany mi adres. Byłam roztrzęsiona. Przestałam panować nad łzami. W radio akurat leciała piosenka Dżemu " W życiu piękne są tylko chwile".
Tą piosenkę zawsze śpiewała mi mama kiedy było mi smutno. Wtedy nie rozumiałam tego tekstu, wydawał mi się błahy. Jednak dopiero teraz rozumiem. Jako dziecko myślałam, że muszę być grzeczna i miła dla wszystkich wtedy nie będę się smucić ale życie szybko to zweryfikowało. Za dobre rzeczy dostajemy podwójnie w dupę. Piotrek był jedną z niewielu osób które sprawiały, że moje życie naprawdę miało sens.
Podjechałam na cmentarz, zaparkowałam samochód i uprzednio kupując znicz poszłam na grób mamy. Mijałam kompletnie nieznanych mi ludzi, którzy spieszyli do swoich bliskich. Zapewne obawiając się tych ciemnych chmur które nadciągały na niebie. Stanęłam przy grobie mamy, pomodliłam się i stałam w ciszy patrząc na nagrobek. Zapaliłam znicz i kucnęłam zbierając myśli.
- Mamo, jak mogłaś mnie tak oszukać. Mówiłaś, że dziadkowie nie żyją. Że byłaś jedynaczką. Mówiłaś, że to przeze mnie tata odszedł. Jak mogłaś?! - krzyknęłam w stronę nagrobka.
Odpowiedziała mi cisza. Nie wiem czego się spodziewałam. Magicznej rozmowy z nieżyjącą matką niczym w Harrym Potterze?
- Gdybyś mi to wyjaśniła przecież bym Cię zrozumiała! Miałyśmy tylko siebie. Ty i ja przeciwko całemu światu.- szepnęłam opierając głowę o kolana.
- Mamo, nie wiem co robić. Nie umiem sobie z niczym poradzić. Jestem kompletnie bezradna.- płakałam.
Poczułam jak ktoś dotyka mojego ramienia. Był to Michał.
- Jak mnie tu znalazłeś? - spytałam ścierając łzy.
- Serce podpowiedziało mi że tu będziesz. - powiedział i po prostu mnie przytulił.
Poczułam się trochę lepiej, jednak po chwili odepchnęłam go.
- Jeśli myślisz, iż to w jakim jestem teraz stanie psychicznym cokolwiek zmienia, to grubo się mylisz.
- Dziewczyno, chyba masz teraz poważniejsze problemy na głowie. O nas porozmawiamy jak się sytuacja uspokoi. Przyszedłem Cię wesprzeć, jak przyjaciel. Sama mówiłaś, że kiedy mnie potrzebowałaś to byłem nie obecny. Teraz jestem. - powiedział i pomachał rękami jakby mówił "Tadam bitches!"
- Teraz jesteś, później Cię nie będzie. Jesteś jak chorągiewka. Stokrotne dziękuje za to iż wielkim Michał Kubiak znalazł czas dla zwykłego plebsu. Czapki z głów. - wykrzyczałam.
Ludzie patrzyli na nas ze zgorszonymi minami. Wściekła ruszyłam do samochodu. Zaczęłam szperać po torebce.
- Gdzie są te cholerne klucze?!- mruczałam pod nosem wkurzona do granic możliwości.
- Tośka poczekaj do jasnej cholery. - usłyszałam za sobą Michała.
- Daruj sobie. Nie potrzebuje audiencji. - powiedziałam.
- Miałem z Tobą teraz o tym nie rozmawiać ale chyba nie da się z Tobą inaczej. Tośka no kurwa kocham Cię!- wykrzyczał Michał, opuszczając ramiona.
Z wrażenia na jego słowa upadła mi torba.
- Co powiedziałeś? - spytałam zagryzając wargę.
- Kocham Cię. Zakochałem się w Tobie już wtedy kiedy jeździliśmy na tych cholernych schodach ruchomych w Rzeszowie. Nie oczekuję od razu Twojej odpowiedzi. Ale nie możesz mówić, że mi nie zależy. Łamiesz mi wtedy serce.
Kiedy to powiedział, nogi miałam jak z waty. Boże, co ten gamoń ze mną robi?
- Jedziesz ze mną do Piotrka? Ola napisała że Marzena wyszła. - spytałam już milszym głosem, wystawiając w jego kierunku dłoń.
Kiwnął i złapał mnie za rękę przyciągając do siebie.
- A o tym porozmawiamy później Panie Kubiak. - powiedziałam, na co on kiwnął głową i mnie pocałował mnie delikatnie.
- W Twoim słowniku nie ma takiego słowa jak " później" , co? - zaśmiałam się.
- Miałem straszną ochotę to zrobić. Te Twoje usta,, - uśmiechnął się szelmowsko.
Oj Panie Kubiak i co ja mam z Tobą zrobić?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

